PGE Vive Kielce. Dujszebajew: Agresywna obrona atutem mistrza Białorusi

Piłkarze ręczni PGE Vive Kielce w siódmej kolejce Ligi Mistrzów zmierzą się w sobotę na wyjeździe z białoruskim Mieszkowem Brześć. - To bardzo groźny zespół, który bazuje na agresywnej grze w obronie - komplementował rywala trener Tałant Dujszebajew.

Drużyna mistrza Białorusi z sześciu dotychczasowych spotkań wygrała tylko dwa i z czterema punktami zajmuje szóstą pozycję w tabeli grupy A. Nie jest to jednak rywal, którego można lekceważyć. Kielczanie przekonali się o tym rok temu, kiedy na inaugurację poprzedniej edycji LM przegrali na Białorusi (25-28). - Z roku na rok zespół z Brześcia czyni systematyczne postępy. Kiedyś dla nich sam udział w Lidze Mistrzów był już sukcesem, ale teraz stawiają sobie coraz wyższe, ambitniejsze cele do zrealizowania. To drużyna, która potrafi być groźna dla każdego, zwłaszcza u siebie. Własna hala jest ich dużym atutem - nie ukrywał Dujszebajew.

Reklama

Przed obecnym sezonem w białoruskiej ekipie doszło do sporych zmian w składzie. Zmienił się też trener, Siergieja Bebeszko zastąpił były szkoleniowiec Orlen Wisły Płock Manolo Cadenas. - Jednak styl gry drużyny niewiele się zmienił. Nadal bazują na bardzo agresywnej grze w obronie. Może tylko w ataku zespół gra trochę inaczej. Nowy trener wprowadził schematy, zagrywki, podobne do tych, gdy był jeszcze trenerem zespołu z Płocka - analizował grę najbliższego rywala szkoleniowiec Vive.

W sobotnim starciu z mistrzem Białorusi Vive, jeśli nie chce stracić kontaktu z czołówką grupy A, nie może sobie pozwolić na stratę punktów. Kielczanie do Brześcia wyjeżdżają w bardzo bojowych nastrojach, których nie zmąciła nawet ostatnia porażka z Barceloną. - Przegraliśmy z mistrzem Hiszpanii nie dlatego, że graliśmy źle. To wielki klub, który we własnej hali traci punkty niezmiernie rzadko. My tam wygraliśmy trzy lata temu. Teraz też podjęliśmy walkę. Przegrywaliśmy sześcioma bramkami i potrafiliśmy zredukować straty do jednego trafienia. Później rywal znów nam odskoczył, ale walczyliśmy do końca. Przypomnę tylko, że zagraliśmy bez trzech lewych rozgrywających (Marko Mamić, Michał Jurecki i Władysław Kulesz - PAP). Na dodatek mój syn Alex też właściwie nie powinien zagrać, bo był przeziębiony - tłumaczył Dujszebajew.

Szkoleniowiec poinformował, że w kadrze na sobotni mecz nie znajdzie się Bartłomiej Bis. Młody kołowy Vive po ośmiu miesiącach od bardzo groźnej kontuzji kolana zagrał w ligowym meczu z MKS Kalisz, ale w Brześciu nie pomoże drużynie.

- Bartek dostał zgodę od lekarza na grę, ale jeszcze nie jest w swojej optymalnej dyspozycji. Wrócił po bardzo ciężkim urazie. Musimy z nim postępować bardzo ostrożnie. Zawodnik potrzebuje czasu, aby zregenerować organizm i dojść do pełnej formy - podkreślił trener drużyny z Kielc. W pojedynku z Mieszkowem zagra natomiast chorwacki rozgrywający Marko Mamić, ale nadal niepewny jest występ Michała Jureckiego, który z powodu kontuzji pachwiny nie wystąpił w meczu z Barceloną.

- Marko jedzie z nami. Na środowym treningu z jego kostką wszystko było w porządku, nie odczuwał żadnego bólu, dlatego będzie mógł pomóc drużynie w tym bardzo ważnym dla nas meczu. Jeśli chodzi o Michała decyzja zapadnie po czwartkowych zajęciach - zaznaczył Dujszebajew.

Po sześciu kolejkach kielecka drużyna zajmuje trzecie miejsce w grupie A, identyczny dorobek (osiem punktów) ma czwarty w tabeli niemiecki Rhein-Neckar Loewen. O dwa punkty więcej mają Barcelona i Vardar Skopje.

Sobotni mecz w Brześciu rozpocznie się o godz. 15. Transmisje w Eleven Sports 2 i Canal +.

Dowiedz się więcej na temat: Tałant Dujszebajew | PGE Vive Kielce

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje