PSG goniło mistrza Polski do samego końca. Epicki bój "Nafciarzy", 40-letni bohater
Tydzień temu mistrzowie Polski potwornie męczyli się w Danii, ale zdołali przełamać się po dwóch porażkach z Barceloną. To zaś sprawiło, że do Paryża jechali już bez takiej presji, choć przecież wygrana w Stade Pierre de Coubertin mogła ustawić ich na pole position w walce o trzecie miejsce w grupie B. I tak właśnie zagrali w pierwszej połowie: na luzie, z polotem. Prowadzili 18:14, a mogli i wyżej. Przyszła jednak druga połowa i pojawiło się pytanie, czy nie powtórzy się historia z meczu z GOG. Powtórzyła się, znów doszło do horroru w końcówce. Goście mieli jednak wielkiego bohatera.

Kilka lat lata temu o PSG mówiło się: "Milionerzy". Szejkowie wkładali w ten klub miliony euro, Nikola Karabatić czy Mikkel Hansen mieli gigantyczne kontrakty. Te czasy już minęły, a teraz klub ze stolicy Francji ma chyba najsłabszy skład od ponad dekady. A jakby było tego mało, od jakiegoś czasu nie gra najlepszy strzelec PSG, czyli Kamil Syprzak.
Pokazuje to też tabela grupy B - PSG w ośmiu kolejkach zdobył zaledwie sześć punktów. Orlen Wisła - 10. Dziś mistrzowie Polski mogli na dobrą sprawę powiedzieć paryżanom "do widzenia", uciec im na bezpieczną odległość. Mają ku temu argumenty: dobrą defensywę, sporo atutów w ataku. A wiadomo, że PSG to głównie Elohim Prandi i - jeśli ma dzień - Luc Steins. Za to gorzej w tym sezonie z bramkarzami, którzy nie dają za wiele drużynie.
Wiślacy wykorzystywali to do bólu.
Paris Saint-Germain kontra Orlen Wisła Płock. Mistrzowie Polski na tropie trzeciego z rzędu zwycięstwa z PSG
"Nafciarze" zaczęli bowiem znakomicie - imponowali wszechstronnością, dziś zagrożenie dla Mikkela Lovkvista było z każdej strony. Po kwadransie gości z Polski prowadzili 9:7, a Michał Daszek miał już zapisane w protokole cztery trafienia. W pierwszych ośmiu meczach LM zdobył raptem 10 bramek, teraz trener Xavier Sabate wyznaczył go do rzucania karnych, bo Melvyn Richardson w tym elemencie trochę ostatnio zawodził. A skrzydłowy reprezentacji Polski raz nie zawiódł, za moment też i drugi raz. Pomylił się dopiero za trzecim razem, w 23. minucie.
Tak samo w trzeciej próbie pomylił się chwilę wcześniej Omar Yahia - starcie z Egipcjaninem wygrał wtedy Mirko Alilović. Za moment mistrzowie Polski prowadzili czterema bramkami - 13:9. Można było chwalić mistrzów Polski za świetną obronę, ta wyglądała dużo lepiej niż gospodarzy. A i jeszcze kolejną ważną interwencję dołożył Alilović, choć przecież weteran w bramce Wisły jakiejś znakomitej skuteczności dzisiaj nie miał.

To zaś napędzało kontry, kończyli je... defensorzy. Przemysław Krajewski, Leon Susnja biegali aż miło. 18:13 w 29. minucie - tyle zapadu mieli już "Nafciarze". A za chwilę Alilović odbił karnego Ferrana Sole.
Szkoda tylko, że już po upływie czasu gry "siódemkę zmarnował też Richardson, ale cztery bramki zaliczki powinny były satysfakcjonować trenera Sabate.
Orlen Wisła Płock w drodze po szóste zwycięstwo. Niby spokój, a później wielkie nerwy w końcówce
Jego zespół grał dobrze, momentami bardzo dobrze. A w PSG niemal wszystko zależało od Prandiego, który rzucał z coraz trudniejszych pozycji. Wiosną wiślacy wygrali w tej hali 31:28, niedawno w Orlen Arenie - 35:32. Teraz powtórka była mile widziana, trzy bramki przewagi by wystarczyły. A nawet jedna.
A z drugiej strony - trzeba było pamiętać o zeszłotygodniowej potyczce w Svendborgu z GOG. Tam przed przerwą też mieliśmy sporą przewagę "Nafciarzy", a później cztery bramki zaliczki po 30 minutach. I ogromne nerwy w końcówce, bo przecież rywale mogli spokojnie zremisować.

Przez 10 minut wszystko w płockiej ekipie działało - prowadzili trzema-czterema bramkami, a mogli i pięcioma, gdyby Daszek wygrał pojedynek z karnego ze Stanisem Soullierem.
Później zaś zrobiło się 19:21, wreszcie 20:21, patrząc z perspektywy Paryża. A jeszcze płocczanie zaczęli mieć problemy w ataku, podejmowali złe decyzje, decydowali się na indywidualne akcje.
Goście odskoczyli, PSG znów doskoczyło na jedną bramkę, a za moment już kontry Orlenu Wisły dały mistrzom Polski cztery bramki zaliczki. I niby było spokojnie, gdy dwie akcje z rzędu zepsuł Melvyn Richardson. A dwa razy trafił jego kolega z kadry "Trójkolorowych" Elohim Prandi. Było 27:29 i nieco ponad pięć minut do końca.

Powtórzyła się sytuacja sprzed tygodnia i meczu w Danii. Problemy "Nafciarzy" w ofensywie były coraz większe, coś zaczął bronić w końcu Lovkvist. Na trzy minuty przed końcem PSG przegrywało 28:29, karę dostał Zoran Ilić, a Alilović wygrał pojedynek z Prandim. Mało tego, gospodarze popełnili błąd zmiany, dostali kolejną kuriozalną karę, zawinił Steins.
Mylili się jedni i drudzy, Alilović zaliczył kolejną mistrzowską interwencję. Aż wreszcie na 50 sekund przed końcem przełamał się Gergo Fazekas, rzucił na 30:28.
I to przesądziło. Zwłaszcza, że cztery udane interwencje z rzędu zaliczył 40-letni Alilović. To on okazał się prawdziwym bohaterem tego spotkania.
Minutowy zapis spotkania PSG - Orlen Wisła Płock można przeczytać TUTAJ.
Paris Saint-Germain - Orlen Wisła Płock 29:30 (14:18)
PSG: Lovkvist (9/33 - 27 proc.), Soullier (1/7 - 14 proc.) - Prandi 9, Yahia 7 (4/5 z karnych), Steins 4, Grebille 4, Heldal 2, Karlsson 1, Karabatic 1, Loredon 1, Maras, Sole (0/1), Sayed, Peleka, Gaudin, Karamoko.
Kary: 12 minut. Rzuty karne: 4/6.
Orlen Wisła: Alilović (9/38 - 24 proc.), Bergerud - Daszek 7 (5/7 z karnych), Richardson 6 (1/2), Fazekas 4, Janc 3, Zarabec 3, Susnja 2, Krajewski 2, Samoiła 1, Dawydzik 1, Ilić 1, Mihić, Szita, Kosorotow, Szyszko.
Kary: 6 minut. Rzuty karne: 6/9.










