Reklama

Reklama

Polska - Holandia 21-30 w ME piłkarek ręcznych

Polskie szczypiornistki przegrały drugi mecz z rzędu, ale zachowały teoretyczne szanse na awans z grupy. Tym razem górą były Holenderki, które pokonały "Biało-czerwone" 30-21.

W niedzielę polskie szczypiornistki zainaugurowały zmagania w ME. Pierwszy mecz im jednak nie wyszedł. Zmierzyły się z piekielnie mocną Francją i zasłużenie przegrały 22-31. Dominacja naszych rywalek ani przez moment nie podlegała dyskusji.

Tym razem mecz Polek i Holenderek miał kluczowe znaczenie dla układu tabeli. Z grupy wychodzą bowiem trzy zespoły, a porażka postawiła "Biało-czerwone" w bardzo trudnej sytuacji.

Początek nie był wymarzony dla "Biało-czerwonych". Marta Gęga najpierw nieskutecznie rzucała z dystansu, a chwilę potem sfaulowała, przez co rywalki miały rzut karny, który wykorzystały. 0-2 po trzech minutach nie było najlepszym wynikiem.

Reklama

Sygnał do ataku dała Alina Wojtas, który potężnym rzutem zdobyła pierwszą bramkę. Lewa rozgrywająca słabo zagrała w spotkaniu z Francuzkami, więc teraz miała wiele do udowodnienia.

Jej koleżanki także spisywały się o niebo lepiej i nie pozwalały nabrać rozpędu Holenderkom. Kolejne bramki zdobywały Kinga Achruk i Kinga Grzyb, przez co cały czas nasze reprezentantki dotrzymywały kroku rywalkom.

Do czasu. Po bramce Kingi Grzyb Polki dopadł kryzys. Nie potrafiły rzucić czwartego gola, a skuteczność pozostawiała wiele do życzenia. W tym czasie Holenderki trafiały niemal po każdej akcji, a trener Leszek Krowicki poprosił o czas.

6-minutową niemoc przełamała Wojtas kolejnym rzutem z dystansu. Holenderki utrzymywały jednak 2-3-bramkową przewagę. Słabo "Biało-czerwone" spisywały się w defensywie, poza dobrze dysponowaną Weroniką Gawlik w bramce, która utrzymywała ok. 40-procentową skuteczność.

Nie ma co ukrywać - Holenderki w pierwszej części były lepsze. Pod koniec liczyły na zwiększenie przewagi do pięciu goli i zdjęły z boiska bramkarkę. Polki przejęły piłkę i nasza kapitan - Kinga Achruk, przerzuciła całe boisko i trafiła do pustej bramki na kilka sekund przed końcem pierwszej części! Znakomity rzut, który skarcił Holenderki, a w nasz zespół wlał nadzieję, że w drugiej połowie można odrobić trzybramkową stratę!

Drugą część Holenderki rozpoczęły od szybkiego gola. Polki miały problemy ze sforsowaniem zasieków postawionych przez rywalki i wciąż były nieskuteczne. Szczególnie Gęga, która zmarnowała dwa rzuty z dobrej pozycji.

Gra naszych zawodniczek była zdecydowanie lepsza niż w meczu z Francją, ale nie odzwierciedlał tego wynik. Holenderki utrzymywały przewagę pięciu bramek i po każdej skutecznej akcji "Biało-czerwonych" podcinały nam skrzydła i nie pozwalały nabrać rozpędu.

Krowicki poprosił o czas, ale przyniósł on skutek odwrotny do zamierzonego. Od stanu 16-22 "Biało-czerwone" przeszły do... 16-26. Nasza organizacja gry kompletnie się rozsypała.

Minimalnie stratę zmniejszyła Joanna Drabik, ale sześć goli w 20 minut drugiej części chluby naszym zawodniczkom nie przynosi...

Pod koniec spotkania już lekko rozluźnione Holenderki ustąpiły pola "Biało-czerwonym". Polki zdobyły kilka bramek, ale to było zbyt mało, by odmienić losy tego meczu.

Po meczu zrozpaczone nasze reprezentantki usiadły na parkiecie i płakały. Wiedziały, że najpewniej na tym spotkaniu zakończyła się ich przygoda ze szwedzkim turniejem.

Aby zagrać w drugiej rundzie, Polki, które na koncie mają dwie porażki, w ostatniej serii spotkań w czwartek muszą pokonać Niemki i liczyć, że "Pomarańczowe" nie przegrają z "Trójkolorowymi".

Jeśli Holenderki nie wywalczą punktu, wtedy szanse na awans pozostaną czysto teoretyczne, gdyż do sukcesu potrzebne będzie bardzo wysokie zwycięstwo w ostatnim pojedynku.

Polska - Holandia 21-30 (11-14)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje