Reklama

Reklama

Piłka ręczna. Senstad: Praca za granicą była dla mnie zawsze dużym wyzwaniem

Nowy trener kobiecej reprezentacji Polski w piłce ręcznej Arne Senstad jest znanym w Norwegii szkoleniowcem, często występującym w mediach, lecz rozmowy z polską federacją trzymał w tajemnicy do końca.

Jako pierwsza o nowym zajęciu Senstada podała lakoniczną wiadomość norweska telewizja publiczna NRK, cytując komunikat ZPRP. Natomiast klub Senstada Storhamar Handball Elite mógł nie wiedzieć o nowej pracy swojego szkoleniowca, bo jeszcze w poniedziałek po południu wymieniany był jako trener klubu, który rozpocznie sezon już 29 sierpnia meczem z Follo HK. Na razie nie jest jasne, czy Senstad będzie łączył pracę klubową z prowadzeniem reprezentacji Polski.

Reklama

Według lokalnego dziennika "Hamar Arbeiderblad" (HA), już w październiku działacze Storhamar byli bardzo zdziwieni, gdy Senstad zakomunikował, że rozważa rozwiązanie kontraktu pomimo jeszcze roku jego ważności do końca sezonu 2019/2020.

Do Storhamar HE Senstad przyszedł w 2006 roku i prowadził klub przez sześć sezonów. Później był szkoleniowcem Oppsal, lecz po dwóch latach powrócił do Storhammar w 2015 roku.

Norweg powiedział w październiku na łamach "HA", że jest od wielu lat klubowym trenerem w Norwegii, lecz pomimo że emocjonalnie bardzo związał się ze Storhamar HE, ma większe ambicje. "Coraz częściej myślę o pracy za granicą, która zawsze była dla mnie wielkim wyzwaniem. Jeżeli nadejdzie odpowiednia oferta, to z niej skorzystam" - mówił.

Gazeta oceniła Senstada jako "urodzonego zwycięzcę, profesjonalistę i wyjątkowo wymagającego szkoleniowca, który żyje piłką ręczną, lecz również jako wyjątkowego humorystę".

Norweg poza piłką ręczną ma też inne zainteresowania i jedno z nich to... wyścigi kłusaków. Jak o sobie sam mówi jest "hazardzistą w lekkim wydaniu", gra regularnie i jest właścicielem jednego ze startujących koni.

Zasłynął w mediach 7 stycznia, kiedy w dniu meczu Storhamar HE w Niemczech z BBM Beitigheim w Pucharze EHF razem z trzema inymi osobami przed meczem postawił 3000 koron (1400 złotych) na jedną z gonitw w Norwegii, którą śledzili w internecie podczas spotkania i wygrali milion koron (450 tys. złotych).

Jak skomentowały wtedy norweskie media, "znany trener przegrał mecz 25:28, ale wygrał finansowo".

Senstad bronił się, że nie złamał klubowego regulaminu, który zakazuje od południa dnia, w którym rozgrywany jest mecz używania telefonu i komputera oraz pozostałych środków do komunikacji zewnętrznej. Celem takich przepisów jest maksymalna koncentracja na meczu.

"Dlatego wzięliśmy do spółki dwóch dziennikarzy, którzy wysłali kupon przez internet, a poza tym mogli korzystać ze swoich komputerów do śledzenia gonitw i przekazywania nam informacji" - podkreślił.

Zbigniew Kuczyński

Dowiedz się więcej na temat: Arne Senstad

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje