Remis mistrza Polski w Barcelonie do przerwy. Trudno uwierzyć, co się stało później
W siódmej kolejce Ligi Mistrzów oba polskie zespoły mierzyły się z wiceliderami swoich grup. I jakąkolwiek zdobycz trzeba tu było traktować w charakterze wielkiego sukcesu. Industria Kielce była o włos od pokonania Aalborga, później jeszcze trudniejsze zadanie czekało Orlen Wisłę Płock. Mistrzowie Polski nigdy w Palau Blaugrana nie wygrali, trzy tygodnie temu przegrali na Mazowszu dziesięcioma bramkami. A teraz po 30 minutach remisowali, "Duma Katalonii" grała słabo. I niewiele lepiej po przerwie. Tym bardziej końcowy wynik boli.

Trzy tygodnie temu Orlen Arena w Płocku była wypełniona do ostatniego miejsca - "Nafciarze" walczyli ze słynną Barceloną o drugie miejsce w grupie. Po fantastycznym początku sezonu, zwycięstwie w Segedynie, pokonaniu PSG czy heroicznym boju w Magdeburgu.
Skończyło się zaś na srogim laniu - Katalończycy rozbiła na wyjeździe mistrza Polski 34:24, momentami żal było patrzeć na to, co się stało z drużyną Xaviera Sabate.
Mistrzowie Polski szybko dostali okazję do rewanżu, na bardzo gorącym terenie, który rzadko komu w XXI wieku udaje się zdobyć. Choć akurat w lutym 2018 roku "Nafciarze" byli tego blisko, wygrali pierwszą połowę jedną bramką, cały mecz przegrali jedną. Z Lovro Mihiciem czy Przemysławem Krajewskim w składzie. A Barca już wtedy miała Dikę Mema czy Timothey N'Guessana.
FC Barcelona kontra Orlen Wisła Płock w rewanżowym hicie Ligi Mistrzów. Najpierw deklasacja, teraz bój równych drużyn
Pamiątką po tamtym meczu w Płocku było to, że już po ostatniej syrenie doszło do słownej scysji obu trenerów: Carlosa Ortegi i Xaviera Sabate. Ten pierwszy ewidentnie miał ochotę do kontaktu cielesnego, został powstrzymany. EHF zajęła się jednak tą sytuację, obaj dostali finansowe grzywny, ale Ortega - także zawieszenie na jedno spotkanie. Właśnie to z Płockiem. Formalnie zastępował go Rosjanin Konstantin Igropulo, który kilka lat temu przechodził na sportową emeryturę właśnie w Płocku.

Jeśli trzy tygodnie temu hala w Płocku była pełna, to dziś w Palau Bluagrana więcej krzesełek było wolnych niż zajętych. Jakby ten pierwszy wynik z Polki zniechęcił fanów mistrza Hiszpanii.
A mecz był niezwykle emocjonujący, choć poziomem... zaskakiwał. Zaskakiwał negatywnie, bo widząc taki zestaw gwiazd, można spodziewać się wręcz cudów. Tymczasem od początku było więcej błędów i przestrzelonych rzutów, nawet Aleix Gomez momentami trzymał się za głowę. Mimo że przed przerwą zdobył dla Barcy połowę jej bramek.
Płocczanie źle zaczęli to spotkanie, na samym początku karę dostał Przemysław Krajewski, a zanim minęło 10 minut, weteran z Płocka miał już na koncie drugie wykluczenie. Jakby tego było mało, jeszcze swoje dokładał najlepszy bramkarz świata Emil Nielsen. Zatrzymał rzut z dystansu Siergieja Kosorotowa, później w sytuacji sam na sam Lovro Mihicia.
Na szczęście dla gości, Barcelona wkrótce dostosowała się poziomem, także Nielsen spuścił z tonu. Były emocje, były błędy, ale wciąż to jednak gospodarze prowadzili. A gdy płocczanie zbliżali się na jedno trafienie i mieli piłkę, to wciąż dopadała ich jakaś niemoc. Jak Melvyna Richardsona, który przy stanie 8:9 rzucał karnego w 20. minucie. I przegrał z Viktorem Hallgrimssonem, niedawno reprezentującym Płock. On sam zaś do Polki przyjechał z Katalonii.
Później Barcelona prowadziła 11:8, ale znów płocczanie niemal dogonili rywala. Kilka szans zmarnowali, wreszcie na 30 sekund przed przerwą Zoran Ilić wyrównał. 12:12 - taki był wówczas wynik. I został do końca.
Co się stało z "Nafciarzami" w drugiej połowie? Spuszczone głowy, Barcelona uciekła
Można było wierzyć, że tak jak Industria była w stanie walczyć do samego końca z Aalborgiem, tak i mistrz Polski wykorzysta słabsze chwile Barcelony. A tych było dziś sporo, jedynie Aleix Gomez i Emil Nielsen trzymali swój poziom. No i Hallgrimsson przy rzutach karnych - Islandczyk zniechęcał Richardsona.
Płocczanie jednak również zaczęli grać kiepsko, gubili piłkę w ataku. Barcelona odskoczyła na 20:14, zdenerwowany Sabate poprosił już wcześniej o przerwę. A później drugi raz, bo jego uwagi podziałały tylko przez chwilę.

A szkoda, bo płocczan stać było na zrywy, potrafili trafić trzy raz z rzędu. A gdy w 48. minucie Katalończycy prowadzili 24:18, wszystko było już chyba jasne. Zwłaszcza że bramkarze goście spisywali się jeszcze gorzej niż gracze z pola.
Skończyło się na drugiej porażce Orlenu Wisły z rzędu. Szansę na przełamanie ekipa Xabate będzie musiała szukać za tydzień w starciu z GOG Gudme.
Dokładny, minutowy zapis relacji z meczu Barcelona - Orlen Wisła można znaleźć TUTAJ.
FC Barcelona - Orlen Wisła Płock 30:24 (12:12)
Barcelona: Nielsen, Hallgrimsson - Gomez 9, N'Guessan 5, Fernandez 3, Luis Frade 3, Mem 2, B. Janc 2, Makuc 2, Barrufet 2, Carlsbogard 1, Fabregas 1, Bazan, Elderaa, D. Cikusa, P. Cikusa.
Kary: 4 minuty. Rzuty karne: 7/8.
Orlen Wisła: Bergerud, Alilović - Richardson 5, Fazekas 4, Kosorotow 4, Mihić 3, Daszek 2, Ilić 2, Szita 2, Krajewski 1, Dawydzik 1, M. Janc, Susnja, Samoiła, Zarabec, Szyszko.
Kary: 12 minut. Rzuty karne: 3/5.













