82-letni Kuchta to legenda polskiego szczypiorniaka. Jako zawodnik największy sukces odniósł na igrzyskach olimpijskich w Monachium w 1976 roku, w których Polska wywalczyła brązowy medal. Grał też dwa razy w mistrzostwach świata i na igrzyskach w 1972 roku. Dziesięć lat później już jako trener poprowadził Biało-czerwonych do brązowego medalu mistrzostw świata. Był też selekcjonerem reprezentacji Polski kobiet.
Po sukcesach na przełomie lat 70. i 80. ubiegłego wieku, kolejne przyszły już w XXI wieku, ale nie udało się ich przekuć w boom na piłkę ręczną. Jednak od dziesięciu lat trzeba się martwić, czy kadry zakwalifikują się do mistrzostw Europy czy świata. Związek Piłki Ręcznej w Polsce stara się przebić z tym sportem do dzieci i młodzieży. W turnieju Superpuchar Anilana Cup wzięło udział ponad 1700 chłopców i dziewczynek.
Dwie medalowe fale reprezentacji Polski
- Rzeczywiście, próbujemy odbudować piłkę ręczną. Jakby nie patrząc, to ta falowość w piłce ręcznej jest zauważalna. Między jednym tsunami, a kolejnym, są długie przerwy. Moja generacja to były sukcesy w latach 70. i 80. ubiegłego wieku. Potem było ponad 20 lat przerwy i pojawiła się ekipa Bogdana Wenty - zauważa Kuchta. - Najpierw było srebro mistrzostw świata w 2007 roku, a dwa lata później brązowy medal. Potem kolejny brąz [2015] i jeszcze Igrzyska w Rio, gdzie nie udało się wywalczyć trzeciego miejsca. To była 2016 roku i mija już dziesięć lat. Czekamy więc na kolejną falę w polskiej piłce ręcznej.
Były selekcjoner docenia rozmach turnieju z udziałem ponad stu drużyn. Obawia się jednak, kiedy młodzież dorośnie i czy wrócimy do sukcesów.
- Środowisko piłki ręcznej stara się zainteresować jak najwięcej młodzieży, no w tym należy upatrywać postępu. Może nie chciałbym, żeby to było od tych najmniejszych, bo zanim dorosną do wieku seniora, to trochę czasu upłynie. Dopóki nie będziemy robili wyników, może już nie medalowych, ale na miarę czołowej szóstki na imprezach typu mistrzostw Europy juniorów, to nie ruszymy z miejsca. To będzie pokazywało, że nie ma zaplecza, nie ma skąd czerpać - twierdzi Kuchta.
Medalista olimpijski przypomina, jak kiedyś wyglądało znajdywanie talentów. - Oczywiście te 1700 dzieci daje nadzieję, ale kiedyś sytuacja była lepsza, bo piłka ręczna była w programie nauczania wychowania fizycznego. Teraz jest trudniej zwłaszcza, że siatkówka czy koszykówka to dyscypliny, które prościej jest zorganizować - dodaje Kuchta i zgadza się, że piłka ręczna zmaga się z problemem "kleju".
By uprawiać tę dyscyplinę od pewnego wieku zaczyna się używanie kleju do rąk, który pomaga w chwycie piłki. Sprawia jednak, że boiska, na których trenują szczypiorniści zwyczajnie się lepią. - To rzeczywiście stwarza ogromne kłopoty i gdyby to ode mnie zależało, natychmiast wycofałbym używanie kleju. Podłogi się brudzą i jak potem mają na nich trenować siatkarze, dla których pady są czymś normalnym, a na takim boisku to problem. Mam jednak nadzieję, że z tych dzieciaków będą przyszli zawodnicy i zawodniczki na miarę ekstraligi oraz reprezentacji Polski. Liczę, że poczynania związku w zakresie propagowania piłki ręcznej przyniosą skutek.














