Reklama

Reklama

Reprezentacja szczypiornistów. Salva: Dujszebajew? Lepiej późno niż później

Talant Dujszebajew wygrał konkurs na Talanta Dujszebjewa i został nowym trenerem męskiej reprezentacji Polski w piłce ręcznej. Związek Piłki Ręcznej w Polsce podjął decyzję jedyną słuszną, logiczną, bezpieczną, niemal powszechnie akceptowalną. I spóźnioną.

Lepiej późno niż później. Szansa i konieczność powołania tego utytułowanego szkoleniowca była dużo wcześniej, ale wszyscy dookoła w ramach politycznej poprawności i utrzymywania wizerunku swojej nieomylności woleli firmować fikcję.

Reklama

W perspektywie zbliżających się turniejów: kwalifikacyjnego do olimpiady i samych igrzysk w Rio, ZPRP nie mógł wybrać inaczej. Nie mógł wybrać lepiej. Mimo to, działacze utrzymywali naród w niepewności. Że trenerem musi być Polak, że musi być plan na lata, a nie tylko na igrzyska. Że mamy wielu młodych i obiecujących trenerów z doświadczeniem zawodniczym. Większość to prawda, ale potrzeba chwili - czyli igrzyska - determinowała wybór. Ładniej byłoby głosić, że reprezentacja Polski przede wszystkim potrzebuje trenera najlepszego dla niej, a nie obwarowywać kandydatury ksenofobicznymi warunkami.

Wreszcie niepewność podtrzymywał fakt, że ogłoszono konkurs. Bo Ministerstwo Sportu i Turystyki gwarantowało 8 tysięcy złotych miesięcznie na pensję dla trenera wybranego w tym trybie. Ale jak kilkanaście miesięcy temu trener chciał pracować z kadrą za złotówkę, to nie było z kim rozmawiać. W tej sytuacji ogłoszono konkurs na Tałanta Dujszebajewa, który - całkowicie nieoczekiwanie - wygrał... Tałant Dujszebajew!

Na szczęście szopka związana z konkursem została zakończona.

Tałant Dujszebajew dostaje olbrzymi kredyt zaufania, głównie od kibiców, z pewnością od mediów.

Związek zostawił sobie jednak furtkę. Nowy selekcjoner został powołany tylko na kilka miesięcy, do końca września, bo jesienią upływa kadencja obecnych władz związku i nowe zdecydują, czy go zostawić na stanowisku. I te nadchodzące wybory powinny być znacznie ważniejsze od dzisiejszej decyzji. Ta z października może w większym stopniu determinować to, co będzie się działo w polskiej piłce ręcznej przez najbliższe lata. Czy nowe, ewentualnie "nowe stare", władze związku przejmą retorykę i styl obecnych? Czy może ktoś postawi na poważnego kopniaka do przodu?

Trudno oprzeć się wrażeniu, że wobec klapy na polskim Euro, Związek powołał Dujszebajewa, bo nie miał innego wyjścia. Jak oceniany będzie selekcjoner po pół roku pracy i dwóch - słownie dwóch! - kontaktach z kadrowiczami? Bo spotka się z nimi na turnieju przed olimpiadą i - oby - na samych igrzyskach. I co ma w tym czasie zrobić? Będzie oceniany za wyniki, które w piłce ręcznej, jak w niewielu innych dyscyplinach, zależą od ułamka chwili i serii przypadków?

Fachowiec światowej klasy poprowadzi Polaków!

Gdyby drużyna Bogdana Wenty w Alicante wytrzymała 10 sekund bez straty gola i awansowałaby na IO w Londynie, to zapewne do tej pory tematu nowego trenera by nie było. Czy może Tałant w pół roku ma wypracować nową koncepcję organizacji kadry i - mimo nacisku na wynik na igrzyskach - ma budować nową kadrę na kolejne lata? A przecież czasu do igrzysk jest za mało na eksperymenty.

Asystentem Dujszebajewa w kadrze będzie ktoś, kogo wskaże on sam, ale oczywiście będzie musiał uzyskać akceptację związkowych działaczy. Pomocnik Dujszebajewa to nie będzie zwykły asystent czy drugi trener, to będzie raczej ktoś, który przejmie po nim kadrę i będzie z nią pracować przez lata. Pytanie tylko czy przejmie ją już jesienią po nowych wyborach w związku, czy po mistrzostwach świata we Francji w styczniu 2017 roku, a może za kilka lat?

Według bardzo nieoficjalnych informacji największe szanse na tę funkcję ma Marcin Lijewski, były znakomity zawodnik, jedyny Polak, który wygrał Ligę Mistrzów (w 2013 roku z HSV Hamburg).

Kontrkandydat Dujszebajewa na stanowisko pierwszego trenera - Piotr Przybecki, obecnie wydaje się, że ma niewielkie szanse na funkcję asystenta. W przeddzień decyzji Związku dotyczącej kadry ogłoszono, że od sezonu 2016/2017 będzie pierwszym trenerem Orlenu Wisły Płock. Trzeba mieć nie lada wyobraźnię, by imaginować sobie sytuację, że pierwszy trener kadry prowadzi mistrza Polski, a drugi jej największego rywala. To tak jakby kilka lat temu Pep Guardiola z Barcelony był pierwszym trenerem, a np. Jose Mourinho z Realu Madryt jego asystentem. Z zachowaniem proporcji oczywiście. Choć zapewne na poziomie deklaratywności obaj panowie nie widzieliby żadnych przeciwwskazań.

Powołanie Tałanta Dujszebajewa na trenera reprezentacji Polski to spóźniony powrót do normalności. Nikt nie daje gwarancji, nawet on sam, że mu się uda. Ale bardzo ciekawe będzie w jaki sposób będzie prowadzić reprezentację, jakich będzie dokonywać powołań, jak będzie grać zespół. Czekamy na to z wypiekami na twarzy i życzymy powodzenia.

Leszek Salva

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje