Reklama

Reklama

Piłka ręczna. El. ME. Polska pokonała Słowenię

Gol Michała Daszka w ostatniej sekundzie meczu ze Słowenią dał polskim piłkarzom ręcznym zwycięstwo 27-26 w przedostatnim meczu eliminacji do mistrzostw Europy.

Reklama

Ostatnie dwa mecze eliminacji miały dla "Biało-Czerwonych" pierwszorzędne znaczenie.

Reklama

Dwie wygrane dawałyby Polakom pewny awans ale wygranie tylko jednego meczu - obojętnie którego - tylko przedłużało nadzieje i kazało czekać na wyniki innych spotkań, bo awans z trzeciego miejsca wywalczą cztery najlepsze zespoły z ośmiu grup.

Po marcowej klapie w Holandią we Wrocławiu Polacy musieli dać odpowiedź przede wszystkim na pytanie, czy to zbieg niekorzystnych wypadków spowodował porażkę jednym golem w ostatniej sekundzie, czy też akurat równa walka z Holendrami to jest nasz poziom sztucznie zawyżony na styczniowych mistrzostwach świata w Egipcie.

Od początku wydawało się, że to drugie twierdzenie to jakiś maruda mógł wymyślić, bo Polacy rozpoczęli spotkanie co najmniej dobrze. Nie przeszkadzał im brak kontuzjowanych Przemysława Krajewskiego i Kamila Syprzaka. Prowadzili przez całą pierwszą połowę, grali uważnie, spokojnie, powoli, dokładnie, bez nadmiernych głupot w ataku i twardo w obronie. Okazało się też, ile dla kadry, a dokładniej dla jej obrony znaczy Tomasz Gębala, który środkowego rozgrywającego Słoweńców, filigranowego Mihę Zarabeca z THW Kiel łapał jedną ręką i zatrzymywał.

Ten, teoretycznie tylko istniejący maruda, co to miałby wcześniej twierdzić, że Polacy są na poziomie Holandii, teraz mógłby powiedzieć, że Słoweńcy przysłali drugi skład. Zarabec, Blaż Janc i Borut Mackovsek to jedyne co zostało z kadry Słowenii po klapie w klasyfikacjach olimpijskich (odpadli w Berlinie przegrywając z Niemcami i Szewcją). I rzeczywiście Deana Bombaća, Stasa Skube, Blaża Blagotinseka, Caspara Marguca, Dragana Gajica czy Darko Cingesara próżno było szukać w składzie gości, a to nazwiska które szanujący się kibic europejskiej piłki ręcznej powinien znać i wymienić w nocy razem z nazwami klubów, w których grają (Barcelona, Veszprem, Montepllier, Mieszkow Brześć, Pick Segedyn).

Ale to nie nasz problem, tylko nasza szansa - powiedziałby realista, który zdawałby sobie sprawę z wagi dwóch zdobytych w Opolu punktów. Ewentualnie mógłby tylko pozazdrościć, że Słoweńcy wiedzą jak się robi wymianę pokoleniową w kadrze.

Dlatego dobrze się patrzyło na poukładaną grę Polaków, a jeszcze przyjemniej na przyzwoity wynik, bo jedno-dwubramkowe prowadzenie utrzymywaliśmy przez całe pół godziny i tylko szkoda, że do szatni nie zabraliśmy trzeciego gola dystansu, kiedy Arkadiusz Moryto zmarnował karnego.

Druga połowa zaczęła się jednak tak, jakby los uznał, że za takie marnotrawstwo okazji trzeba Polaków ukarać. Strata Olejniczaka, dwie interwencje słoweńskiego bramkarza, poprzeczka i cztery z rzędu gole Słoweńców, którzy wyszli na prowadzenie 14-12. Maruda by pomarudził, że wszystko wraca do normy, bo znowu prostymi błędami oddajemy przewagę, ale realista odczekał chwilę i dał czas na rehabilitację. "Biało-Czerwoni" odpłacili się, szybko poukładali grę, ostudzili emocje po chwili i trzech golach z rzędu wrócili na prowadzenie. I teraz już do końca trwał festiwal nerwów, błędów i nadziei na wygranie tego spotkania - dwie bramki przewagi i remis, dwie bramki przewagi i remis, i tak do samego końca. 

Ratował nam skórę Adam Morawski, ratował w ataku Szymon Sićko. Znów okazało się ile dla kadry znaczą gracze z doświadczeniem - 80 sekund przed końcem po jego indywidualnej akcji Polska wygrywała 26-24 i wygrana była na wyciągnięcie ręki. Szybko jednak kontaktowego gola zdobył Domen Makuc, a po chwili Michał Daszek przestrzelił w dogodnej okazji, z której nie omieszkał skorzystać Domen Novak. Siedem sekund przed końcem był remis 26-26 i ten czas najlepiej wykorzystał Daszek. Skrzydłowy płockiej Wisły i rozgrywający polskiej reprezentacji właśnie z rozegrania puścił słoweńskiemu bramkarzowi "szczura" i równo z końcową syreną zapewnił Polakom bardzo ważne dwa punkty i pozostanie w grze w eliminacjach.


W niedzielę o 18 "Biało-Czerwoni" grają na wyjeździe z Holandią. Jeśli wygrają, awansują na styczniowe mistrzostwa Europy, które odbędą się na Słowacji i Węgrzech.

Leszek Salva

Polska - Słowenia 27-26 (12-10)

Polska: Adam Morawski, Mateusz Kornecki - Arkadiusz Moryto 7, Szymon Sićko 5, Michał Olejniczak 4, Michał Daszek 3,  Maciej Gębala 3, Arkadiusz Ossowski 2, Piotr Chrapkowski 1, Jan Czuwara 1, Tomasz Gębala 1, Kacper Adamski, Dawid Dawydzik, Dawid Fedeńczak, Rafał Przybylski, Patryk Walczak.

Słowenia: Uhr Kastelic, Urban Lesjak - Domen Novak 5, Kristjan Horzen 4, Borut Mackovsek 4, Jure Dolenec 3, Miha Zarabec 3, Blaz Janc 2, Tilen Kodrin 2, Domen Makuc 2, Matic Suholeznik 1, Matic Groselj, Jaka Malus, Tadej Mazej, Gregor Ocvirk, Vid Poteko .

Kary: Polska 8 minut, Słowenia 4.

Sędziowali: Michal Badura i Jaroslav Ondogrecula (Słowacja).

Tabela "polskiej" grupy eliminacji mistrzostw Europy (kolejno: rozegrane spotkania, punkty, stosunek bramek):

1. Słowenia  5  7  149-128
2. Holandia  5  7  136-137
3. Polska     5   6  146-133
4. Turcja     5   0  120-153

TC

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje