Reklama

Reklama

PGE Vive Kielce - Orlen Wisła Płock 29-20. Alex Dujshebaev: Wszystko u nas zafunkcjonowało

To był jednostronny pojedynek. W meczu na szczycie ekstraklasy piłkarzy ręcznych PGE Vive Kielce pewnie pokonało Orlen Wisłę Płock (29-20) i objęło prowadzenie w tabeli. - Wszystko u nas zafunkcjonowało od obrony po atak - mówił po meczu rozgrywający kielczan Alex Dujshebaev.

To pierwsza porażka zespołu z Płocka, który w pierwszej rundzie pokonał aktualnych mistrzów kraju we własnej hali 27-26. Podopieczni trenera Xaviera Sabate w 19 spotkaniach zgromadzili komplet punktów, ale niepowodzenie w stolicy regionu świętokrzyskiego kosztowało ich stratę fotela lidera. W Hali Legionów "Nafciarze" nie mieli nic do powiedzenia, już do przerwy przegrywając ośmioma bramkami (7-15).

- Super mecz zagrała cała drużyna. Wszystko u nas zafunkcjonowało od obrony po atak. Każdy z nas dołożył swoja cegiełkę do końcowego sukcesu - ocenił Alex Dujshebaev.

Reklama

- Vive zagrało bardzo dobry mecz, a my bardzo zły. Rywale zniszczyli nas kontratakami, świetnie bronił też Andreas Wolff - komplementował zwycięzców trener "Nafciarzy" Xavier Sabate. Podobnego zdania był też prawoskrzydłowy Wisły Michał Daszek.

- Nie zagraliśmy swojej piłki ręcznej. Zespół z Kielc zagrał bardzo dobrze, ale można było się tego spodziewać. Nam zabrakło lepszej gry w obronie. Pogrążył nas atak pozycyjny, a rywale zabili nas kontrami - nie ukrywał reprezentant kraju.

Różnicę zrobili też bramkarze. Adam Morawski zanim został zmieniony nie odbił żadnego z 11 rzutów kielczan. Jednym z najlepszych zawodników w zespole mistrza Polski był natomiast Andreas Wolff, który bronił z ponad 40-procentową skutecznością. - Andy jak zwykle miał swój dzień. Wiedzieliśmy, że możemy na niego liczyć. Dzięki jego świetnym interwencjom  mogliśmy wyprowadzać groźne i skuteczne kontry - chwalił niemieckiego bramkarza rozgrywający Vive Władysław Kulesz.

Oba zespoły przystąpiły do kolejnej odsłony "świętej wojny" osłabione. W szeregach Vive zabrakło kontuzjowanego już od dłuższego czasu Tomasza Gębali oraz Krzysztofa Lijewskiego, Angela Fernandeza Pereza i Igora Karacicia. Z powodu limitu zawodników spoza Unii Europejskiej nie wystąpił również Doruk Pehlivan. Rywale musieli sobie radzić bez Lovro Mihica, Przemysława Krajewskiego, Ondreja Zdrahali i zawieszonego na dwa mecze Renato Sulica. Po kieleckim zespole nie było widać braków kadrowych, ale po drużynie z Płocka już tak.

- Kielczanie po tym względem są fenomenalni. Drugiego takiego zespołu nie znajdziemy w całej Europie. Na wiele meczów polskiej ekstraklasy jeżdżą w jedenastu, dwunastu, a wszyscy wiemy jak te spotkania w ich wykonaniu wyglądają i jakimi wynikami się kończą - nie krył słów uznania pod adresem zespołu z Kielc Daszek.

Tak jednostronnego meczu między dwiema najlepszymi polskimi drużynami w Kielcach nie oglądano już dawno. Podobnego zdania był też selekcjoner reprezentacji Polski Patryk Rombel. - Faktycznie dzisiaj dystans między tymi zespołami był spory, ale wynikało to przede wszystkim ze świetnej postawy drużyny z Kielc, bo podczas ostatnich "świętych wojen" aż takiej różnicy nie było - przyznał szkoleniowiec.

Radosne nastroje w zespole gospodarzy tonował Tałant Dujszebajew. - Jesteśmy zadowoleni, że wygraliśmy, ale nie chciałbym, aby była tutaj wielka euforia. To tylko jeden mecz. Podobnie było w październiku, kiedy przegraliśmy jedną bramką. Musimy walczyć dalej. Musimy twardo stąpać po ziemi - zaznaczył kirgiski szkoleniowiec.

Po 20 kolejkach oba zespoły mają po 57 punktów, ale liderem są kielczanie, którzy mają lepszy bilans spotkań z płocczanami.

Janusz Majewski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL