Reklama

Reklama

Porażka PGE Vive Kielce w LM. Mateusz Jachlewski: Broniliśmy za mało agresywnie

- To drużyna, która może być w czubie tabeli naszej grupy - komentuje porażkę piłkarzy ręcznych PGE Vive Kielce z Mieszkowem Brześć (25-28) w pierwszej kolejce Ligi Mistrzów Mateusz Jachlewski, skrzydłowy Vive.

Porażka PGE Vive Kielce z Mieszkowem była jedną z największych niespodzianek inauguracyjnej kolejki. Jeden z faworytów rozgrywek uległ rywalowi, który w ostatnich czterech konfrontacjach obu drużyn nie zdobył nawet jednego punktu.

Reklama

W ostatnich dwóch sezonach Ligi Mistrzów zespoły z Brześcia i Kielc spotykały się czterokrotnie i za każdym razem wygrywali podopieczni Tałanta Dujszebajewa. Także i teraz mistrzowie Polski po przyjściu do Kielc syna szkoleniowca Alexa, Blaza Janca i Marko Mamica byli faworytami starcia z Mieszkowem Brześć, tym bardziej, że w drużynie z Białorusi doszło do wielu zmian w składzie.

- Przed meczem nie brak było głosów, że mistrz Białorusi to słabszy zespół niż rok temu. Jeszcze przed wyjazdem do Brześcia twierdziłem, że to nieprawda i jak się okazało miałem rację. To drużyna, która może być w czubie tabeli naszej grupy - komplementował zespół trenera Siergieja Bebeszki Mateusz Jachlewski, którego zdaniem przyczyną porażki mistrza Polski były błędy w obronie.

- W defensywie zagraliśmy za mało agresywnie. Przestrzeliliśmy w ataku sporo rzutów, ale przez nasze błędy w obronie rywale za łatwo dochodzi do rzutów. To w głównej mierze zadecydowało o wyniku - analizował spotkanie skrzydłowy Vive.

Podobnego zdania jest rozgrywający drużyny ze stolicy regionu świętokrzyskiego Krzysztof Lijewski. - Mecze przegrywa się obroną. Ten aspekt w naszej grze pozostawiał wiele do życzenia, dlatego nie mogliśmy wyprowadzać groźnych kontr. Tego nam zabrakło - podkreślił popularny "Lijek".

Wliczając poprzedni sezon, była to piąta z rzędu wyjazdowa porażka kieleckich szczypiornistów w Lidze Mistrzów. - Nie zwracamy uwagi na statystyki. To domena dziennikarzy, mu musimy się skupić na własnych słabościach i je poprawić - zaznaczył Lijewski.

Dodał, że żaden zespół nie ma patentu na wygrywanie.

- Wszyscy podkreślają naszą porażkę na Białorusi, ale nikt nie mówi o naszym rywalu. To drużyna, która w poprzednim sezonie pokonała u siebie Rhein-Neckar Loewen i zwycięzcę Ligi Mistrzów Vardar Skopje. To silny zespół nie tylko na papierze - stwierdził rozgrywający mistrzów Polski.

Szczypiorniści Vive przyznają, że porażka boli, ale nie ma co rozpamiętywać tego niepowodzenia, tylko należy skupić się na następnych meczach. - Musimy zbierać punkty, aby być w czubie tabeli naszej grupy i walczyć o Final Four Ligi Mistrzów - podkreślił Jachlewski.

- Za nami dopiero pierwszy mecz. Jeszcze sporo spotkań przed nami i dużo punktów do zdobycia. Zaczęliśmy od porażki, ale rozgrywki dopiero się rozpoczęły - dodał Lijewski.

W kolejnym spotkaniu Ligi Mistrzów Vive w niedzielę zmierzy się we własnej hali z niemieckim THW Kiel.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje