Gwiazdor wrócił, wszystko już niemal jasne. Polaków czeka jeszcze rewanż
Od lat było tak, że by zagrać na szczypiorniackim mundialu, Polska musiała wygrać zaledwie jeden dwumecz. I to wystarczało, mieliśmy na tyle mocną pozycję na kontynencie. Ostatni bardzo słaby występ w mistrzostwach Europy zepchnął nas jednak o szczebel niżej. Zamiast w marcu móc rozgrywać sparingi z lepszymi bądź równymi sobie, Polacy muszą zaliczyć dwumecz z Łotwą. I dopiero jego triumfator zagra o finały mistrzostw świata z Austrią. Po pierwszym starciu można już raczej założyć, że będzie to ekipa Joty Gonzaleza.

Fatalny występ Polaków w mistrzostwach Europy - w styczniu w Norwegii zespół Joty Gonzaleza przegrał wszystkie spotkania w fazie grupowej - sprawił, że po raz pierwszy od dawien dawna nasz zespół starania o mundial musiał zacząć od drugiego etapu kwalifikacji. Od niepamiętnych czasów graliśmy tylko decydujący dwumecz, zwykle jeszcze byliśmy w nim rozstawieni. A teraz czwarta pozycja w grupie zepchnęła nas do czasów "przedwentowych", gdy Polacy byli w europejskiej drugiej lidze.
Aby więc zagrać w przyszłorocznych mistrzostwach świata, Polacy muszą teraz pokonać dwie przeszkody. Najpierw Łotwę, patrząc na nasz poziom, zespół z europejskiej trzeciej ligi. W dwumeczu, bo dziś w Jełgawie odbywała się dopiero pierwsza konfrontacja, w niedzielę w Ostrowie Wlkp. dojdzie do rewanżu.
Dopiero w maju lepszego z pary Polska - Łotwa czeka dwumecz z Austrią, już o awans na mistrzostwa. To już rywal aspirujący do europejskiej pierwszej ligi, ale w naszym zasięgu. O ile oczywiście Gonzalez będzie miał do dyspozycji skład lepszy niż na ten dwumecz z Łotyszami.
Eliminacje mistrzostw świata. Polska grała z Łotwą w Jełgawie
Problemy z urazami miały bowiem duży wpływ na powołania Hiszpana. Hiszpan chciał mieć Macieja i Tomasza Gębalów, Marcela Jastrzębskiego czy Arkadiusza Morytę, wszyscy jednak wypadli w ostatnich dniach.
Ważnym wydarzeniem był powrót, po 14 miesiącach, Kamila Syprzaka. Tyle że aby korzystać ze wzrostu obrotowego PSG, muszą być jeszcze zawodnicy potrafiący dostarczać mu piłkę. A tych za wielu u nas w drugiej linii nie ma.

W tej sytuacji mocno wątpliwa wydawała się powtórka scenariusza z sezonu 2022/23, gdy w eliminacjach do mistrzostw Europy rozbiliśmy Łotyszy 37:19 i 31:14. Wtedy też grali bez Dainisa Kristopansa, potężnego rozgrywającego (215 cm wzrostu), też z przeszłością w PSG. A to ich jedyny zawodnik światowego formatu.
Początek był bardzo szybki, w naszym zespole kompletnie nie funkcjonowała defensywa, nie radziliśmy sobie z szybkim środkiem rywali. Udawało się to jakoś nadrabiać w ataku, ale gdy schematycznie zaczął atakować Ariel Pietrasik i tu pojawiły się problemy. W 10. minucie gospodarze prowadzili 8:6, a jeszcze karę dostał Kamil Syprzak, który... jako jeden z dwóch wrócił do obrony przy kontrze Łotyszy.
Później Polacy przejęli jednak kontrolę nad wydarzeniami, Gonzalez też dokonał po kwadransie zmian. A jeszcze urazu w obronie doznał jeden z liderów rywali Valdis Kalnins, a później w ataku - Nikita Pancenko. W 20. minucie to Polacy mieli już dwie bramki zapasu (12:10), a mogło być jeszcze lepiej. Złe decyzje w ataku podejmował bowiem Michał Olejniczak.

Pierwszą połowę Polacy wygrali 17:12, ale nie było tu wielkich powodów do entuzjazmu. Niezłą zmianę w bramce dał Mateusz Zembrzycki, obronił m.in. rzut karny, nieco lepiej wyglądała gra w defensywie. I z pozytywów to właściwie na tyle. Zbyt często brakowało koncentracji, zwłaszcza w posiadaniu piłki.
Można było oczekiwać, że tak doświadczony zespół, mający w składzie zawodników z Kielc, Płocka czy Paryża, będzie w stanie spokojnie utrzymywać bezpieczną przewagę. I przez 10 minut taka ona była, wynosiła 5-6 bramek. A później znów nastąpił moment rozprężenia, pudłował Andrzej Widomski. I Łotysze w 44. minucie odrobili połowę tych strat, przegrywali tylko 20:23.
Na szczęście na tym niemoc naszej drużyny się skończyła, rywalom też zaczęło brakować. W 53. minucie świetnie wykonujący karne Mikołaj Czapliński podwyższył na 30:22. Było już jasne, że zespół Gonzaleza wróci do kraju ze sporą zaliczką.
Rewanż w niedzielę o godz. 15 w Ostrowie Wlkp.
Dokładny zapis relacji na żywo z meczu Łotwa - Polska można znaleźć tutaj.
Łotwa - Polska 24:33 (12:17)
Łotwa: Putra 1 (11/42 - 26 proc.), Lagzda (0/2 - 0 proc.) - Valkovskis 6 (0/1 z karnego), Kalnins 5, Serafimovics 3, Borisovs 3 (3/3), Rogonovs 3, Suharevs 2, Misulis 1, Pancenko, Vilsons, Snepsts, Meikans, Vidzis.
Kary: 8 minut. Rzuty karne: 3/4.
Polska: Wałach (1/11 - 9 proc.), Zembrzycki (9/23 - 39 proc.) - Czapliński 9 (8/8 z karnych), Syprzak 5, Jędraszczyk 5, Olejniczak 3, Widomski 2, Pietrasik 2, Tomczak 1, Szyszko 2, Jarosiewicz 2, Michałowicz 1, Przytuła 1, Mielczarski, Jankowski, Kaczor.
Kary: 12 minut. Rzuty karne: 8/8.













