Tylko trzykrotnie w całej historii mistrzostw Europy do lat 18 polskim piłkarzom ręcznym udało się awansować do najlepszej ósemki turnieju - po raz ostatni zaś, w 2014 roku. Wtedy turniej odbywał się w naszym kraju, teraz zespół z roczników 2008 i młodszych musiał przebijać się przez eliminacje. Na początku roku zespół ten przejął Wojciech Jedziniak, ale trudno było się spodziewać w Belgradzie jakiegoś przełomu.
Biało-Czerwoni znaleźli się w grupie E, trafili do niej z czwartego, ostatniego koszyka. A mimo to pokonali dość pewnie Norwegię, ta była faworytem, a później drużynę ze swojego poziomu - Słowację. Dopiero w trzecim pojedynku okazali się dość wyraźnie słabsi od Danii, choć przez ponad 20 minut byli w stanie grać z nią jak równy z równym. A później pękli.
Ta porażka, 23:35, liczyła się już w drugim etapie. Tu trafiły też dwie najlepsze ekipy z Grupy F: Hiszpania oraz Wyspy Owcze. I właśnie od starcia z Farerami Polacy zaczęli ten etap.
Mistrzostwa Europy. Polska grała z Wyspami Owczymi. Thriller w końcówce
Na tym etapie zmagania odbywają się w trzech grupach - w każdej są cztery zespoły. Dwa pierwsze z każdej wywalczą awans do ćwierćfinału, ale też... dwa z najlepszym bilansem z trzecich pozycji. I dlatego właśnie, mając w perspektywie mecz z mocną Hiszpanią, Polacy musieli pokonać Wyspiarzy.
W piłce ręcznej, zwłaszcza tej męskiej, Farerzy nie odgrywają może wiodących roli, ale coraz częściej trzeba się z nimi liczyć. Widać to już w seniorskich mistrzostwach świata i Europy. Za kilka miesięcy w Magdeburgu będą naszymi rywalami w pierwszej fazie MŚ.
I widać w grupach młodzieżowych. W zeszłorocznych mistrzostwach świata do lat 21, a te odbyły się w Polsce, Wyspy Owcze przegrały półfinał z Portugalią po dogrywce jedną bramką, w meczu o brąz pokonały jedną Szwecję. To zespół, który zawsze gra do końca, o czym boleśnie przekonali się teraz Polacy. A nasza młodzież w tych zeszłorocznych mistrzostwach nad Wisłą zajęła... 19. miejsce.

Dziś w Belgradzie Polacy znakomicie zaczęli spotkanie - w 12. minucie prowadzili 8:3, po kwadransie - 12:6. I wtedy w ekipie rywali w pojedynkę zaś akcje zaczął kończyć Boas Ellefsen á Skipagøtu, rozgrywający, główny motor napędowy Farerów. Nazwisko niech nie dziwi - to młodszy brat Eliasa - gwiazdy Bundesligi i THW Kiel. A w listopadzie skończy dopiero 16 lat.
Młodszy z braci szalał, Farerzy zmniejszali starty, on sam po pierwszej połowie miał już dziewięć trafień i jeden zmarnowany rzut karny. A na tablicy wyników było minimalne prowadzenie Polaków 16:15.

Po przerwie wydawało się jednak, że Biało-Czerwoni będą w stanie kontrolować to starcie. Trafienia Mateusza Tkaczyka, Jakuba Moryty i Kamila Skiby znów pozwoliły odskoczyć na cztery bramki. Wciąż jednak żadnej pewności nie było, a na kwadrans przed końcem rywale wyrównali - na 24:24 i 25:25.
Gdy jednak nie nieco ponad cztery minuty przed końcem Bartosz Sobczyk trafił na 34:29, trudno było spodziewać się horroru. Na dwie minuty przed syreną nasz zespół prowadził już tylko 35:33, na 90 sekund przed końcem trener Jedziniak poprosił o przerwę. I to nie pomogło - Farerzy wyrównali równo z syreną.
We wtorek Polacy zmierzą się z Hiszpanią, na zakończenie zmagań grupowych. I prawdopodobnie tylko wygrana da im awans do ćwierćfinału ME.
Polska - Wyspy Owcze 35:35 (16:15)
Polska: Taiwo, Drzewiński - Tkaczyk 7, Pruszkowski 6, Skiba 5, Sobczyk 5, Kruszelnicki 3, Moryto 3, Cieśla 2, Ciszewski 2, Wiśniewski 1, Arciszewski 1, Steczek, Foltyn, Adamczyk, Lendzion.
Kary: 8 minut. Rzuty karne: 3/3.














