Reklama

Reklama

ME: Znakomity mecz Polaków, pierwszy krok do awansu zrobiony

W swoim pierwszym meczu na mistrzostwach Europy w piłce ręcznej mężczyzn reprezentacja Polski wygrała z Austrią 36:31. "Biało-Czerwoni", mimo sporych kłopotów przed turniejem, prezentowali się świetnie i zrobili pierwszy krok do upragnionego awansu.

Reprezentacja Polski, zanim jeszcze mistrzostwa Europy się rozpoczęły, już musiała toczyć walkę. Niestety nie z boiskowymi rywalami, a z koronawirusem i organizatorami turnieju, którzy zdecydowanie nie ułatwiali życia "Biało-Czerwonym". Jeszcze przed wylotem do Bratysławy ze składu wpadli Rafał Przybylski i Dawid Dawydzik, a już na Słowacji kolejna piątka kadrowiczów otrzymała pozytywny wynik testu na koronawirusa i musiała udać się na kwarantannę. Jakby tego było mało, organizatorzy wprowadzili kompletny chaos i niemal do ostatnich chwil nie było wiadomo, w jakim składzie i w jakiej liczbie Polacy rozpoczną spotkanie z Austrią.

Reklama

Polska - Austria: 40. mecz Patryka Rombla jako selekcjonera


Ostatecznie w końcu nadeszły pozytywne wieści i podopieczni Patryka Rombla, przynajmniej liczbowo, przystąpili do tego spotkania w pełnym zestawieniu. Mimo wszystkich problemów kibice i eksperci liczyli, że nasi zawodnicy udanie rozpoczną turniej. W końcu trudne czasy kreują silnych ludzi.

Czytaj także: "Kochana Polsko" tylko z głośników. Chaos na ME

Zaczęło się od dwóch straconych bramek przez Polaków, na które dopiero w 3. minucie odpowiedział Michał Daszek. Po chwili jednak wykorzystaliśmy kontrę i po zagraniu na koło wyrównał Patryk Walczak. Po turnieju w Hiszpanii trener Rombel narzekał, że bardzo nerwowo zaczynaliśmy spotkania. Tymczasem w starciu z Austrią świetnie weszliśmy w mecz i po 11. minutach i kapitalnym rzucie Szymona Sićki prowadziliśmy 7:5.

Co więcej, udało się przetrzymać grę w osłabieniu, po karze dla Michała Olejniczaka, i utrzymać dwubramkową przewagę przez kolejne minuty. Patryk Rombel, który prowadził kadrę po raz 40., był wyraźnie zadowolony z gry swoich podopiecznych, którzy udowadniali, że mimo morowych nastrojów w drużynie nie dali się złamać i wyszli na to spotkanie nastawieni bardzo bojowo.

W 21. minucie na ławkę kar powędrował Sebastian Frimmel, a Arkadiusz Moryto stanął przed szansą na podwyższenie prowadzenia Polaków do trzech bramek, jednak jego techniczny rzut z siódmego metra trafił w poprzeczkę i wrócił do boiska. Chwilę później do Mateusza Korneckiego pokonał Fabian Posch i zrobiło się już tylko 11:10 dla "Biało-Czerwonych".

Czytaj także: Zwycięstwo Niemców w "polskiej" grupie

Później jednak nasz bramkarz dał nam szansę na odjechanie rywalom, zatrzymując rzuty Austriaków i w 26. minucie w końcu udało się ją wykorzystać. Najpierw Sićko, a potem Moryto pokonali Goluba Doknicia i na tablicy wyników pojawił się rezultat 15:11. W ostatnich minutach zabrakło nieco dokładności, ale i tak zeszliśmy do szatni prowadząc 17:14, co było całkiem niezłą zaliczką przed drugimi 30 minutami.

Choć wielu obawiało się pierwsze spotkania w wykonaniu Polaków, pomimo chaosu, który im towarzyszył w ostatnich dniach, na boisku zupełnie nie było tego widać. Moryto, Olejniczak i niezwykle skuteczny ze skrzydła Przemysław Krajewski pokazywali, że są graczami wysokiej klasy i potrafią sobie skoncentrować się w 100 procentach na sprawach sportowych.

ME: Wielka pasja w grze Polaków

Po zmianie stron gra "Biało-Czerwonych" nadal mogła się bardzo podobać, a przede wszystkim była niezwykle skuteczna. Już po pięciu minutach drugiej części gry powiększyliśmy naszą przewagę do pięciu trafień po świetnej obronie Korneckiego i skutecznym rzucie Moryty. 

Choć momentami wyglądało to na nieco szalone, to jednak Polacy grali z niesamowitą pasją i w 40. minucie prowadzili 25:20. Czasem wyglądało to tak, jakby zbytnio spieszyli się z akcjami, myśląc już o kolejnej zdobyczy, ale polscy fani, którzy zdecydowali się na przyjazd do Bratysławy, i tak mogli z wypiekami na twarzach dopingować "Biało-Czerwonych". 

W szeregach rywali za to zaczęło się robić bardzo nerwowo i w 43. minucie w krótkim odstępie czasu dwóch Austriaków powędrowało na ławkę kar, stawiając swój zespół w bardzo trudnym położeniu. Polakom nie udało się jednak tego wykorzystać i kiedy siły już się wyrównały, nasza drużyna nadal miała pięć bramek przewagi, prowadząc 28:23. 

Po chwili na boisku bardzo mocno zaiskrzyło. Po wyprowadzonej przez Austriaków kontrę w zdecydowany sposób przerwał ją Sićko, który po chwili starł się z rywalem już poza boiskiem. Przez moment wydawało się, że może dojść do szarpanki, ale sędziowie w porę uspokoili sytuację. Niestety po przeanalizowaniu sytuacji na wideo postanowili ukarać naszego gracza czerwoną kartką.

Dziesięć minut przed końcem spotkania Polacy prowadzili 30:26 i zwycięstwo na inaugurację mistrzostw Europy było na wyciągnięcie ręki. W końcowych minutach na parkiecie nie brakowało emocji, a Austriacy, gorąco dopingowani przez swoich kibiców, nie rezygnowali i starali się odrabiać straty. Na przeszkodzie stanął im jednak świetnie broniący Kornecki i ostatecznie Polacy wygrali ten mecz 36:31, znakomicie rozpoczynając turniej, który jeszcze kilka godzin wcześniej jawił się jako koszmar.

"Przez ostatnie trzy dni mieliśmy furę problemów, ale one się dziś o 18 skończyły, skończyły się dla nas i teraz mają się one zacząć dla Austriaków!" - tak przed meczem mówił Patryk Rombel w szatni. I wyraźnie ma posłuch wśród swoich podopiecznych, bowiem ci faktycznie sprawili rywalom sporo problemów i zasłużenie wygrali to spotkanie. Kiedy trzeba było, prezentowali pełen fantazji handball, ale jak zachodziła taka potrzeba, nie obawiali się pójść na wymianę ciosów. I jeśli w kolejnych dwóch spotkaniach nadal będą się tak prezentować, upragniony awans wydaje się całkiem realny.

Polska - Austria 36:31 (17:14)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje