Męska reprezentacja Polski w piłce ręcznej niemal w niczym nie przypomina już tej, którą starsi kibice handball pamiętają z czasów Bogdana Wenty. A nawet z późniejszego okresu, gdy Michael Biegler świętował z nią brąz mistrzostw świata w Katarze.
Ostatni mundial Polacy zakończyli grając o tzw. Puchar Prezydenta IHF z egzotycznymi rywalami, skończyli na 25. pozycji. A mistrzostwa Europy, w tym roku - na 21. miejscu. Na 24. Co zresztą spowodowało, że później musieli zaczynać grę o kolejny mundial od wcześniejszego etapu. Na szczęście udało się uratować sytuację, po dramatycznym dwumeczu z Austrią. Dzięki temu Biało-Czerwoni nie spadli na peryferia piłki ręcznej, za sześć miesięcy w Niemczech powalczą w kolejnych mistrzostwach świata.
Warto jednak patrzeć na to, co dzieje się w młodszych rocznikach, które już za kilka lat mogą decydować o jakości drużyny narodowej. Przełomu nie zrobiła kadra do lat 20, prowadzona przez Mariusza Jurasika. Faworytem do awansu do głównej fazy turnieju nie była też ekipa juniorów do lat 18, którą od stycznia prowadzi Wojciech Jedziniak. A jednak ona potrafiła sprawić najpierw sporą niespodziankę, a później mecz, który tak naprawdę był dla niej kluczowy.
Mistrzostwa Europy do lat 18. Polska czekała na wynik meczu Dania - Norwegia. Decydował się nasz awans
Tym pierwszym spotkaniem było starcie z Norwegią - Skandynawowie w każdej grupie młodzieżowej są w piłce ręcznej mocni. Oni byli w drugim koszyku, my w czwartym. A jednak Polacy wygrali 32:26, otwierając sobie drogę do awansu. W czwartek kadra Jedziniaka rywalizowała w Belgradzie ze Słowacją, drużyną na podobnym poziomie. I choć spotkanie było zacięte, to rywale nie prowadzili ani razu. Mimo że kilka razy doprowadzali do remisu. Końcówka należała do Biało-Czerwonych, wygrali to starcie 38:33.
Formalnie to nie wystarczało jeszcze do wywalczenia promocji do kolejnego etapu. Pięć godzin później zaczynał się mecz Dania - Norwegia, tu dla naszej drużyny korzystne było każde rozstrzygnięcie, poza triumfem naszych środowych rywali.

Dania to potęga, nie tylko wśród seniorów. Tam zresztą drugiej tak genialnej drużyny nie ma. A wśród juniorów do lat 18, w 17 edycjach mistrzostw kontynentu, Duńczycy aż 12 razy grali w półfinale, mają 11 medali. I... żadnego złota. Dwa lata temu w Czarnogórze ulegli w finale po dogrywce Szwecji 36:37, teraz czekają na ten pierwszy raz.
W środę pokonali Słowację 35:22, dziś byli też faworytem w meczu z Norwegią. Scenariusz okazał się bardzo podobny, choć przecież Norwegia nie mogła tu przegrać czy zremisować. A nie miała nic do powiedzenia. W 17. minucie było już 12:4 dla młodych Duńczyków, losy spotkania były rozstrzygnięte. Pierwszą połowę wygrali 21:13, całe spotkanie - aż 42:25.
To oznacza, że Polska awansowała do głównej fazy turnieju. W sobotę o godz. 12 zagra z Danią o pierwsze miejsce w grupie. I dość łatwo wskazać tu faworyta. Niemniej nawet gdyby drużyna trenera Jedziniaka miałaby przegrać, to warto walczyć o każdą bramkę. Bo to może mieć znaczenie w kolejnej fazie.
Tam dojdzie do połączenia grup E i F w jedną. Rywalami Danii i Polski będą prawdopodobnie ekipy Hiszpanii oraz Wysp Owczych. Dwa najlepsze zespoły awansują do ćwierćfinałów, ale stawkę uzupełnią także dwie drużyny z najlepszym bilansem z trzecich miejsc. A grupy są trzy. Wynik starcia Dania - Polska będzie się zaś tu liczył.














