Reklama

Reklama

Piłka ręczna. Leszek Krowicki przed dwumeczem Polski z Serbią

Polskie piłkarki ręczne zagrają z Serbkami w dwumeczu eliminacji mistrzostw świata, które w dniach 30 listopada - 15 grudnia zostaną rozegrane w Japonii. Pierwsze spotkanie rundy kwalifikacyjnej odbędzie się w piątek w serbskiej miejscowości Zrenjanin. - Nastroje generalnie dobre - opowiada trener reprezentacji Polski Leszek Krowicki.

- Jesteśmy zmobilizowani, bardzo chcemy zagrać w finałach mistrzostw świata. Naszym celem jest dobra gra w Serbii, aby w kraju tylko zatwierdzić ten awans. Oczywiście - to są nasze marzenia, więc tak pracujemy, aby móc je zrealizować - mówi szkoleniowiec.

Krowicki jest przekonany, że jego drużynę czeka poważne wyzwanie. - Oczywiście, trzeba zdawać sobie z tego sprawę, że przed nami stoi zespół o dużym doświadczeniu. Szczególnie ich pierwsze zestawienie - to są piłkarki, które grają w dobrych klubach, rozegrały wiele spotkań w reprezentacji. Musimy się liczyć z tym, że mierzymy się z bardzo doświadczonym zespołem. Na szczęście czeka nas dwumecz, więc musimy zagrać mądrze na wyjeździe, aby do domu przyjechać z korzystnym rezultatem. Właśnie tu, wykorzystując fakt gry we własnej hali i mając za sobą publiczność, liczymy na zrealizowanie naszych marzeń - podkreśla trener Polek.

Reklama

Na co przed dwumeczem z Serbią zwraca uwagę trener? - Należy spojrzeć na kilka elementów. Oczywiście, dokonujemy wnikliwej analizy wszystkich materiałów, stąd znamy maniery naszych rywalek w obronie, wiemy w jaki sposób budowane są ich akcje ofensywne. Znamy również siłę poszczególnych zawodniczek. Wiemy, na co je stać, więc musimy się odpowiednio nastawić i znaleźć sportowy kontrargument. Istotne będzie, abyśmy nie uzależnili się od rywala. Musimy grać swoją piłkę, pokazać to, co charakteryzuje naszą grę. Należy wykorzystać nasze atuty, a mamy ich kilka w zanadrzu. To będzie taka taktyczna wojenka, która będzie trwała nie 60, a 120 minut. Podejrzewam jednocześnie, że oba mecze będą miały różny przebieg. Na wyjeździe musimy się liczyć z ogromną presją, wysokim tempem gry Serbek, chcących wykorzystać atut własnego boiska - mówi Krowicki.

Szkoleniowiec wymienia zalety gry Polek. - Mamy tych atutów sporo, choćby fakt, że wiele naszych zawodniczek w ostatnim czasie odnosiło sukcesy. Ola (Aleksandra Zych) została mistrzynią Francji i grała w Final Four Ligi Mistrzyń w Budapeszcie, Kudi (Karolina Kudłacz-Gloc) wygrała ligę niemiecką, Kobi (Monika Kobylińska) wywalczyła brązowy medal Bundesligi i podpisała intratny kontrakt (z francuskim Brest Bretagne Handball).

- Zawodniczki są dobrze przygotowane w sferze mentalnej, czują się silne i docenione. Mają poczucie sporych możliwości. To musi być naszym atutem, który należy wykorzystać. Mamy też grupę młodszych zawodniczek, które będą szukały szansy, aby się pokazać. Zastąpiliśmy nieobecne - kontuzjowaną Asię Drabik, Kingę Grzyb - która zakończyła karierę reprezentacyjną po wielu latach gry dla kadry, podobnie Sylwię Lisewską. Tak że - wiele elementów będzie grało rolę. Ważne, aby te nowe zawodniczki dobrze wkomponowały się w zespół, a także, aby te bardziej doświadczone pokazały, że nic nie jest im straszne - zaznacza Krowicki.

Czy trener reprezentacji uważa, że spotkanie rewanżowe przed własną publicznością może być zaletą? - Chciałbym, aby tak było. Historia zna różne przypadki. Kielce w pierwszym spotkaniu - u siebie - z PSG wygrały wysoko, po to, aby w Paryżu kontrolować wynik. Generalnie - chyba lepiej jest grać pierwszy mecz na wyjeździe, ale nie jest to żadna gwarancja ani dla nas, ani dla Serbek. Po prostu musimy dwa razy zagrać dobre zawody, bo rywalizujemy z wymagającym zespołem.

Początek meczu o godzinie 20.15. Rewanż 6 czerwca w Lubinie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL