Reklama

Reklama

Sławomir Szmal: Postawimy wszystko na jedną kartę

Kapitan reprezentacji Polski piłkarzy ręcznych Sławomir Szmal zapowiedział, że w kolejnym meczu mistrzostw świata w Hiszpanii, w poniedziałek z Węgrami, zawodnicy wszystko postawią na jedną kartę. - Nie ma innego wyjścia, w 1/8 finału przegrany odpada - zaznaczył.

- Niedawno graliśmy z Węgrami. Ale nie było wtedy z nami Marcina Lijewskiego, który stanowi dodatkowe wzmocnienie. Niestety, brakuje za to Mariusza Jurkiewicza. Zremisowaliśmy z nimi w Turnieju Noworocznym w Czechach, ale to była towarzyska impreza. Pozytywne jest to, iż młodzi zawodnicy mogli uwierzyć, że z takim zespołem można walczyć - powiedział w Saragossie po ostatnim meczu grupy C jeden z najlepszych bramkarzy świata.

Według srebrnego z 2007 i brązowego z 2009 roku medalisty MŚ najmocniejszą stroną najbliższego rywala Polaków jest twarda obrona i rozgrywający Laszlo Nagy.

Reklama

- Największym zagrożeniem jest chyba prawy rozgrywający Nagy, bo to jest ogromna siła rzutu z drugiej linii. Mieliśmy z nim w Czechach problemy, grał tam bardzo dobrze. Mają twardą i mocną obronę oraz kilku osiłków w środku bloku, którzy krótko mówiąc "biją" przeciwników - ocenił 34-letni najlepszy piłkarz ręczny świata w 2009 roku w plebiscycie międzynarodowej federacji (IHF).

O tym które miejsce zajmą Polacy w grupie C decydował ostatni mecz Słowenia - Serbia (33-31).

- Pojedynek ten dopiero trzy minuty przed końcem zaczynał się rozstrzygać. Oglądaliśmy go w hotelu w ciszy, czasami tylko szły jakieś niecenzuralne słowa. Słoweńcy grali na swoje konto i w żadnym wypadku nie patrzyli na to, co będzie z Polską. Teraz zagrają w 1/8 finału z Egiptem, a to najprostsza droga do półfinału. Siedzi mi ciągle w głowie mecz ze Słoweńcami, w którym niewiele nam brakowało choćby do remisu. Wtedy my mielibyśmy pierwsze miejsce w grupie, a nie drugie - powiedział.

W ostatnim zwycięskim spotkaniu grupowym z Koreą Płd. 33-25 Szmal niewiele grał, ale godnie zastępował go Marcin Wichary.

- Korea była niewygodnym przeciwnikiem. Nieraz zmagaliśmy się z nimi. Teraz zanotowaliśmy największą wygraną z tym zespołem. Mieliśmy wzloty i upadki w tym meczu. Kiepski początek, potem świetna gra Marcina Wicharego w bramce. Potem znowu nas doszli. Fajne jest to, że znowu odnaleźliśmy w sobie siłę i motywację, żeby wyjść na wysokie prowadzenie - ocenił bramkarz Vive Targi Kielce.

Z Saragossy Cezary Osmycki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama