Reklama

Reklama

Orlen Wisła - Vive Tauron. Wiśniewski: Jak wygramy 11 bramkami...

- Śmiejemy się, że jak wygramy 11 bramkami, to mamy 1. miejsce w tabeli i zupełnie inaczej ułożą się play offy - mówi kapitan Orlenu Wisły Płock Adam Wiśniewski przed spotkaniem z Vive Tauronem Kielce w ekstraklasie piłkarzy ręcznych.

W niedzielę o godz. 18.00 rozpocznie się drugi w tym sezonie, a pierwszy w tym roku w Płocku mecz Wisły z Vive. Faworytami są goście, broniący tytułu mistrza Polski, którzy w ostatnich latach wygrywali z podopiecznymi Manolo Cadenasa w rozgrywkach ligowych, w play offach, Pucharze Polski, a w sezonie 2013/2014 także w Lidze Mistrzów.

Reklama

Po raz kolejny od wielu miesięcy płoccy kibice mają nadzieję, że może teraz się uda pokonać rywala. Orlen Wisła, choć na papierze nie dorównuje przeciwnikowi - czterech piłkarzy Vive trafiło do zespołu gwiazd mistrzostw Europy - to potrafi swoje braki nadrobić walecznością, niesamowitą wolą wygrywania.

Trener Cadeans prowadzi zespół Orlen Wisły 2,5 roku. To pod jego kierunkiem płocczanie wygrywali z najlepszymi drużynami Europy. Długa byłaby lista potęg, które schodziły z parkietu w Orlen Arenie pokonane. Tu musieli uznać wyższość gospodarzy zawodnicy, między innymi: Barcelony, Flensburg Handewitt, czy Vardaru.

Z Vive wygrać się nie udało, mało tego, kibice musieli cierpieć czytając w relacjach ze spotkań, że odwieczny rywal: rozbił Orlen Wisłę, zdeklasował, czy nie dał żadnych szans na zwycięstwo. Przynajmniej w ostatnich latach nie udało się znaleźć sposobu na kielecki zespół, choć oczywiście przed każdym pojedynkiem wszyscy w Płocku wierzyli, że tym razem będzie inaczej.

W niedzielę Orlen Wisła rozegra drugi z planowanych przynajmniej sześciu spotkań z Vive w tym sezonie. Jeden już przegrała wysoko w Kielcach 22:32.

- Faworytem spotkania są kielczanie. Ale my jesteśmy nastawieni bojowo, czekamy na ten pojedynek, jest głównym tematem naszych rozmów. Śmiejemy się, że jak wygramy 11 bramkami, to mamy 1. miejsce w tabeli i zupełnie inaczej ułożą się play offy - powiedział Wiśniewski.

"Mało prawdopodobne, byśmy zdołali wygrać 11 bramkami, ale jak zawsze, bardzo będziemy się starali. To trudne, ale w sporcie możliwe, wiele zależy od dyspozycji dnia. Jedynym, który jeszcze nie grał w +świętej wojnie+ jest Jose de Toledo, on już nie może się doczekać meczu, często rozmawiamy w naszych długich podróżach autobusem, opowiadamy mu o wcześniejszych pojedynkach. Dla mnie to 17. sezon gry przeciwko Vive i zawsze, przed każdym meczem, czuję tę wspaniałą atmosferę, widzę pełną halę dopingujących kibiców i mam nadzieję, że wygramy. Każde spotkanie, to niesamowite przeżycie" - dodał skrzydłowy Orlen Wisły.

Z respektem do przeciwnika podchodzi także trener bramkarzy Artur Góral.

- To nie będzie zwyczajne spotkanie, i choć pewnie nie zmieni sytuacji w tabeli, to jak każdy pojedynek z Vive, będzie niezwykle ważnym meczem. Szkoda, że nie możemy się do niego specjalnie przygotować, stale jesteśmy w drodze. Tylko w tym miesiącu będzie to nasz czwarty pojedynek. W ubiegłą środę graliśmy w Szczecinie, w tę środę w Przemyślu mecz Pucharu Polski, a między tymi meczami, w sobotę w węgierskim Veszprem w Lidze Mistrzów, a za tydzień czeka nas jeszcze wyjazd na mecz 1/8 finału Ligi Mistrzów do macedońskiego Skopje. Nie ma czasu na odpoczynek, stale zarywamy noce. Czasami nawet nie wiem, jaki jest dzień tygodnia - podkreślił Góral.

Rywal też dużo podróżuje, gra w rozgrywkach krajowych i w Lidze Mistrzów, ale zawodnicy są mniej zmęczeni, bo jest ich więcej. - Mogą sobie pozwolić na zmiany hokejowe, wchodzi nowy skład i gra na wysokim poziomie. Ale to możliwe, gdy się dysponuje osiemnastoma zawodnikami gotowymi do gry. I jeśli na dodatek ma się w bramce Sławka Szmala, który potrafi zatrzymać najlepszy zespół. Znamy się ze Sławkiem doskonale, graliśmy razem w Płocku i w reprezentacji, jeszcze w XX wieku, a on cały czas jest w doskonałej formie. Nawet jeśli ma słabszy dzień, to ciężar gry biorą na siebie inni. To kompletny zespół, który przyjeżdża do Płocka w roli faworyta. Jak zawsze będziemy się starali wygrać, bo gdzie możemy ich pokonać, jeśli nie w swojej hali, przy dopingu 5 tys. kibiców - dodał trener bramkarzy.

Zdaniem Górala, kilka ostatnich porażek było bardzo bolesnych i dlatego przyszedł najwyższy czas na zwycięstwo.

- Nie zawsze jest tak, że przegrywamy wysoko, często mecze są remisowe, a jednak to oni schodzą z parkietu wygrani. Tak samo jest w Lidze Mistrzów, potrafią zagrać w końcówce skutecznie i wygrywają w ostatnich minutach, a nawet sekundach. Nam nie zawsze to wychodzi, czujemy niesmak, że nie udaje nam się utrzymać koncentracji do ostatniego gwizdka. Ale mamy nadzieję, że nie zawsze prawdziwe musi być powiedzenie, że szczęście sprzyja lepszym. Czekamy na zwycięstwo, a kiedy przyjdzie, będzie bardzo mocno smakować.

Ostatni mecz fazy zasadniczej krajowych rozgrywek odbędzie się w niedzielę o godz. 18.00.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje