Reklama

Reklama

Starcie gigantów dla Barcelony. Mistrz Polski walczył jednak do końca

Nie będzie powtórki z poprzedniego sezonu, gdy mistrz Polski dwukrotnie w fazie grupowej pokonał Barcelonę, a później przegrał z nią w rzutach karnych finał Ligi Mistrzów. Nie będzie dlatego, że dziś w Palau Blaugrana Katalończycy ograli Łomżę Industria Kielce 32-28.

Dwie najlepsze drużyny w poprzedniej edycji Ligi Mistrzów, żywiołowo reagująca Palau Blaugrana, sześciu reprezentantów Hiszpanii, ośmiu reprezentantów Francji, a do tego inne gwiazdy światowego szczypiorniaka. To musiało być wielkie widowisko - i było.

Świetny początek Kielc, kary dla rywali!

Ten mecz rozpoczął się w kosmicznym dla innych tempie. Akcje trwały po kilkanaście sekund, piłka momentalnie przenosiła się spod jednej bramki pod drugą. Lepiej zaczęli kielczanie, którzy zdobyli dwa pierwsze gole, a później po chwilowym załamaniu znów odskoczyli na 6-4. Świetnie w to spotkanie wszedł Szymon Sićko, dobrze rozgrywał Igor Karačić.

Reklama

Problemem Katalończyków było to, że trochę przesadzali w pierwszym kwadransie z ostrością - w 10. minucie mieli już w dorobku trzy kary, a niedługo później Thiagus Petrus wyleciał jako czwarty. Mistrzowie Polski w grze w przewadze radzili sobie akurat kiepsko - nie potrafili wtedy powiększyć przewagi. W 10. minucie Arkadiusz Moryto wyrównał jeszcze na 10-10, a później zaczął się koncert gospodarzy.

Barcelona miała kilku bohaterów w tej pierwszej części gry. Przede wszystkim bramkarza Emila Nielsena, ściągniętego przed tym sezonem z Nantes. Duńczyk może nie wygląda jak umięśniony atleta, może waży odrobinę za dużo, ale w swoim nowym klubie spisuje się rewelacyjnie. Tydzień temu wygrał Barcelonie spotkanie w Szegedzie z Pickiem, dziś też wyprawiał cuda. W pierwszej połowie odbił aż 10 piłek po rzutach graczy z Kielc, podczas gdy Mateusz Kornecki z Andreasem Wolffem - razem dwie.

W 26. minucie przy stanie 16-13 obronił rzut karny Arkadiusza Moryty, podobnie jak i dobitkę skrzydłowego reprezentacji Polski. Trzy minuty później na linii 7 metrów stanął Nedim Remili, ale i znów Duńczyk był górą. Kielczanie w pierwszej połowie oddali o cztery rzuty więcej od rywali, ale po 30 minutach tracili do Barcelony aż pięć bramek. A mogło być nawet sześć, gdyby Nielsen trafił do pustej bramki w ostatnich sekundach...

Barcelona miała zresztą mocne punkty także i w ofensywie - regularnie trafiali Ludovic Fabregas i Dika Mem. Odpowiadał im Sićko, ale brakowało wsparcia innych graczy. Mówiło się przed tym sezonem, że Łomża ma najmocniejsze prawe rozegranie na świecie, ale Alex Dujszebajew i Remili w tym spotkaniu tego nie pokazywali. Przed przerwą nie zdobyli choćby jednej bramki, a oddali pięć rzutów.

Andreas Wolff przywraca mistrzowi Polski nadzieję

W drugiej połowie znów dobrze zaczął Nielsen, który na dzień dobry obronił rzut Arcioma Karalioka z sześciu metrów. Na szczęście dla kielczan, na wyżyny zaczął się też wspinać Wolff. W pierwszej połowie w 6. minucie był remis 3-3, w drugiej - tylko 1-1.

Mistrzowie Polski zaczęli trochę wybijać rywali z rytmu, Barca coraz częściej gubiła się w ataku. Dobrze jednak broniła, zdobywanie pozycji rzutowych przychodziło Łomży coraz trudniej. Dwa razy z dobrej strony pokazał się Alex Dujszebajew i to wystarczyło, by w 39. minucie Karačić zmniejszył straty do trzech goli (16-19). Chwilę później było już 17-19, gdy Daniel Dujszebajew wykończył kontratak. Znów można było wierzyć w jakiś sukces.

A było już tak blisko! Barca znów odskakuje

Wystarczyła więc walka kielczan w obronie, kilka interwencji Wolffa, odrobina geniuszu wracających do gry Remiliego i starszego z braci Dujszebajewów, a już na tablicy wyników zrobiło się bardzo ciekawie. W 44. minucie obie drużyny dzieliła już tylko jedna bramka (21-20), gospodarze poprosili o przerwę. Zmienili też w bramce Nielsena na Gonzalo Pereza de Vargasa, który przecież w finale Ligi Mistrzów zatrzymał w decydującym momencie Alexa Dujszebajewa. Kapitan Barcy od razu po wejściu popisał się dwoma interwencjami, a jego zespół odskoczył na 24-20. Znów więc mistrz Polski mozolnie musiał odrabiać straty...

I tak było przez ostatnie 10 minut - Barcelona odskakiwała na trzy gole, Łomża Industria zmniejszała straty do dwóch trafień. Na pięć minut przed końcem sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej, bo Perez de Vargas zatrzymał rzut Remiliego, a w odpowiedzi trafił Haniel Langaro (29-25). Mistrzowie Polski wciąż walczyli, wierzyli, że urwanie choćby punktu jest możliwe. Zabrakło jednak skuteczności, choćby Morycie czy Karaliokowi. Mistrz Hiszpanii wygrał 32-28 i po dwóch kolejkach ma komplet punktów.

FC Barcelona Handbol - Łomża Industria Kielce 32-28 (18-13)

Barca: Nielsen (12 obron/31 rzutów - 39 procent skuteczności), Perez de Vargas (4/12 - 31 procent) - Fabregas 6, Mem 5, Gómez 5, N'Guessan 4, Wanne 3, Cindrić 3, Richardson 3, Janc 1, Langaro 1, Frade 1, Carlsbogård, Ariño, Thiagus Petrus, Makuc.

Kary: 12 minut. Rzuty karne: 4/5.

Łomża Industria: Wolff (11/38 - 29 proc.), Korencki (1/5 - 20 proc.) - Moryto 6, A. Dujszebajew 5, Sićko 4, Karačić 3, D. Dujszebajew 3, Konkoud 2, Karaliok 2, Nahi 1, Remili 1, Sanchez-Migallon 1, Tournat, Thrastarson, Olejniczak.

Kary: 10 minut. Rzuty karne: 4/6. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL