Reklama

Reklama

Vive Targi Kielce po odpadnięciu z Ligi Mistrzów - Krzysztof Lijewski: Byliśmy blisko

- Zdawaliśmy sobie sprawę, że dwóch słabych meczów z rzędu Landin nie zagra. To jest najwyższa światowa klasa, czapki z głów przed nim, bo to on jest ojcem sukcesu "Lwów" - mówił po meczu z Rhein Neckar Loewen (23-27) rozgrywający Vive Targów Kielce Krzysztof Lijewski.

Interia.pl: Przyczyny odpadnięcia z Ligi Mistrzów według Krzysztofa Lijewskiego, to...?

Krzystzof Lijewski: Słaba skuteczność. Sytuacje mieliśmy, ciężko pracowaliśmy, by je stworzyć, ale niestety dla nas Niklas Landin zagrał bardzo dobrze. Bramkarz "Lwów" odbijał często i bardzo ważne piłki, czy to z koła, czy rzuty karne. To gospodarzy niesamowicie pchało do przodu. I wypada im pogratulować awansu, bo zagrali bardzo dobrze i w dwumeczu, minimalnie bo minimalnie, ale okazali się lepsi.

Tylko skuteczność zaważyła?

Reklama

- Przede wszystkim, bo nie zaskoczyli nas niczym innym. Grali to samo, co w pierwszym meczu, w Kielcach. W obronie staliśmy naprawdę nieźle i nie można się chyba za bardzo do niej przyczepić. W ataku było gorzej, o czym świadczy choćby to, że rzuciliśmy tylko 23 bramki. Gdyby ta nasza skuteczność byłaby choćby minimalnie lepsza, to wynik byłby inny i mecz byłby inny.

Nie mogliście się jakoś lepiej przygotować na spotkanie z Landinem?

- Zdawaliśmy sobie sprawę, że dwóch słabych meczów z rzędu Landin nie zagra. Spodziewaliśmy się, że skoro w pierwszym spotkaniu w Kielcach nie odbił żadnego rzutu, to na rewanż wyjdzie podwójnie zmotywowany i przygotowany. I okazuje się, że odrobił pracę domową. To jest najwyższa światowa klasa, czapki z głów przed nim, bo to on jest ojcem sukcesu "Lwów".

Mecz był niesamowicie twardy, nawet brutalny, o czym przekonałeś się na własnej skórze. Po jednym z ataków Myrhola upadłeś na rękę i wyglądało, jakby stało Ci się coś poważnego. A mimo to ciągnąłeś grę drużyny do samego końca.

- Ręka boli, nie ukrywam, że bardzo. Ale zawsze staram się dawać z siebie na boisku wszystko. Dzisiaj rzeczywiście dużo piłek było zagrywanych przez mnie, raz wychodziło mi lepiej, raz gorzej. Mogę tylko żałować, że nam nie wyszło, bo każdy z nas miał marzenie, by zajść dalej, a tak musimy te plany przełożyć na następny rok.

Wyszedłeś właśnie z szatni Rhein Neckar Loewen, drużyny w której grałeś przez sezon. Rozmawiałeś z byłymi kolegami o tym meczu?

- Krótko. Raczej dominowały sprawy prywatne. To, co było na meczu zostawiamy na boisku, a tu po prostu rozmawiamy z chłopakami o tym, co słychać. O meczu było tyle, że zgodziliśmy się, że obie drużyny zagrały świetne mecze i że szkoda, że obie nie mogą grac dalej. I że trudniejszej przeprawy, ani jedni, ani drudzy nie mogli na tym etapie rozgrywek mieć. I że o wygranej decydowały detale, bo przegraliśmy mniejszą liczbą zdobytych bramek na wyjeździe, więc gorzej dla nas naprawdę być nie mogło, bo byliśmy bardzo blisko.

Rozmawiał w Mannheim: Leszek Salva 

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy