Reklama

Reklama

Vive Targi Kielce - FC Barcelona Intersport 23-28 w półfinale Ligi Mistrzów

Nie udało się mistrzom Polski awansować do ścisłego finału Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych. W Kolonii przegrali półfinał z Barceloną 23-28 i jutro o godzinie 15.15 zagrają o trzecie miejsce w Europie z THW Kiel, które w drugim półfinale uległo 33-39 HSV Hamburg.

Zobacz zapis relacji z tego meczu. Kliknij!

Reklama

Niesamowite popisy akrobatów, pokazy laserów i występ artysty na płonącej platformie bawiły kibiców w czasie ceremonii otwarcia turnieju finałowego Ligi Mistrzów. Niesamowite widowisko mogło zafascynować kibiców, ale zawodnicy, zwłaszcza z Kielc, oglądać go nie powinni - dotarłoby do nich to, że uczestniczą w czymś wyjątkowym, ich myśli odbiegłyby od tego, co będzie się dziać na boisku. Trudno powiedzieć, żeby mieli szansę choć zerknąć na scenę, ale mecz rozpoczęli rozkojarzeni. Tak jak w dwóch pierwszych spotkaniach finału play off Superligi z Orlen Wisłą Płock, byli nieobecni. Grali statycznie, długo wymieniali podania w ataku, Katalończycy łatwo wynajdywali dziury w kieleckiej obronie.

Pierwszego gola drużyna Bogdana Wenty zdobyła dopiero po 8 minutach przy stanie 2-0 dla Barcelony. Wcześniej pierwszy raz zawiódł Ivan Cupić, gwiazda kieleckiej siódemki wiele razy w tym sezonie marnowała karne, ale można było liczyć że w tym dniu umiejętności wezmą u niego górę.

W 11. minucie Bogdan wenta poprosił o czas, bo wynik niebezpiecznie uciekał a jego zespół go nie gonił. Było 5-2 dla "Barcy". Kielecki szkoleniowiec obudził drużynę, która zdobyła trzy gole z rzędu i okazało się, że utytułowany rywal nie jest poza zasięgiem. Sławomir Szmal mógł bronić rzuty Siarhieja Rutenki, a dla strzałów Montoro, Sarmiento czy Rocasa bramka okazywała się za mała. Siedem minut przed końcem kielczanie wygrali nawet grę w osłabieniu, bo genialną bramkę - w swoim znakomitym stylu zdobył Michał Jurecki. Barcelona nadal prowadziła, ale tylko 10-9, a kończąca się pierwsza połowa pokazywała, że z mistrzem Hiszpanii można walczyć jak równy z równym. Szkoda, że w samej końcówce znów zabrakło dobrego ustawienia w obronie i przydarzyły się straty w ataku, bo do szatni kielczanie mogli zejść z mniejszą niż trzy gole stratą (10-13).

Na drugą połowę trzeba było poprawić obronę i wymyślić coś w ataku. Znaleźć sposób na wychodzących do Jureckiego i Krzysztofa Lijewskiego obrońców i wypchnąć dalej od bramki niesamowitego kołowego Sorhaindo. W ataku musiał rozruszać się Jurecki i potrzebne było wsparcie od skrzydłowych. I tak się ta druga połowa zaczęła: huknął z drugiej linii "Dzidziuś", Cupić i Strlek wykorzystali kontry, a Sławomir Szmal zatrzymał Rutenkę i Kielce traciły znów tylko jednego gola. Byłoby lepiej, gdyby Cupić wykorzystał drugiego karnego w tym meczu, a nie robił bohatera z bramkarza "Barcy" Arpada Sterbika.


Mistrzowie Polski już nie rozgrywali tak długo piłki w ataku, ale przede wszystkim zaczęli lepiej pracować w obronie. Połowę z pierwszych sześciu goli po przerwie zdobyli po kontrach i w 40 minucie znów doprowadzili do remisu, a lekko zaniepokojony trener Katalończyków Xavier Pascual poprosił o czas. W tym momencie włączyli się też do akcji kibice - flegmatyczne do tej pory reakcje 19 tysięcy niemieckich kibiców zmieniły się w głośny doping. Nadal o worek decybeli głośniejszych było 600 kielczan, ale wsparcie Niemców było wyczuwalne i potrzebne.

Losy meczu rozstrzygały się w ostatnim kwadransie, w którym kielczanie najwięcej szkody zrobili sami sobie. Złe podania Zormana i Jureckiego, dwa zmarnowane rzuty "Dzidziusia" i znów Barcca odskoczyła na trzy gole (18-21). Kolejną krzywdę zrobili islandzcy sędziowie wyrzucając na dwie minuty Denisa Buntića, za faul, którego nie było. Takie rzeczy nie są niczym nadzwyczajnym w piłce ręcznym, ale żal polegał głównie na momencie, w którym do tej pomyłki doszło.

Rywale złapali wiatr w żagle, zdobyli gola po pięknej wrzutce Gurbindo i w 52 minucie wygrywali najwyżej w meczu, czterema golami (23-19). Bogdan Wenta poprosił o czas, ale grając w osłabieniu i wycofując brakarza kielczanie stracili piłkę i gola rzutem przez całe boisko zdobył Juanin Garcia. Było 24-19 i marzenia o ścisłym finale umarły.

Autor: Leszek Salva, Kolonia

Po meczu powiedzieli:

Bogdan Wenta (trener Vive Targów Kielce): "Musieliśmy gonić wynik. W momentach kluczowych brakowało wykończenia akcji indywidualnych. Albo było złe podanie albo niecelny rzut. To przeważyło na naszą niekorzyść. W pewnej chwili postanowiliśmy zagrać siódemką zawodników (z wycofanym bramkarzem - przyp. red.). Nie wyszło to tak jak zakładaliśmy. Jutro czeka nas kolejny mecz, o trzecie miejsce, w którym mam nadzieję, że pokażemy się z jak najlepszej strony".

Xavier Pasqual (trener FC Barcelony Intersport): "To był twardy mecz. Vive było bardzo mocne w obronie. Taki właśnie powinien być półfinał Ligi Mistrzów. Mój zespół był w stanie kontrolować przebieg spotkania".

Vive Targi Kielce - Barcelona Intersport  23-28 (10-13)

Vive Targi Kielce: Sławomr Szmal, Venio Losert - Piotr Grabarczyk, Michał Jurecki 2, Grzegorz Tkaczyk, Thorir Olafsson 1, Mateusz Jachlewski 2, Manuel Śtrlek 4, Rastko Stojković 3, Krzysztof Lijewski 1, Żelijko Musa 2, Denis Buntić 2, Uros Zorman 2, Tomasz Rosiński 2, Ivan Ćupić 2.

Barcelona Intersport: Danijel Sarić, Arpad Sterbik - Jesper Noddesbo, Juanin Garcia, Victor Tomas, Raul Entrrerios, Cedric Sorhaindo, Dani Sarmiento, Angel Montoro, Eduardo Gurbindo, Magnus Jernemyr, Mikel Aguirrezabalaga, Siarhei Rutenka, Martin Stranovsky, Albert Rocas, Viran Morros.

Sędziowali Hlynur Leifsson i Anton Palsson (Islandia).

Widzów 20 000.

Dowiedz się więcej na temat: vive targi kielce | Bogdan Wenta | Grzegorz Tkaczyk | Michał Jurecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje