Reklama

Reklama

Piłka ręczna. Serbia - Polska 33:19 w pierwszej batalii o awans na MŚ

Reprezentantki Polski w piłce ręcznej zostały rozbite przez Serbki 33:19 (17:11) w Zrenjaninie w pierwszym z dwóch meczów w eliminacjach do mistrzostw świata. Kibice liczyli na zwycięstwo, ale mówiąc wprost podopieczne trenera Leszka Krowickiego były tłem dla rywalek i mają iluzoryczne szanse, by 6 czerwca w Lubinie odrobić tak dotkliwe straty.

Stawka dwumeczu Polek z Serbkami jest ogromna. Tylko wygrana zapewni naszej drużynie narodowej awans na MŚ, które w dniach 30 listopada - 15 grudnia zostaną rozegrane w Japonii, a dodatkowo przedłuży szansę wywalczenia przepustki na igrzyska olimpijskie w Tokio. Jeśli "Biało-Czerwone" w Kraju Kwitnącej Wiśni uplasowałyby się w najlepszej ósemce, wtedy dostaną się do jednego z trzech wiosennych turniejów kwalifikacyjnych do IO.

- Zawodniczki są dobrze przygotowane w sferze mentalnej, czują się silne i docenione. Mają poczucie sporych możliwości. To musi być naszym atutem, który należy wykorzystać - powiedział przed spotkaniem selekcjoner Krowicki, budując w swoich podopiecznych wysokie morale. Niestety, praktycznie w żadnej minucie meczu nie było widać po Polkach, że aspirują do gry na mundialu. Jednak po kolei...

Reklama

Już w otwierającej akcji meczu Joanna Szarawaga nie opanowała piłki i zaczęło się od pierwszej z wielu strat po naszej stronie. Z kontrą ruszyły Serbki, obejmując prowadzenie po znakomitym rzucie z drugiej linii Jovany Stoiljković. Niespodziewanie w trzeciej minucie do naszych zawodniczek uśmiechnęło się szczęście. Fatalnie zachowała się serbska bramkarka Kristina Graovac, która popełniła wielki błąd za polem karnym. Agresywnie zaatakowała Mariolę Wiertelak, gdy nasza skrzydłowa była w powietrzu i za faul została ukarana czerwoną kartką.

Mimo takiego prezentu, Polki nie potrafiły pójść za ciosem i po siedmiu minutach miały na konto tylko jedną bramkę. Tymczasem gospodynie były nie do zatrzymania przy rzutach z drugiej linii i w tym czasie zanotowały cztery trafienia.

"Biało-Czerwone" nie potrafiły niwelować strat nawet z rzutów karnych, bowiem Monika Kobylińska trafiła w słupek. W odpowiedzi Jelena Lavko podwyższyła prowadzenie, a w naszej drużynie zrobiło się już naprawdę nerwowo. Po upływie 10. min, gdy w dorobku Polek nadal była tylko jedna bramka, trener Krowicki nie wytrzymał i poprosił o czas. - Aktywniej, szybsze wyjście. Dziewczyny, za wolno gramy - apelował szkoleniowiec. Impas w grze naszej drużyny w 12. min wreszcie przełamała Kinga Achruk.

W kolejnych minutach Polki nieco przyspieszyły, ale nadal nie radziły sobie z twardą grą Serbek przed bramką. Trzeci gol autorstwa Achruk padł z rzutu karnego, lecz Polki cały czas pozostawały przynajmniej o jedno tempo za rywalkami. Bolały zwłaszcza takie sytuacje, jak ta, gdy Aleksandra Rosiak rzuciła czwartą bramkę, ale nasze zawodniczki nie zdążyły wrócić do obrony i poniosły kolejną stratę. Wielki koncert po stronie podopiecznych trenera Ljubomira Obradovicia rozgrywała Stoiljković, która po 17. min miała na koncie sześć goli.

Wreszcie zaistniał bardzo dobry okres w grze naszych zawodniczek w obronie i efekt od razu był widoczny. W ofensywie też nastąpił lekki zryw, gdy po trafieniach Sylwii Matuszczyk i wprowadzonej z ławki Aleksandry Zych wynik stopniał do stanu 8:11.

Nasze kadrowiczki niestety ciągle grały zrywami i to, co były w stanie odrobić, równie szybko potrafiły roztrwonić. Polki pudłowały nawet w świetnych sytuacjach, jak Mariola Wiertelak, która zmarnowała "setkę" na lewym skrzydle. W zespole gospodarzy, poza Stoiljković, nie do zatrzymania była także wicemistrzyni świata z 2013 roku Kristina Liszczević. Środkowa rozgrywająca dwoma trafieniami skarciła nasz zespół i ustaliła wynik na 17:11 w pierwszej połowie, bardzo słabej w wykonaniu "Biało-Czerwonych".

Drugą odsłonę Polki rozpoczęły ze zmianą. Bogna Sobiech weszła w miejsce Wiertelak, ale z bramki pierwsze cieszyły się Serbki. W naszym zespole nie funkcjonowała dobrze współpraca między dwójką środkowych obrończyń, co ułatwiało zadanie przeciwniczkom. W dodatku nadal bardzo źle grało lewe skrzydło, a Sobiech nie powinna zmarnować sytuacji sam na sam z Jovana Risović.

Serbki w pełni kontrolowały przebieg spotkania, zaś "Biało-Czerwone" ustępowały w każdym elemencie. Gospodynie bardzo szybko wyszły na 10-punktowe prowadzenie i trener Krowicki po raz drugi wziął czas. Szkoleniowiec nie był już tak spokojny, jak za pierwszym razem i w zdecydowanych słowach wypunktował grzechy w grze swoim podopiecznym. Kolejne minuty spotkania uciekały, a Polki po dziesięciu minutach miały w dorobku tylko dwie bramki, obie autorstwa Achruk.

"Biało-Czerwone" kompletnie nie mogły się pozbierać, z kolei Serbki pozwalały sobie na coraz więcej, zwłaszcza w ofensywie, wybierając coraz efektowniejsze warianty zdobywania bramek. Nie mogło być jednak inaczej, skoro najczęściej zupełnie bezkarnie dochodziły do pozycji rzutowych.

Bezradność i chaos w grze postępowały do tego stopnia, że trener Krowicki sam przestał dowierzać w to, co obserwuje. W ataku pozycyjnym też brakowało tempa, aż w końcu wolne rozegranie "zerwała" Rosiak, lecz nieprzygotowanym rzutem nawet nie trafiła w światło bramki. W 48. min w końcu pojawiła się szansa na zniwelowanie strat. Szarawaga wywalczyła rzut karny, a Stoiljković została ukarana karą dwóch minut. Achruk nie zmarnowała karnego, ale jeśli ktoś spodziewał się wyraźnego impulsu, to znów musiał poczuć się rozczarowany.

Na nieco ponad dziesięć minut przed końcem meczu trener Ljubomir Obradović wziął czas, ale zapewne tylko po to, by zmotywować swoje podopieczne, aby nie roztrwoniły wysokiego prowadzenia. Trudno było jednak marzyć o wielkim odrabianiu strat, gdy nasza defensywa całkowicie się rozjeżdżała i rozpędzona Kristina Liszczević miała przed sobą osamotnioną bramkarkę. Jakby Adrianna Płaczek mało miała kłopotów, to jeszcze z rzutu karnego została uderzona piłką wprost w głowę, co na moment ją oszołomiło.

Pod koniec Serbki zaczęły podkręcać tempo i ponownie odskoczyły z prowadzeniem, stemplując efektowną wygraną. Ostatnie dwie minuty Polki grały z przewagą jednej zawodniczki, ale nawet w takiej sytuacji nie zdołały poprawić swoich notowań przed rewanżem.

AG

Serbia - Polska 33:19 (17:11)

Serbia: Jovana Risovic 1, Kristina Graovac - Jovana Stoiljkovic 7, Kristina Liscevic 6, Jelena Lavko 6, Katarina Krpez Slezak 5, Sanja Radosavljevic 3, Sladana Pop-Lazic 2, Dijana Stevin 2, Tamara Radojevic 1, Jovana Kovacevic, Jelena Agbaba, Zeljka Nikolic, Jovana Milojevic, Dijana Radojevic, Ivana Mitrovic.

Polska: Weronika Gawlik, Adrianna Płaczek - Kinga Achruk 8, Aleksandra Zych 4, Aleksandra Rosiak 2, Katarzyna Janiszewska 1, Bogna Sobiech 1, Sylwia Matuszczyk 1, Joanna Szarawaga 1, Monika Kobylińska 1, Mariola Wiertelak, Aneta Łabuda, Joanna Wołoszyk, Małgorzata Buklarewicz, Karolina Kudłacz-Gloc, Adrianna Nowicka.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL