Rzut wolny Norwegów po czasie, Industria prowadziła jedną bramką. Oto co się stało
Wicemistrzowie Polski z Kielc zaczęli ten sezon Ligi Mistrzów od rozgromienia w Hali Legionów norweskiego Kolstad. A później przyszła seria porażek, która sprawiła, że znów pojawiły się wątpliwości co siły Industrii. I realności marzeń związanych z awansem na Final 4 w Kolonii. Aż wreszcie zaczęła się pod koniec roku wspaniała seria zwycięstw, dobiła do pięciu. Dziś Kielczanie potrzebowali jednak szóstej wiktorii, by zapewnić sobie trzecie miejsce w grupie. A w starciu z Kolstad było ciężko. Wszystko mógł zmienić rzut wolny bezpośredni rywali, już po syrenie. Kielczanie prowadzili wtedy 27:26.

Gdyby po pięciu kolejkach zmagań w Lidze Mistrzów ktoś w Kielcach powiedział, że Industria w ostatnim spotkaniu w Trondheim będzie walczyć nie o awans do fazy play-off, a o utrzymanie trzeciego miejsca, potraktowany zostałby pewnie jak kosmita. Wicemistrzowie Polski mieli wtedy dwa punkty, wstydliwą porażkę z Nantes w Hali Legionów i ogromny problem z kontuzjami. Jeszcze przed końcem roku Tałant Dujszebajew zdołał z tej drużyny wyciągnąć niemal maksa, żałować można było tylko remisu z Aalborgiem, po fatalnie rozegranych ostatnich sekundach.
A ta wiosna zaczęła się imponująco - trzy wygrane spotkania, sensacyjna wiktoria w Berlinie - i już wtedy pewny awans do fazy pucharowej. Mało tego, dziś w Trondheim Kielczanie walczyli o to, by utrzymać swoją pozycję. I nie musieli patrzeć na bogaczy z Veszpremu czy Nantes, wystarczyło im pokonanie ostatniego w tabeli Kolstad.
A to dawało klarowną ścieżkę do Final 4: Pick Segedyn w 1/8 finału, później broniący tytułu SC Magdeburg w ćwierćfinale. Z szansą rewanżu za dwumecz sprzed dwóch lat na tym etapie, przegrany w rzutach karnych.
Liga Mistrzów. Wicemistrz Polski grał w Norwegii. Kolstad Handball rywalem Industrii Kielce
W tych trzech tegorocznych spotkaniach w Lidze Mistrzów Kielczanie zdobywali średnio po 36 bramek. Dziś tylko na początku skuteczność ich nie zawodziła, później za dużo było nonszalancji. A szkoda, bo w pierwszej fazie spotkania dobrze bronił Klemen Ferlin, as Norwegów Simon Jeppson miał po siedmiu minutach skuteczność 1/5.

Ten mecz przeciwko dość twardej obronie ostatniej drużyny grupy A był sprawdzianem dla Szymona Sićki. Już na początku trafił z dystansu, w 3. minucie jego nos swoją dłonią przetestował Magnud Gullerud. Dostał karę, ale też już i snajper Kielc grał gorzej. W pierwszej połowie zdobył jeszcze tylko jedną bramkę, oddał cztery rzuty. Jakby tego było mało, w 9. minucie, w kontrze, staw skokowy podkręcił Arkadiusz Moryto. Na szczęście nie na tyle poważnie, by musiał dalej śledzić wszystko z boku
Gospodarze ochłonęli, coraz częściej przedostawali się środkiem. Do jakości defensywy trener Dujszebajew też mógł mieć sporo uwag. Nie było w składzie obu jego synów, co też trochę komplikowało sytuację w drugiej linii.
W 20. minucie mistrz Norwegii już 9:7, niedługo później, po kontrataku, 11:8. Pierwszą połowę wygrał jednak minimalnie, bo i Ferlin znów dobrze bronił, a jeszcze perfekcyjny przy rzutach karnych był Piotr Jarosiewicz.
Sytuacja zaczęła się powoli odwracać po 40. minucie. Kielczanie zdobyli trzy bramki z rzędu, odskoczyli na 20:18. Za chwilę stracili ten zapas, ale już widać było, że coraz lepiej wygląda współpraca z kołem, a i obrona pracuje na wyższych obrotach. Z tego też rodziły się kontry. A nawet gdy drugą już karę dwóch minut dostał Theo Monar, to i tak zdobyli dwie bramki. A mogli nawet trzy.

Na dziewięć minut przed końcem trener Kolstad Christian Berge poprosił o przeerwę, jego zespół przegrywał 22:24. Próbował ratować jeszcze szansę na trzecią wygraną w sezonie.
Kielczanie jednak na to nie pozwolili, prowadzili jedną, dwoma bramkami. Nie grali idealnie, ale siła fizyczna Arcioma Karalioka i wreszcie skuteczność Sićki sprawiły, że prowadzili 27:26, gdy zaczynała się ostatnia minuta. Dujszebajew miał jeszcze przerwę, wykorzystał ją. Tyle że Moryto tym razem przegrał z bramkarzem.
To Norwegom zostało 13 sekund, Berge poprosił o czas. Jego podopieczni wywalczyli tylko rzut wolny bezpośredni, po czasie. Rzucał Jeppson, to był jego... 19 rzut w meczu. Piłka - po rękach Ferlina - trafiła w poprzeczkę. I ławka rezerwowych graczy z Kielc wskoczyła radośnie na boisko.
W 1/8 finału Industria zagra z Pickiem Segedyn - pierwszy mecz na Węgrzech.
Dokładny zapis relacji na żywo z meczu Kolstad Handball - Industria Kielce można znaleźć tutaj.
Kolstad Handball - Industria Kielce 26:27 (14:13)
Kolstad: Neupart (11/37 - 30 proc.), Sigurjon Gudmundsson (0/1 - 0 proc.) - Jeppson 8 (2/2 z karnych), Hovde 4, Sigvaldi Gudjonsson 4, Sogard Johannessen 3, Aalberg 2, Oskarsson 2, Solheim 1, Sondema 1, Gullerud 1, Eck Aga, Blanche, Stolefjell, Bronken, Johnsen.
Kary: 6 minut. Rzuty karne: 2/2.
Industria: Ferlin (15/41 - 37 proc.), Morawski - Sićko 7, Karaliok 7, Jarosiewicz 4 (4/5), Monar 3, Moryto 2, Vlah 2, Jędraszczyk 1, Maqueda 1, Olejniczak, Kounkoud, Nahi, Rogulski, Latosiński.
Kary: 8 minut. Rzuty karne: 4/5.












