Reklama

Reklama

Bramkarka wyrosła na gwiazdę ligi. "Nie obrastam w piórka"

Karolina Sarnecka z Piotrcovii jest jedną z rewelacji tego sezonu PGNiG Superligi kobiet. Pochodząca z Krakowa bramkarka spisuje się znakomicie i wyrasta na czołową postać swojej drużyny, która wciąż liczy się w walce o medale, choć przed zawodniczkami z Piotrkowa Trybunalskiego trudne zadanie.

Zawodniczki Piotrcovii przez jakiś czas nie mogły rozgrywać swoich spotkań, bowiem w ich drużynie pojawiły się przypadki zakażeń koronawirusem. Z tego względu mają mniej meczów niż pozostałe drużyny. Cały czas też pozostają w grze o medale, choć nawet jeśli wygrałyby oba zaległe starcia, to i tak miałyby sześć punktów straci do trzeciego zespołu KPR Kobierzyce. Mimo tego jednak zawodniczki z Piotrkowa nie zamierzają rezygnować z walki o podium. - Oczywiście, że wierzymy w medale! Cały zespół wierzy w to, że jest szansa na trzecie, a może nawet drugie miejsce. Nie zwieszamy głów, każdy mecz jest dla nas bardzo ważny. W każdym musimy walczyć o trzy punkty. A wszystko rozstrzygnie się na parkiecie - zapewnia Karolina Sarnecka w rozmowie z Interią.

Reklama

PGNiG Superliga: młoda bramkarka robi furorę

Niezależnie od tego jednak, jak ten sezon się zakończy, ona już jest jedną z wygranych, bo jej pozycja zdecydowanie poszła w górę. Jednak sama zawodniczka nie uważa, żeby już można było ją uważać za gwiazdę PGNiG Superligi. - W żadnym wypadku nie czuję się gwiazdą. Na moją postawę w bramce pracuje cały zespół i dzięki niemu mogę się pokazać. Obrona bardzo pomaga i ja mogę się do niej dostosować i dlatego tak to wygląda - mówi skromnie bramkarka, choć z uśmiechem przyznaje, że w mediach społecznościowych odczuła sympatię fanów. - Instagram płonie! - śmieje się Sarnecka. - Wiadomo, ludzie dzwonią, piszą, gratulują, ale nie obrastam w piórka. Robię dalej swoje i chcę pokazać się z jak najlepszej strony.

Zawodniczka Piotrcovii jest bardzo aktywna w mediach społecznościowych, ale nie traktuje tego w kategoriach marketingowych, choć jej rozpoznawalność rośne. - Jest to forma zabawy. Nie traktuję tako jako promocji swojej osoby, choć z meczu na mecz na moim profilu pojawia się coraz więcej ludzi - przyznaje.


Chociaż kobieca piłka ręczna nie jest w naszym kraju najpopularniejszym sportem, to Karolina Sarnecka nie narzeka na swoje finanse. - Da się z tego utrzymać. Nie są to jakieś małe pieniądze. Dużo zależy od negocjacji z klubem. Każdy pracuje na to sam.

Po sezonie z Piotrcovią żegna się kilka podstawowych zawodniczek, między innymi liderka drużyny Romana Roszak, która przenosi się do Perły Lublin. Mimo to Sarnecka wierzy, że osłabienia nie wpłyną na postawę drużyny, a sama, mimo kilku ofert z innych klubów, zostaje w Piotrkowie. - Tak, niestety kilka zawodniczek odchodzi. Na szczęście przyjdą nowe i mam nadzieję, że uda nam się zgrać i podtrzymać na kolejny sezon taką formę, jaką prezentujemy obecnie. Ja zostaje w Piotrcovii i zobaczymy, co z tego wyniknie - mówi bramkarka. Dodaje jednak, że gdyby kiedyś pojawiła się oferta z zagranicy, to z pewnością by się nad nią zastanowił. - Nie zamierzam zamykać się tylko w polskiej lidze. Każda zawodniczka chce spróbować swoich sił w lidze francuskiej, niemieckiej czy hiszpańskiej, ale zobaczymy, co przyniesie przyszłość.

Ciężko "wskoczyć" do reprezentacji


Niedawno została powołana do reprezentacji Polski "B" i po cichu marzy o tym, żeby zagrać w pierwszej drużynie, choć zdaje sobie sprawę, że o to będzie niezwykle trudno. - Ciężko mi gdzieś sobie wyobrazić siebie w tej drużynie. Są mocne bramkarki u nas, Weronika Gawlik, która od lata jest w tej drużynie, Monika Maliczkiewicz, która ma fenomenalny sezon, Adrianna Płaczek, która rządzi w lidze francuskiej. Ta pozycja jest bardzo mocno obsadzona. Może kiedyś dostanę szansę, ale na teraz ciężko do tej kadry "wskoczyć" - uważa Sarnecka.

Swoją przygodę ze sportem zaczynała w jednej z krakowskich szkół, gdzie stawiano na piłkę ręczną. W mieście nie ma jednak drużyn grających w elicie, zarówno męskiej, jak i żeńskiej i trudno jest młodym adeptom tej dyscypliny rozpocząć profesjonalną karierę. - Zaczynałam w Krakowie, w szkole podstawowej. Wtedy to była dla mnie zabawa, frajda, coś, co mnie bardzo cieszyło. Znaleźli mnie ludzie z SMS-u i zaproponowali przeprowadzkę do Gliwic. Tam zamieszkałam w internacie i trenowałam. To był decydujący krok w mojej karierze. Wydaje mi się, że gdybym została w Krakowie, nie byłoby szans przebicia się. Może nawet nie grałabym już w piłkę ręczną? - zastanawia się Karolina Sarnecka.

Zobacz skróty półfinałowych spotkań LM

Sprawdź teraz!

Poza sportem hobby Karoliny Sarneckiej są muzyka i taniec. Jak sama przyznaje, muzyka króluje też w szatni, przed meczem, jak i po. Pytana o to, czy jest najlepszą tancerką w lidze ze śmiechem mówi, że nie wie. Nie jest nawet pewna, czy może cieszyć się z tego tytułu w swojej drużynie, chociaż jeśli na parkiecie jest równie zwinna co w bramce, z pewnością jest mocną kandydatką do tego miana. 


Jakub Kędzior

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL