Reklama

Reklama

Turniej piłkarzy ręcznych. Polska - Portugalia 27-34

Siedmiobramkową porażką z Portugalią polscy piłkarze ręczni skomplikowali nastroje przed rozpoczynającymi się w czwartek mistrzostwami Europy. W ostatnim meczu towarzyskiego Memoriału Domingo Barcenasa w Torrelavedze "Biało-Czerwoni" przegrali 27:34, bo zagrali dobrze tylko pierwszą połowę meczu, a w drugiej zaliczyli tylko udział.

Po przyzwoitych 50. minutach przeciwko Rosji (porażka 25:30), po momentami bardzo dobrej grze przeciwko mistrzom Europy Hiszpanom (31:35), wydawało się że w spotkaniu z Portugalią drużyna Patryka Rombla potwierdzi, że powoli, ale jednak idzie do przodu. Tym bardziej, że Portugalczycy to teoretycznie zespół na zbliżonym poziomie, z doświadczeniem na wielkich imprezach śladowym i bez wielkich nazwisk z wielkich klubów. I Polacy potwierdzali te nadzieje przez jakieś 20 minut pierwszej połowy. Trochę wybronił Mateusz Kornecki, fajnie kleiły się akcje w ataku, widać w nich było, że zespół trenował zagrywki, a nie spędzał godzin na analizach wideo. Polska prowadziła jednym-dwoma golami, miała skuteczność na poziomie ok. 80% i to światełko w ciemnym tunelu, jakim idzie reprezentacyjna piłka ręczna, zdawało się powiększać. Nie przygasało nawet wtedy, gdy coraz częściej zdarzały się straty i na przerwę z prowadzeniem 18:16 schodzili rywale. Choć te 18 goli straconych w jednej połowie to była zapowiedź małego dramatu.

Reklama

Bo w drugiej połowie okazało się, że to światełko to jednak nadjeżdżający pociąg. Przeciętnie grający Portugalczycy czerpali garściami z błędów Polaków, którzy gubili tempo akcji, podejmowali złe decyzje i byli nieskuteczni. Z minus dwóch goli jeszcze w 37. minucie (19:21) szybko zrobiło się 19:26. Przez 10 minut - od 36. do 45. - biało-czerwoni nie trafili ani razu, a w pierwszym kwadransie po przerwie mieli na koncie trzy trafienia. Marnowali karne, dokładnie podawali rywalom piłkę, a swoim kolegom wręcz przeciwnie. Nie pomogli drużynie Rafał Przybylski, Antoni Łangowski czy Michał Olejniczak. Swoje poodbijał tylko Adam Morawski w bramce (gol i 7 obron).

Polska przegrała 27:34 i może dobrze, że dostała po czterech literach w ostatnim sprawdzianie? Bo może lanie od europejskiego średniaka zmobilizuje zespół na Euro? Nie, żeby od razu liczyć na miano czarnego konia turnieju, ale żeby chociaż powalczyć ze Szwajcarią.

Polacy mistrzostwa Europy rozpoczną w piątek o 18.15 meczem ze Słowenią, potem czekają ich pojedynki ze Szwajcarią i Szwecją. Wszystkie spotkania biało-czerwonych z Goeteborga pokaże TVP Sport.

lech

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje