Piotr Chrapkowski: Wydarliśmy to zwycięstwo

- Chcieliśmy zdobyć medal bardziej niż Hiszpanie. Dlatego wygraliśmy - powiedział Piotr Chrapkowski po meczu o 3. miejsce mistrzostw świata piłkarzy ręcznych. "Biało-czerwoni" po dogrywce wygrali z Hiszpanią 29:28.

To jest chyba kapitalne uczucie.

Piotr Chrapkowski: Wszyscy po meczu byliśmy w euforii. Wydarliśmy to zwycięstwo. Hiszpanie w drugiej połowie odskoczyli na kilka bramek, ale naszą wolą walki doprowadziliśmy do dogrywki, a w niej okazaliśmy się lepsi o jedną bramkę.

Możemy oczywiście rozmawiać o meczu, który w Polsce albo wszyscy widzieli albo wszystko już o nim wiedzą, ale ja chciałbym, żebyś trochę opowiedział o tym, czego nie widzimy. Czego nie widzą kibice. Co działo się w szatni w przerwie?

- W przerwie? Tłumaczyliśmy sobie kilka akcji, które nam nie powychodziły - nasze rzuty, które obronił bramkarz, że powinniśmy je kierować w inne partie bramki, żeby on tych skutecznych interwencji nie miał. Poprawiliśmy trochę grę w obronie, co było widać w ostatnich 15 minutach. Zagraliśmy też cierpliwie w ataku. Świetny był Michał Szyba - wszyscy to widzieli. W końcu ma ten swój upragniony zegarek. Widać było, że cała drużyna "żyje" tym meczem, że wszyscy chcą ten brąz i chcieliśmy zdobyć medal bardziej niż Hiszpanie. Dlatego wygraliśmy.

Kiedyś wypowiedziałeś takie kapitalne słowa "Nie ja, my - bo jesteśmy zespołem". Rewelacyjne jest to, że prawie w każdym meczu wyskakuje ktoś inny i bierze ciężar odpowiedzialności na swoje barki i dodaje troszeczkę więcej.

- Tak i to jest nasz kapitał, gdzie każdy może coś wnieść od siebie, każdy coś daje. Raz wyjdzie jednemu lepiej, raz innemu, ale liczy się wynik na koniec i to, że wygrywa Polska, wygrywa reprezentacja, wygrywa orzełek i dzięki temu cieszymy się z tego brązu.

A jak zeszliście już do szatni po tym, jak was umęczyliśmy tymi samymi pytaniami, co tam się działo?

- Śpiewy, uśmiechy, "piątki". Uściski; zdjęcia, trochę sms-ów czy rozmów z najbliższą rodziną i ogólnie euforia.

Ty raczej nie musiałeś telefonować, bo żona jest tutaj, w Katarze.

- Tak. Żona, która jest w ciąży, pod koniec piątego miesiąca, przyleciała specjalnie na mecze finałowe i jestem jej za to wsparcie wdzięczny. Mówi, że nasza córeczka, która urodzi się na początku czerwca kopała i dopingowała tatę i całą drużynę. Jestem jej za to niezmiernie wdzięczny, bo super jest mieć tutaj kogoś tak bliskiego przy sobie.

Na imię powinna mieć chyba Wiktoria.

- W sumie pasowałoby to. Jeszcze nie mamy wybranego imienia, ale weźmiemy to pod uwagę.

Reklama


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje