Demolka mistrzyń świata, później radość Polek. Idealne wyniki. Walka o półfinał
Aby zachować szansę na grę w półfinale EHF Euro Cup 2026, polskie piłkarki ręczne musiały przede wszystkim wygrać dziś wyjazdowe spotkanie ze Słowacją. Ale też czekać na to, by mistrzynie świata z Norwegii zdołały wygrać w Rumunii. W Bukareszcie dość szybko stało się jasne, że sensacji nie będzie. Zostało więc zadanie do wykonania przez naszą drużynę, której nie prowadził tym razem Arne Senstad. Tymczasem długo nasz zespół męczył się w starciu z najsłabszą ekipą w stawce. A skończył imponująco.

Za niespełna osiem miesięcy reprezentacja Polski zagra w finałach mistrzostw Europy - będzie jednym z pięciu organizatorów tej imprezy, która cztery lata temu została odebrana Rosji. Dla tych drużyn, ale także trzech gigantów, którzy mają już zapewnioną grę w tych finałach, stworzono więc rozgrywki EHF Euro Cup 2026. W dwóch grupach, w każdej są po cztery reprezentacje. Węgry, Dania, Norwegia - to byli trzej faworyci, choć Węgierki walczyły o drugą pozycję w swojej grupie z Czeszkami. Pozostało więc to czwarte miejsce w półfinale - walczyły o to Polki i Rumunki. Na razie zdalnie, ale realna pozostawała opcja, że zdecyduje się to w niedzielnej bezpośredniej potyczce.
Po czterech kolejkach Polki miały bowiem tylko dwa punkty, Rumunki zaś sześć. Dziś nasz zespół musiał więc wygrać na wyjeździe ze Słowacją, ale też liczyć na to, że Norwegia ogra w Bukareszcie Rumunię. A przecież pół roku temu w Larviku wygrała tylko dwoma bramkami, w samej końcówce.
Dziś jednak na wyjeździe mistrzyni świata, Europy oraz igrzysk z Paryża rozwiały złudzenia dość szybko. Pierwszą połowę wygrały 24:9, było jasne, że mecz w Bukareszcie zakończy się pogromem. Został więc drugi warunek - zwycięstwo Polek w miejscowości Šala.
A tu w pierwszej połowie długo były problemy.
EHF Euro Cup 2026. Polska grała na wyjeździe ze Słowacją. Liczyło się tylko zwyciętwo
Biało-czerwone udały się na Słowację bez głównego trenera - Arne Senstad trafił przed wylotem do Polski do norweskiego szpitala. Ma dołączyć do ekipy pod koniec tygodnia, poprowadzić zespół już w niedzielę w Radomiu. Pytani brzmiało, czy będzie to jeszcze mecz o jakąś stawkę, czy tylko o prestiż.
Drużynę prowadził więc w zastępstwie Norwegia Adrian Struzik, pomagała mu Heidi Loke, wybitna niegdyś obrotowa. Kapitalnie od początku spisywała się w bramce Paulina Wdowiak, a mimo tego nasz zespół nie był w stanie jakoś wyraźniej odskoczyć rywalkom. Jeszcze w 10. minucie był remis 4:4, po trafieniu Martiny Popovcovej. A później przez blisko 11 minut Słowaczki nie były w stanie zdobyć bramki.

I to był okres, w którym nasz zespół powinien tak naprawdę zapewnić sobie wygraną. Odskoczyć na pięć-sześć trafień, kontrolować przebieg spotkania. Tymczasem dwa razy słowacką bramkarkę pokonała Magda Balsam, raz Paulina Noga. Polki prowadziły więc 7:4, aż w końcu impas u rywalek przełamała Karin Bujnohova. A później Słowacja nawet prowadziła - w 27. minucie (10:9).
Na szczęście był to ostatni taki niepewny fragment gry Polek w całym spotkaniu. Świetnie do kadry wróciła Joanna Gadzina - dziś zawodniczka już 33-letnia, dla której poprzednim występem w narodowej koszulce był mecz o... brązowy medal MŚ w 2015 roku. A teraz przed przerwą zdobyła trzy bramki, skuteczna była Balsam. I Polska wygrywała 13:10.

Po przerwie ta przewaga wzrosła wreszcie do tych oczekiwanych 5-6 goli, gdy można już mówić o kontroli wydarzeń na parkiecie. Na kwadrans przed końcem obie ekipy dzieliło wciąż pięć bramek (17:22), sześć minut później - już siedem (19:26).
Było jasne, że Polska to spotkanie wygra. I nie było wątpliwości, że Norwegia rozgromi na wyjeździe Rumunię, skoro tam różnica dochodziła już do 20 trafień.
Tak się stało. Polki wygrały w Sali 34:21, Norwegia zaś w Bukareszcie 45:25.
A to oznacza, że w niedzielę w Radomiu walka toczyć się będzie o drugą pozycję w grupie 1. Nasz zespół będzie potrzebował wygranej różnicą co najmniej pięciu trafień.
Słowacja - Polska 21:34 (10:13)
Słowacja: Furgalakova, Ivanytsia, Yablonska - Pocsikova 4, Vargova 3, Popovcova 3, Rajnohova 3, Sutranova 2, Bujnochova 2, Ratvajska 1, Pastorkova 1, Gyoriova 1, Sabovova 1, Scipova, Hudak, Lengyel.
Kary: 12 minut. Rzuty karne: 3/5.
Polska: Wdowiak, Płaczek - Balsam 10, Gadzina 5, Noga 3, Cygan 3, Michalak 3, Górna 3, Kobylińska 1, Rosiak 1, Głębocka 1, Pankowska 1, Nosek 1, Granicka 1, Polańska, Uścinowicz.
Kary: 4 minuty. Rzuty karne: 5/5.












