Reklama

Reklama

Wielkie nieszczęście Orlenu Wisły. I to tuż przed Final4!

Nieszczęścia chodzą parami - nie dość, że Orlen Wisła Płock zaledwie zremisował decydujący o mistrzostwie Polski mecz z Łomżą Vive Kielce, a więc nie zdobył tytułu, to jeszcze na wiele miesięcy stracił swojego najlepszego rozgrywającego Niko Mindegię. Potwierdziły się bowiem najgorsze przypuszczenia - Hiszpan zerwał więzadła w kolanie.

Była 40. minuta "Świętej Wojny" między Płockiem i Kielcami, gdy Hiszpan zdecydował się na atak naprzeciwko Daniela Dujszebajewa. Robił zwód, rywasl lekko go przyciągnął, a prawa noga Mindegii została na parkiecie i się wygięła. Rozgrywający Płocka upadł i chwycił się za prawe kolano. Po chwili znieśli go z boiska Abel Serdio i obrotowy rywali Arciom Karalek. W tym momencie płocczanie prowadzili z obrońcą trofeum 16-13, a ten wynik dawał im tytuł. Bez Mindegii gra płocczan w ataku się posypała, a remis 20-20 zabrał im marzenia.

Reklama

Dziś hiszpański rozgrywający przeszedł badania, które potwierdziły wcześniejsze przypuszczenia - Mindegia zerwał więzadła krzyżowe w kolanie. To zaś oznacza, że playmaker Orlenu Wisły nie zagra nie tylko w tym sezonie, ale przynajmniej w pierwszej części kolejnego. Operacja, a później rehabilitacja, zabiorą mu około sześciu miesięcy.

Final4 już w weekend. Wielki problem Orlenu Wisły

To zaś duży problem dla wicemistrza Polski, którego już w ten weekend czeka bardzo ważny egzamin w europejskich pucharach. Orlen Wisła w pięknym stylu awansował do Final4 Ligi Europejskiej, a tam w sobotę zmierzy się w półfinale z Benficą Lizbona (mecz w najbliższą sobotę o godz. 18.30). W drugim półfinale nowy mistrz Niemiec FC Magdeburg z Piotrem Chrapkowskim w składzie spotka się z chorwackim RK Nexe Našice. Zwycięzcy tych spotkań zagrają w niedzielę w finale, a przegrani powalczą o czwarte miejsce. Rok temu płocczanie zajęli w Lidze Europejskiej właśnie czwartą lokatę.

Płock walczy o "dziką kartę" do Ligi Mistrzów

Od występu płocczan w finałowym turnieju w Lizbonie może zależeć to, czy dostaną dziką kartę do gry w kolejnej edycji Ligi Mistrzów. Z rankingu EHF polskiej federacji przypada tylko jedno miejsce - zajmie je mistrz Polski, czyli Łomża Vive Kielce. Latem europejska federacja przyzna jednak sześć przepustek uprawniających do gry w tych najbardziej prestiżowych rozgrywkach. Dobry występ płocczan w Portugalii, czyli co najmniej gra w finale, może być ważnym argumentem za ich powrotem do Ligi Mistrzów. Rok temu EHF odmówiła Orlen Wiśle, która w efekcie musiała zaczynać sezon druga rundą eliminacji do Ligi Europejskiej.

Sezon zespół z Płocka zakończy 4 czerwca, gdy w finale Pucharu Polski znów zmierzy się z Łomżą Vive Kielce.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL