Dramatyczny bój Polaków, stawką mistrzostwa świata. Jeden gol zdecydował
Być albo nie być w poważnej piłce ręcznej - dwumecz z Austrią zdecyduje o przyszłości naszej reprezentacji. Także w kontekście tego, by nie wypaść z elity tuż przed startem olimpijskich kwalifikacji do Los Angeles. Dzisiejsze starcie w Grazu, a później niedzielny rewanż w Olsztynie, wyłonią zespół, który w styczniu przyszłego roku zagra na mundialu w Niemczech. W połowie tej batalii nie jest źle. Nasz zespół będzie bronił skromnej zaliczki.

Styczniowe mistrzostwa Europy zakończyły się dla naszego zespołu wielką klapą - ostatnie miejsce w grupie, zawalone kończące zmagania spotkanie z Włochami, w którym w końcówce drużyna Joty Gonzaleza miała już komfortową sytuację. To sprawiło, że Biało-Czerwoni musieli grać w eliminacjach mistrzostw świata nie w decydującym dwumeczu, ale już na drugim etapie. Ze słabą Łotwą, ale jednak.
Trzeba też przyznać, że w losowaniu tego decydującego dwumeczu Polska miała szczęście. Austria była jedną ze słabszych ekip, na które mogliśmy trafić. Zespół bez finezji, za to stawiający na obronę i mający świetnego bramkarza.
Gdyby Jota Gonzalez miał do dyspozycji ten sam skład, co dwa miesiące temu w starciach z Łotwą, raczej nie byłoby o czym rozmawiać. Tyle że teraz wrócili bracia Gębalowie, pojawili się: Marcel Jastrzębski, Arkadiusz Moryto i Michał Daszek, wrócił po długiej przerwie Szymon Sićko.
I to dawało optymizm przed spotkaniem w Raiffeisen Sportpark w Grazu. A później przed rewanżem w olsztyńskiej Uranii.
Kwalifikacje mistrzostw świata. Austria kontra Polska. Świetny kwadrans gości w Grazu
Ważne było, by już w początkowej fazie spotkania nie dać się rozpędzić Austriakom. Jota Gonzalez od początku rzucił do boju Sićkę, to był oficjalny powrót rozgrywającego Industrii do reprezentacji. I już w pierwszej akcji bombardier z Kielc został zatrzymany przez bramkarza. Za chwilę jednak paradą popisał się też Marcel Jastrzębski, a później nasi mieli inicjatywę. Była szansa nawet 5:3, Jędraszczyk przegrał pojedynek sam na sam z Constantinem Möstlem. A później bramkarz Lemgo obronił też rzut z koła Syprzaka.
Po 10 minutach goście odskoczyli jednak 6:4. A za moment na 7:4, gdy Jastrzębski rzucił do pustej bramki przez całe boisko.
Ten wynik nie był dziełem przypadku. Polacy kapitalnie bronili, swoje też dodawał golkiper Nexe, choć główną jednak część roboty wykonywali defensorzy. A w ataku błyszczał Piotr Jędraszczyk, świetnie rozprowadzał akcje, ale też trafiał, gdy tylko pojawiała się taka możliwość. Iker Romero, świetny niegdyś reprezentant Hiszpanii, a dziś selekcjoner Austrii, poprosił o przerwę już w 12. minucie. Wtedy było 8:4 dla naszej drużyny.

Gospodarze grali siedmiu na sześciu, na dodatek na boisku pojawił się potężnie zbudowany Tobias Wagner, którego obrońcom bardzo ciężko jest przestawić.
To był chyba najlepszy kwadrans polskiej drużyny, odkąd prowadzi ją Jota Gonzalez. A nawet najlepsze 16 minut, bo wtedy, po trafieniu Moryty, nasz zespół prowadził 11:7. A później Austriacy zamknęli środek obrony, wciąż świetnie odcinali od podań Syprzaka. Z dystansu pudłowali Widomski i Sićko, gospodarze zaś częściej przeciskali się skrzydłami. Aż w końcu w 20. minucie Mykola Bilyk wyrównał na 11:11.
Była w tym momencie obawa, czy nasz zespół nie pęknie. Gonzalez wpuścił na boisko Miłosza Wałacha, ten zaliczył dwie ważne obrony. W ofensywie wciąż nasz zespół nie miał lekko, ale udało się dwa razy wywalczyć rzuty karne, wreszcie akcję skończył też Syprzak. To dało prowadzenie po pierwszej połowie 15:13. Zarazem i duży komfort, także w sferze mentalnej.
Tę drugą połowę Polacy też mogli zacząć dobrze, świetną paradę zaliczył Wałach, za chwilę sam przed Möstlem znalazł się Syprzak. I potężnym rzutem trafił w twarz golkipera. Nie było bramki, była zaś kara dwóch minut.
Pojawiła się też niepewność, gdy Austriacy strzelili trzy gole z rzędu, wyrównali na 16:16. W naszym zespole błyszczał jednak Mikołaj Czapliński, już przed przerwą miał skuteczność 4/4, dwa razy trafił z karnych. Do 41. minuty dołożył kolejne cztery, świetnie kończył kontry.
Nie było więc austriackiej nawałnicy, to Biało-Czerwoni mieli kontrolę. Doskonale środek obrony trzymali Maciej i Tomasz Gębalowie, w 48. minucie Polacy prowadzili znów czterema bramkami - 23:19.
Szkoda tylko, że w odstępie 20 sekund kary dostali - już drugie - Michał Olejniczak i Tomasz Gębala. Austriacy wykorzystali ten fragment, wygrali go 3:0. I znów nawiązali kontakt.

Mieliśmy ogromny problem w ofensywie na prawym rozegraniu, Widomski trafił tylko raz, na sam koniec pierwszej połowy, a na 10 minut przed końcem doznał urazu stawu skokowego. I raczej w rewanżu już nie wystąpi. Wiktor Tomczak też nie dawał odpowiedniej jakości, rywale to widzieli.
A jeszcze zatrzymany przy rzucie karnym, pierwszy raz, został Czapliński. Na szczęście Wałach odpowiedział obroną karnego Sebastiana Frimmela.
Gdy zaczynało się ostatnie pięć minut, na tablicy był remis - 23:23. Pojawiła się szansa na dwie bramki zaliczki, ale to Austria wyrównała. Ostatnie słowo należało jednak do Macieja Gębali. I dlatego Biało-Czerwoni mają skromną, ale jednak przewagę.
Rewanż w niedzielę o godz. 15 w Olsztynie.
Austria - Polska 25:26 (13:15)
Austria: Möstl, Bergmann - Bilyk 5, Damböck 4 (2/2 z karnych), Wagner 4, Nigg 4, Frimmel 3 (2/3), Kofler 2, Hutecek 2, Miskovez 1, Mahr, Beloš, Herburger, Živković, Fritsch, Lastro.
Kary: 4 minuty. Rzuty karne: 3/4.
Polska: Jastrzębski 1, Wałach - Czapliński 8 (3/4 z karnych), Sićko 5, Jędraszczyk 3, Moryto 2, Syprzak 2, Widomski 1, Daszek 1, Pietrasik 1, Olejniczak 1, M. Gębala 1, T. Gębala, Tomczak, Jankowski, Jarosiewicz.
Kary: 14 minut. Rzuty karne: 3/4.

![Ręczna jak z podręcznika! TOP goli 12. kolejki Superligi [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000LZ88HDHB4MUFI-C401.webp)

![Majchrzak: był o krok od odwrócenia meczu. Zobacz skrót meczu z Lehecką [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000MXPIGBAGH3XGJ-C401.webp)





