Reklama

Reklama

To nie tak miało wyglądać! Koniec marzeń Orlenu Wisły o pucharze

Nie tak wyobrażali sobie półfinał Final4 Ligi Europejskiej kibice Orlenu Wisły Płock - wicemistrz Polski wysoko przegrał z Benficą Lizbona 19-26. W niedzielę o godz. 16.30 zagra o trzecią lokatę z chorwackim RK Nexe Našice.

Orlen Wisła Płock imponowała ostatnio grą w ofensywie, ale i do tej świetnej obrony dodawała całkiem niezłą postawę w ataku. To było jednak wtedy, gdy miała w swoich szeregach Niko Mindegię. Hiszpański rozgrywający doznał poważnej kontuzji we wtorkowym starciu z Łomżą Vive Kielce i jego brak było doskonale widać w półfinale Final4 Ligi Europejskiej. - To nasz reżyser gry, a bez niego ciężko będzie w Final4. Wiele sił nas ten mecz kosztował... - mówił w rozmowie z Interią dyrektor sportowy Orlenu Wisły Adam Wiśniewski. Zastępujący Mindegię Rosjanin Dmitrij Żytnikow nie miał pomysłu, jak rozmontować świetną defensywę Benfiki. I stąd wzięły się problemy płocczan, którzy przez 20 minut zdobyli zaledwie dwie bramki...

Reklama

Orlen Wisła - Benfica. Mało bramek, wiele błędów

 We wspomnianej 20. minucie wicemistrzowie Polski przegrywali 2-6, a bramkarz Benfiki Sergey Hernández miał aż 71 proc. skuteczności. Jedyne dwa trafienia zaliczył Jan Jurečič - w 3. i 10. minucie. Benfica wcale nie prezentowała się jakoś wyśmienicie, popełniała masę błędów, jej gracze faulowali w ataku lub gubili piłkę. Tyle że znakomicie broniła - była doskonale przygotowana taktycznie na akcje płocczan. Żytnikow nie miał za wielu możliwości dogrania piłki, świetnie pilnowany był obrotowy Abel Serdio. Stąd brały się nieprzygotowane rzuty z drugiej linii, które nie trafiały do siatki - głównie w wykonaniu Siergieja Kosorotowa (bez gola z gry w całym spotkaniu). Do tego kapitalnie bronił Hernández - sposobu na niego nie mogli znaleźć Michał Daszek i Lovro Mihić. Z drugiej strony boiska z rzutów karnych nie mylił się za to lider rywali Petar Đorđić. Gdy w 13. minucie Demis Grigorias po kontrze trafił na 5-2 dla Benfiki, trener Xavier Sabate poprosił o przerwę. Poprawa gry płocczan w defensywie nastąpiła od razu, w ofensywie - dopiero kilka minut później.

Orlen Wisła - Benfica. Optymizm na koniec pierwszej połowy

Sytuację płocczan poprawiły trzy kolejne trafienia: najpierw z drugiej linii Zoltana Szity, a po chwili dwa z rzutów karnych Kosorotowa. Orlen Wisła złapał kontakt (5-6), można było wreszcie z optymizmem patrzeć w przyszłość. Coś się ruszyło w ofensywie wicemistrzów Polski, nieco spadła skuteczność bramkarza Benfiki, a i obrona Orlenu Wisły była na dobrym poziomie. W końcu było też trochę szybkiej gry z obu stron, a bramka Lazara Kukicia tuż przed końcem syreną sprawiła, że Benfica po 30 minutach miała dwa trafienia przewagi (10-8).

Orlen Wisła - Benfica. Kuriozalna czerwona kartka Krajewskiego

Losy tego spotkania rozstrzygnęły się tak naprawdę w pierwszych kilku minutach drugiej części spotkania. W 35. minucie Benfica prowadziła już 13-8, a Orlen Wisła stracił Przemysława Krajewskiego. Skrzydłowy reprezentacji Polski już we wtorkowym meczu z Łomżą Vive zobaczył czerwoną kartkę za trafienie piłką w twarz bramkarza Andreasa Wolffa z rzutu karnego. W Lizbonie zrobił to samo - z 7 metrów rzucił tak, że obił twarz bramkarza Benfiki. Sędziowie przeanalizowali sytuację na monitorze i wyrzucili podstawowego defensora płocczan z boiska. To musiało wpłynąć na zespół, który stracił kolejny argument w starciu z Benficą. W 40. minucie zespół z Portugalii prowadził już 20-14. Orlen Wisła miał potworne braki na prawej stronie, znów nic do gry nie wniósł David Fernandez, którego Sabate zdjął z boiska po kilku minutach bezproduktywnej gry. Były momenty, że płocczanom udawało się zmniejszyć straty do czterech goli, ale Benfica wciąż miała to spotkanie pod kontrolą. Đorđić trafiał już nie tylko z rzutów karnych, ale też z akcji, zaś Hernández wciąż bronił jak w transie. W 50. minucie Sabate poprosił o ostatni czas dla swojej drużyny, ale wtedy żadne porady już nie mogły pomóc. Zresztą trener Orlenu Wisły krzyczał, był wściekły. Jego zespół przegrywał aż 14-22 - wyglądało to tak, jakby zawodnicy rzucili ręcznik.

Orlen Wisła - Benfica. W niedzielę starcie z Chorwatami

W Płocku nie było nikogo, kto potrafiłby pociągnąć za sobą resztę zespołu. Nie było świetnych interwencji Adama Morawskiego, więc w końcu żegnający się z klubem reprezentant Polski usiadł na ławce rezerwowych. Uwagi wykrzyczane przez szkoleniowca też nic nie wniosły, więc bawiąca się już na parkiecie na całego Benfica prowadziła chwilę później dziesięcioma bramkami - 24-14. Można się było zastanawiać, czy płocczanie zdołają dobić do 16 zdobytych goli, a tyle rzucili w marcu 2019 roku w starciu z Pickiem Szeged w 1/8 finału Ligi Mistrzów (16-23). Udało się w 54. minucie, gdy trafił... specjalista od defensywy Leon Šušnja.

W niedzielę Orlen Wisła Płock nie zagra więc w wielkim finale z FC Magdeburg, który bardzo pewnie ograł w pierwszym półfinale RK Nexe Našice 34-29 (18-13). To Chorwaci będą więc rywalem wicemistrza Polski w spotkaniu o trzecie miejsce - początek o godz. 16.30. Wielki finał między Benficą i Magdeburgiem - o godz. 19.

Orlen Wisła Płock - Benfica Lizbona 19-26 (8-10)

Orlen Wisła: Morawski, Witkowski - Szita 4, Jurečič 3, Żytnikow 3, Kosorotow 3, Mihić 3, Daszek 1, Lučin 1, Serdio 1, Šušnja 1, Fernandez, Krajewski, Terzić, Czapliński, Mitrović. Kary: 8 minut. Rzuty karne: 3/4.

Benfica: Hernández - Đorđić 9, Kukić 5, Källman 2, Rahmel 1, Grigoras 2, Moraes 2, Moreira 1, Borges 1, Costa da Silva 1, Keita, Martins, Kljun, Pereira.Kary: 10 minut. Rzuty karne: 6/6.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL