Wielki zwrot akcji w Hali Legionów. Industria grała o ćwierćfinał Ligi Mistrzów
Sześć dni temu w Segedynie Industria Kielce bardzo długo miała kontrolę nad wynikiem spotkania z wicemistrzem Węgier. A w końcówce straciła o trzy bramki więcej - i tyle musiała odrobić w rewanżu w Hali Legionów, by zagrać w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Tymczasem minęły trzy minuty tego starcia, a różnica w dwumeczu powiększyła się do siedmiu trafień. Industria bardzo długo goniła, aż wreszcie na kwadrans przed końcem wyrównała stan dwumeczu. A później objęła w nim prowadzenie. Końcówki w Hali Legionów nikt nie oglądał na siedząco.

Na 12 minut przed końcem pierwszego meczu w Segedyniu wicemistrz Polski prowadził z wicemistrzem Węgier różnicą jednej bramki. A w końcówce osłabł, nie mógł przebić się przez defensywę gospodarzy, świetnie bronił 41-letni Roland Mikler. Pick wywalczył trzy bramki zapasu - przyjechał dziś do Kielc, by bronić tej zaliczki.
W Kielcach udało się postawić na nogi Alexa Dujszebajewa - lidera drużyny. To jej mózg, człowiek od zadań specjalnych. Miał poprowadzić zespół do najlepszej ósemki w starciu z ekipą, z którą akurat ostatnio Kielczanom się nie wiodło. A tu trzeba było nie tylko wygrać, ale też wygrać odpowiednio wysoko.
A tymczasem nie minęły trzy minuty, a Pick prowadził 4:0. A na końcu tej części gry Richard Bodo trafił bezpośrednio z rzutu wolnego, już po czasie gry.
Liga Mistrzów. Industria Kielce kontra OTP Bank-Pick Segedyn. Trzy bramki do odrobienia w Hali Legionów
Takiego początku nikt się chyba w Kielcach nie spodziewał. Industria jakby wyszła sparaliżowana, jej gracze popełniali błędy. A Węgrzy kontrowali. Szybko odskoczyli na 4:0, w dwumeczu prowadzili już 30:23.
Małym przełomem był rzut karny Mario Šoštaricia - obroniony przez Klemena Ferlina. Na takich detalach gospodarze musieli budować to, by już w pierwszym fragmencie spotkania nie stracić szans, nie odpaść z gry o ćwierćfinał. A tam na lepszego z tej pary czekali "Gladiatorzy" z Magdeburga.

Industria goniła, po kwadransie doszła rywali na jedną bramkę, gdy trafił Szymon Sićko. A później znów traciła cztery bramki - jeszcze w 27. minucie (13:17). Nie był to dobry mecz Kielczan, choć w końcówce doszli Pick na 17:18. Goście mieli kilka sekund, wywalczyli rzut wolny bezpośredni, po czasie.
W takich sytuacjach bramki padają pewnie w jednej sytuacji na sto - ale są efektowne. A teraz Richard Bodo znalazł dziurę w bloku Industrii - pokonał Ferlina. I uciszył Halę Legionów.
I ten początek drugiej połowy też nie był zbyt udany - Kukić podwyższył na 20:17, Sićko nie pokonał Miklera. Źle to wyglądało, zespół Tałąnta Dujszabejwa potrzebował jakiegoś przełomu, tylko kto miał go dać. Dał w końcu młodszy z braci - Daniel Dujszebajew trafił raz, później drugi. I się zaczęło.

W 36. minucie Sićko rzucił na 21:20 - Industria pierwszy raz w tym spotkaniu objęła prowadzenie. Była na fali, to nie ulegało wątpliwości. Piłka ręczna ma jednak to do siebie, że wszystko potrafi się nagle zmienić. Wicemistrzowie Polski musieli więc uważać.
Mieli jednak w bramce Klemena Ferlina - Słoweniec też wskoczył na wyższe obroty. Obronił rzut Imanola Garciandii. A za moment Jarosiewicz pokonał Miklera z karnego - na 22:20. W dwumeczu brakowało jeszcze jednego trafienia do remisu.
Szalał Szymon Sićko, ale i Węgrzy odpowiadali. Cały czas to oni jednak byli na minimalnym plusie w dwumeczu: jedno- lub dwubramkowym.
Aż wreszcie - w 46. minucie - swoją pierwszą bramkę w całym dwumeczu zdobył Arciom Karaliok. Na 26:23, co znaczyło, że po 106 minutach walki jest idealny remis.

Później Węgrzy zdobyli dwie bramki, ale kolejne minuty były znów doskonałe dla Kielczan. W 51. minucie Industria prowadziła 29:25 - w tym momencie byłą w najlepszej ósemce w Europie.
A później były cztery bramki przewagi Industrii i akcja gospodarzy - zepsuł ją Alex Dujszebajew. Mogło być 32:27, na cztery minuty przed końcem. Niepotrzebnie rzucał, będąc tyłem do bramki. Mógł poczekać na faul, uspokoić sytuację.
Na boisku zrobiło się nerwowo, na 2,5 minuty przed końcem sędziowie wyrzucili z boiska Jelinicia i Karalioka. Pierwszy założył koszulkę na głowę Białorusowi, oberwał za to cios łokciem.
Kielczanie swoją akcję zepsuli, Węgrzy - trafili, za sprawą Janusa Smarasona. A za moment pogubił się Michał Olejniczak. Pick przegrywał tylko 29:31, ale miał piłkę. I był 80 sekund od awansu do 1/4 finału. Potrzebował trafienia, by właściwie je sobie zapewnić.
I rzucił Bodo, Industria potrzebowała już cudu. Daniel Dujszebajew nie pokonał Miklera, szanse ostatecznie przepadły.
To wicemistrz Węgier zagra w ćwierćfinale z Magdeburgiem.
Industria Kielce - OTP Bank-Pick Segedyn 32:32 (17:19)
Industria: Ferlin (11/42 - 26 proc.), Morawski (0/1 - 0 proc.) - Sićko 8, Nahi 6, D. Dujszebajew 4, Maqueda 3, Jarosiewicz 3 (3/4 z karnych), A. Dujszebajew 2, Moryto 2, Karaliok 2, Olejniczak 1, Monar 1, Jędraszczyk, Vlah, Rogulski, Kounkoud.
Kary: 6 minut. Rzuty karne: 3/4.
Segedyn: Mikler (10/35 - 29 proc.), Thulin (2/9 - 22 proc.) - Kukić 6, Jelinić 5, Sostarić 5, Smarason 4, Bodo 3, Garciandia 3, Banhidi 2, Toto 2, Rod 2, Fazekas, Karalasz, Nikolić, Mackovsek, Szilagyi.
Kary: 10 minut. Rzuty karne: 4/5.
Pierwszy mecz: 26:23 dla Picku. Awans do ćwierćfinału: OTP-Bank Pick.












