Reklama

Reklama

Piłkarze ręczni Montpellier HB przyznali się częściowo do winy

Gwiazda światowej piłki ręcznej Nikola Karabatic i ośmiu jego kolegów z zespołu Montpellier HB, zatrzymanych w niedzielę przez policję po spotkaniu ligowym w Paryżu, przyznało się częściowo do winy.

Zawodnicy zeznali, że obstawiali zakłady podczas majowego meczu z drużyną Cesson-Sevigne, co jest złamaniem etyki sportowej, ale nie przyznali się do ustawienia jego końcowego wyniku - poinformowali w poniedziałek ich adwokaci.

Wśród szczypiornistów są: dwukrotny mistrz olimpijski oraz dwukrotny mistrz świata Nikola Karabatic, jego brat Luka, Tunezyjczyk Wissem Hmam, Francuz Mickael Robin oraz Słoweńcy Dragan Gajic i Primoz Prost.

Oprócz zawodników policja zatrzymała osoby z ich otoczenia. W poniedziałek po południu przedłużono areszt wszystkich 18 podejrzanych o następne 24 godziny.

Reklama

Wieczorem zatrzymano dziesiątego gracza - Issama Teja, natomiast areszt opuścili - jak to ujęto, ze "względów technicznych" - Mickael Robin, Vid Kavticnik i Wissem Hmam.

Sprawa dotyczy spotkania z drużyną Cesson-Sevigne, które odbyło się 12 maja. Montpellier HB, które miało już zapewniony tytuł mistrza kraju, przegrało wówczas 28:31. Za postawienie 5000 euro na sensacyjną porażkę faworyta można było wówczas zarobić ponad 200 tysięcy euro. Jak podała w niedzielę stacja telewizyjna France-3, spore sumy postawiły żony lub inne bliskie osoby zawodników Montpellier.

Podejrzenie instytucji nadzorującej funkcjonowanie loterii i zakładów Francaise des Jeux wzbudził "nadzwyczajny wzrost" liczby osób typujących wynik w dniu rozgrywania spotkania.

W poniedziałek prokurator Republiki Brice Robin poinformował podczas konferencji prasowej w Montpellier, że "istnieje bardzo mocne podejrzenie nierespektowania zasad etyki sportowej".

- Czy ktoś może normalnie rozgrywać mecz, gdy osobiście wyłożył tak znaczne sumy i gdy wie, że obstawia porażkę swojej drużyny? - pytał retorycznie Robin.

Prokurator ujawnił, że przyjaciółka Nikoli Karabatica zainwestowała w zakłady 1500 euro, a podobną sumę wyłożyła osoba związana z Luką Karabaticem.

- Kiedy wziąłem do ręki dokumenty sprawy, nie mogłem w to uwierzyć. Nie mieściło mi się w głowie, że utalentowani zawodnicy mogą posunąć się do czegoś podobnego - podkreślił Robin, dodając, że jedynym wytłumaczeniem, jakie mu się nasuwa, to chciwość.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL