Reklama

Reklama

Sławomir Szmal o szansach Łomży Vive: W marcu byliby faworytem

Gdybyśmy rozmawiali w marcu, to bym powiedział, że Łomża Vive to główny faworyt do wygrania Ligi Mistrzów, bo wtedy reprezentowali bardzo wysoki poziom. W żadnej dyscyplinie nie da się utrzymać maksymalnej formy przez cały rok, a ostatni czas pokazał, że Kielce nie grały tak równo - mówi legendarny bramkarz reprezentacji Polski i drużyny z Kielc Sławomir Szmal. Wszystkim czterem drużynom daje po 25 procent szans na sukces i wyjaśnia, dlaczego tak uważa. Półfinał Final4 Łomża Vive - Veszprem w sobotę o godz. 15:15.

Swoje największe sukcesy Sławomir Szmal świętował właśnie w Kolonii - z reprezentacją Polski zagrał w tej hali w 2007 roku w finale mistrzostw świata, a w 2016 roku z Vive Kielce wygrał Ligę Mistrzów. Od 12 lat każdy zawodnik marzy, by tu właśnie wystąpić w któryś weekend pod koniec maja lub w czerwcu - wtedy, gdy cztery najlepsze kluby walczą o prymat w Europie.

Andrzej Grupa, Interia: Każda religia ma takie miejsce, do którego zmierzają pielgrzymi: Rzym, Jerozolima, Mekka, Varanasi czy Lhasa. Czy w środowisku piłki ręcznej takim miejscem stała się Kolonia?

Reklama

Sławomir Szmal: Trochę tak rzeczywiście chyba jest, że ta Kolonia jest miejscem pożądanym. Ujmijmy to jednak w kwestiach sportowych: każdy piłkarz ręczny chce tu zagrać.

Pan swoje największe sukcesy odnosił właśnie w tej pięknej hali, tu zdobył pan wicemistrzostwo świata i wygrał Ligę Mistrzów. Dla pana ta hala oznacza sukces?

- Nie, bo na taki sukces w Final4 wkład ma cały zespół, który musi to poprzeć wielką pracą. To nie tak, że Kolonia gwarantowała mi sukces, bo ponosiłem tu też porażki. Niemniej samo uczestnictwo w Final4 i przybycie do tego miasta to już jest spore wydarzenie.

Barcelona? Ma dość młody zespół

Jak możemy rozpatrywać dziś szanse Łomży Vive Kielce. To faworyt do zdobycia pucharu, skoro wygrał najmocniejszą grupę w historii Ligi Mistrzów, czy jednak taki underdog, bo fachowcy wyżej stawiają choćby Barcelonę?

- Trudno to określić. Gdybyśmy rozmawiali w marcu, to bym powiedział, że Łomża Vive to główny faworyt do wygrania Ligi Mistrzów, bo wtedy prezentowali bardzo wysoki poziom. W żadnej dyscyplinie nie da się utrzymać maksymalnej formy przez cały rok, a ostatni czas pokazał, że Kielce nie grały tak równo. Wystarczy choćby spojrzeć na te dwa spotkania z Płockiem. Bardzo podobnie zresztą wyglądało to ostatnio na Węgrzech, gdzie Veszprem przegrał mistrzostwo kraju z Pickiem Szeged jedną bramką. Generalnie daję wszystkim po 25 procent szans na zwycięstwo, bo w tym turnieju nie zawsze sama siła sportowa ma decydujące znaczenie.

Bukmacherzy dość wyraźnie stawiają na Barcelonę, drugie w tych notowaniach są Kielce.

- No właśnie. A patrząc na ten sezon, to jednak Vive dwa razy wygrało z Barceloną, więc mentalnie powinno być mocniejsze. Główny rywal ma dość młody zespół, wielu graczy dopiero pierwszy raz będzie przeżywało to wydarzenie i te emocje przy 20-tysięcznej publiczności. To właśnie będzie odgrywało ważną rolę w sobotnich i niedzielnych meczach.

EHF podała skład All-Stars całej Ligi Mistrzów. Jest w niej po dwóch graczy Barcelony, Veszpremu i Kilonii, a nie ma choćby jednego z Kielc. Trenerem sezonu wybrano za to Tałanta Dusjzebajewa. To gwiazda mistrza Polski?

- Trudno mi to określić, bo w żadnym zespole nie jest tak, że liczy się tylko jedna osoba, na sukces musi się złożyć praca kolektywu.

Gdyby porównać Łomże Vive Kielce i Telekom Veszprem, to gdzie znajdzie pan przewagę kielczan?

- Moim zdaniem w tych meczach bardzo ważną rolę będzie odgrywała bramka. W jednej sobotniej parze, jak i w drugiej. W Veszprem występuje bramkarz Cupara, który wcześniej grał w Kielcach i czasem ma świetne mecze. Do tego posiada podobne parametry jak Andreas Wolff z Kielc. Ale Wolff znakomicie bronił w całej drugiej rundzie Ligi Mistrzów i mam nadzieję, że dalej będzie to mocny punkt naszego zespołu.

Każdy z uczestników Final4 osiągnął już sukces

Sam awans do niedzielnego finału będzie już dużym osiągnięciem dla Łomży Vive, czy wyłącznie wygranie Ligi Mistrzów?

- Dużym osiągnięciem jest już sam awans do Final4, a nie każdej faworyzowanej drużynie się to udało. Boisko pokaże, co się wydarzy, bo można grać bardzo dobry mecz, a niestety przegrać. Nie wiemy, jak zawodnicy zareagują na parkiecie. Są już po bardzo ciężkim sezonie, ale pewnie cieszą się, że wreszcie zostali dopuszczeni kibice i trybuny staną się pełne. Nie będzie tak, jak półtora roku temu w grudniu, gdzie wszystko było puste i straciło na wartości. Dla mnie każdy z uczestników Final4 osiągnął już sukces.

Pana osobisty typ na skład finału i zwycięzcę Ligi Mistrzów?

- Akurat źle pan trafił, bo bardzo słabo w takim typowaniu wypadam. Ale życzyłbym sobie, aby był to zespół z Kielc.

Rozmawiał Andrzej Grupa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL