Reklama

Reklama

El. MŚ piłkarek ręcznych. Polki stoczyły dramatyczny dwumecz z Austrią

Reprezentacja Polski w pojedynku o wszystko uległa 26-29 (11-15) Austrii w podwarszawskich Markach. Porażka w dwumeczu oznacza, że "Biało-Czerwone" przegrały walkę o awans na mistrzostwa świata, które w grudniu odbędą się w Hiszpanii.

W piątek, w starciu obu ekip w Maria Enzersdorf pod Wiedniem, padł wynik 29-29. To sprawiało, że wtorkowy rewanż w naszym kraju zapowiadał się pasjonująco. Faworytem były Polki, które w losowaniu były rozstawione, a rywalki musiały przebijać się przez eliminacje, choć we wtorek - w obliczu rewanżu - to niewiele znaczyło.

Cztery dni temu oba zespoły stoczyły bardzo zacięty pojedynek, który przez większą część spotkania oscylował wokół remisu. Bywały jednak też takie fragmenty, gdy wydawało się, że jeden z zespołów jest bliski przechylenia szali na swoją stronę, ale przewaga była niwelowana. Dość powiedzieć, że przez dziesięć ostatnich minut trwała walka gol za gol i ostatecznie żadnej z drużyn nie udało się uzyskać zaliczki.

Rewanż obie drużyny rozpoczęły od nieudanych akcji, tracąc piłkę w ataku. W kolejnej próbie pierwsze punkty zdobyła Pandza, a po chwili odpowiedziała nasza obrotowa Szarawaga. W kolejnych minutach dobrze między słupkami spisały się obie bramkarki, najpierw rywalki powstrzymała Płaczek, a po drugiej stronie boiska Kudłacz-Gloc przegrała pojedynek z Blazek.

Reklama

"Biało-Czerwone" zaczęły bardzo nerwowo

W 7. min "Biało-Czerwone" musiały radzić sobie w osłabieniu, bo karę dwóch minut otrzymała Świerżewska. I przy pierwszej okazji nasz zespół został skarcony przez Wess. Co gorsza "Biało-Czerwone" zaliczyły stratę, popełniając prosty błąd, ale jednocześnie dopisało im wielkie szczęście, bo daleki rzut Austriaczki nie trafił w pustą bramkę.

Polki zaczęły bardzo nerwowo, a gra w ataku pozycyjnym im się nie kleiła. W trudnej sytuacji, gdy sędziowie już sygnalizowali grę na czas, na przebój ruszyła Kudłacz-Gloc i można było liczyć, że tym szarpnięciem pociągnie zespół.

Niestety błędy wciąż się mnożyły w naszej ekipie, a Austriaczki, niczym rutynowany zespół, karciły "Biało-Czerwone". Po 12 minutach, przy stanie 4-6, selekcjoner Arne Senstad poprosił o czas na żądanie. I słusznie zdiagnozował, że nasza gra w ataku pozycyjnym jest zbyt stateczna i przewidywalna, więc wprowadził na plac gry Achruk. Jednak w szybkich kontratakach u przeciwniczek nie do zatrzymania była Frey, która z lewego skrzydła karciła nasz zespół.

Niemoc Polek przełamała w 15. min Kudłacz-Gloc, oddając piękny, techniczny rzut, jednak to wcale nie zatrzymało Austriaczek. Po siedemnastu minutach o grze rodaczek wiele mówiła statystyka - nasza ekipa miała na koncie aż pięć niewymuszonych błędów.

Co gorsza, wynik cały czas uciekał, aż rywalki uzyskały najwyższą w tym meczu przewagę, wynoszącą pięć bramek.

Sonja Frey katem naszej reprezentacji

W końcu coś drgnęło w grze polskiej ekipy. Najpierw trafiła ze skrzydła Płomińska, a następnie sprytnego rzutu szukała Łabuda, ale piłka po odbiciu się od słupka pełnym obwodem nie przekroczyła linii bramkowej. Polki jednak poradziły sobie w obronie, następną akcję rzutem zakończyła Szarawaga i strata została zniwelowana do czterech goli. A po chwili do trzech, po rzucie karnym, egzekwowanym przez Łabudę.

To z kolei sprawiło, że do akcji wkroczył szkoleniowiec Austriaczek i w 24. min poprosił o pierwszy czas dla swojego zespołu. Przerwa poskutkowała i przeciwniczki znów odbudowywały przewagę, a nie do zatrzymania pozostawała Sonja Frey, która po 25 minutach miała na koncie 7 goli na 10 prób.

Trener Senstad szukał sposobu, jak poprawić grę naszego zespołu i wprowadził z ławki obrotową Sylwię Matuszczyk. Polski zespół jednak cały czas, przy bardzo twardej i wysokiej grze obronnej przeciwniczek, miał problem z dojściem do dogodnych pozycji rzutowych. Tuż przed przerwą Polki mogły jeszcze odrobić gola, ale w wyśmienitej sytuacji Matuszczyk, po podaniu Achruk, przegrała pojedynek z bramkarką.

- Gra jest bardzo szarpana. Mam nadzieję, że druga połowa pokaże, że otrząsnęłyśmy się z lekkiego szoku po zderzeniu z austriackim zespołem - mówiła w przerwie Matuszczyk na antenie TVP Sport.

Od początku drugiej partii na boisku pojawiła się nasza nowa rozgrywająca, Karolina Kochaniak, a w bramce stanęła Weronika Gawlik. I wszystko zaczęło się obiecująco, od celnego rzutu Szarawagi i błędu Austriaczki, dzięki dobremu zachowaniu między słupkami Gawlik.

Polki poszły za ciosem, rzuciły kolejne dwie bramki i przegrywały już tylko 14-15. Trener Mueller błyskawicznie zareagował, po raz drugi w tym meczu przywołując swój zespół. I w mocnych słowach zaczął motywować zawodniczki, które po powrocie na parkiet zdobyły gola po rzucie Frey.

Świetne rozpoczęcie drugiej partii sprawiło, że już w 36. minucie czteropunktowe prowadzenie rywalek poszło w niepamięć i po rzucie Szarawagi był remis 16-16.

"Biało-Czerwone" udowodniły jednak, że są nieobliczalne i mozolne odrabianie strat roztrwoniły w ułamku sekundy. Złe ustawienie w obronie i nieporadność w ofensywie sprawiły, że w ciągu dwóch minut Austriaczki zbudowały trzypunktową przewagę.

Błąd na błędzie, kara i... do widzenia

W 41. min karę dwuminutowego wykluczenia (przy stanie 17-19) otrzymała Kovacs, ale w pierwszej okazji na gola kontaktowego pomyliła się Nosek. Na domiar złego, mimo gry w osłabieniu, przeciwniczki zdobyły kolejną bramkę.

Trzy minuty później nasz zespół znalazł się w tarapatach, gdy Kudłacz-Gloc, za odmachnięcie się rywalce, została wyrzucona na ławkę kar. Na nasze szczęście w szybkim kontrataku pomyliła się Neidhart, ale szczęściu trzeba było jeszcze pomóc. i Szarawaga, technicznym rzutem z trudnej pozycji, zdobyła gola kontaktowego.

W 48. min można było liczyć, że moment jest przełomowy, bo w twardej walce Szarawagę faulowała Frey i najlepiej punktująca Austriaczka zeszła na ławkę kar na dwie minuty. "Biało-Czerwone" najpierw wykorzystały karnego, a po chwili Nosek doprowadziła do kolejnego w tym spotkaniu remisu. Swoją partię w końcu zaczęła rozgrywać właśnie Nosek, trafiła dwa kolejne rzuty i wynik oscylował wokół remisu, ale od czego Austriaczki miały Frey.

Niestety nasze zawodniczki w dwóch kolejnych akcjach, decyzjami sędziów, traciły piłkę w ofensywie i dwubramkowa strata robiła się bardzo niebezpieczna. W tym momencie selekcjoner "Biało-Czerwonych" wezwał zawodniczki do przekazania kilku uwag i wskazówek. Szkoleniowiec apelował o aktywność w grze defensywnej, ale także o rozwagę.

W kolejnej akcji niestety pomyliła się Nosek, rzucając nieprzygotowanej pozycji i na cztery minuty do końca był wynik 24-26. Mało tego, na ławkę kar, nie biorąc sobie słów trenera do serca, została odesłana Płomińska za faul w defensywie i sytuacja stała się krytyczna. Gdy Polki zaczęły grać w komplecie, rzut Kudłacz-Gloc został obroniony, a po chwili wynik meczu już zupełnie uciekł Polkom. Po końcowym gwizdku Austriaczki zademonstrowały taniec radości, a reprezentantkom Polski chciało się płakać.

AG

Polska - Austria 26-29 (11-15)

Polska: Gawlik, Płaczek, Maliczkiewicz - Zimny, Płomińska, Łabuda, Matuszczyk, Kudłacz-Gloc, Górna, Nosek, Kochaniak, Szarawaga, Świerżewska, Achruk, Roszak, Nocuń.

Austria: Ivancok, Rauter, Blazek - Pandza, Frey, Schindler, Kovacs, Gangel, Wess, Reichert, Dramac, Kaiser, Schlegel, Marksteiner, Neidhart, Huber.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje