Niemcy zgaszeni we własnym domu. Barcelona jednak najlepsza w Europie
W turnieju finałowym Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych znów były dwa niemieckie zespoły. Rok temu w Lanxess Arena w Kolonii SC Magdeburg pokonał w decydującym spotkaniu Füchse Berlin. A teraz lepszy w półfinale był ten drugi zespół, to on dziś grał o swój pierwszy tytuł w historii z Barceloną, zespołem z najbogatszą kolekcją. Tą samą, która wczoraj musiała grać dogrywkę w starciu z Aalborgiem. "Lisy" były faworytem, a nie prowadziły w tym spotkaniu ani razu. Puchar Europy po dwóch latach przerwy wraca do stolicy Katalonii!

W piłce ręcznej nie ma przypadków - aż trzy z czterech zespołów, które rok temu grały w Final 4 w Lanxess Arenie, doszły i tym razem do tego etapu. Wtedy zabrakło Aalborga, który przecież w 2024 roku grał w Kolonii o tytuł z Barceloną - i przegrał go jedną bramką. Byli Francuzi z HBC Nantes.
A teraz Aalborg wrócił, dołączył do dwóch niemieckich gigantów (Füchse Berlin i SC Magdeburg) oraz Barcelony, bez której turniej w Lanxess Arenie trudno sobie wyobrazić.
I już po losowaniu było jasne, że nie dojdzie do powtórki zeszłorocznego finału. Los skojarzył w jednej parze obie niemieckie ekipy. Rok temu lepszy okazał się Magdeburg - i była to wtedy jednak niespodzianka, już sam rozmiar wygranej (32:26). Przecież wtedy to Füchse cieszyło się z mistrzostwa kraju.
A teraz mistrzem Niemiec jest Magdeburg, ale do finału LM awansował drugi zespół Bundesligi. "Lisy" wygrały w sobotę 40:35, kapitalną końcówkę zaliczył Dejan Milosavljev, który przecież lada chwila zostanie bramkarzem Industrii Kielce.
I to Füchse było faworytem finału, choć z Barceloną nie mierzyło się w Lidze Mistrzów od kilkunastu lat. Z dwóch powodów: po pierwsze, grało w sobotę wcześniej, wicemistrzowie Niemiec mieli więcej czasu na regeneracją. A "Duma Katalonii" musiała jeszcze wieczorem rozegrać dogrywkę, by ostatecznie wygrać 37:32 z Aalborgiem.
Tyle że dziś te przypuszczenia się nie potwierdziły. Nikt chyba nie spodziewał się tak jednostronnego finału.
Liga Mistrzów. Füchse Berlin kontra Barcelona w Lanxess Arenie. Stawką tytuł najlepsze drużyny Europy
Katalończycy mieli w tym spotkaniu jeden cel - zneutralizować ofensywne poczynania Mathiasa Gidsela - duńskiego superrozgrywającego, najlepszego snajpera rozgrywek. I najlepszego piłkarza ręcznego świata. Czynili to znakomicie, a swoje dołożył jeszcze... kolega Gidsela z narodowej reprezentacji - Emil Nielsen. I to już w pierwszej akcji, po 15 sekundach - broniąc rzut gwiazdy rywali z sześciu metrów.

Mistrzowie Hiszpanii wszystko mieli pod swoją kontrolą, imponowali różnorodnością w ofensywie, co chwilę Milosavljeva nękali Francuzi: Dika Mem i Timothey N'Guessan. Mocnych punktów Barca miała jednak dużo więcej. Przede wszystkim zaś - Nielsena. Gdy w 21. minucie Aleix Gomez rzucił do pustej bramki na 13:9, genialny bramkarz miał aż 47 procent skuteczności. Świetnie pilnowany był Gidsel (0/3 w tym momencie, pierwszy gol w 25. minucie), jedynie akcje do skrzydła do Tima Freihöfera dawały jakieś efekty. Ale ten nie trafiał, do tego dwukrotnie z karnych rzucał w poprzeczkę.
Przewaga Barcelony zaś rosła - do pięciu trafień. Po pierwszej połowie było aż 20:16 - i to tylko dlatego, że Gidsel popisał się kapitalną akcją na sekundy przed syreną.

Można było spodziewać się reakcji "Lisów" zaraz po przerwie - i to nastąpiło. Zryw był jednak chwilowy - zespół z Berlina doszedł Barcelonę na dwie bramki, ale już po chwili znów tryb superbohatera włączył Nielsen. Na Duńczyka nie było sposobu, bronił niemal wszystko. W 39. minucie Barca wygrywała 25:19, trener Niemców Nicolej Krickau znów prosił o przerwę. Po raz drugi z rzędu sytuacja wymykała się graczom ze stolicy Niemiec z rąk.
Aż wreszcie na kwadrans przed końcem mogło dojść do przełomu. W tym dość spokojnym spotkaniu, w którym sędziowie z Norwegii w pierwszej połowie nie dali żadnej kary, nagle wyciągnęli czerwoną kartkę. A zobaczył ją obrotowy Barcy Ludovic Fabregas - bardzo długo trzymał rękę Gidsela, gdy ten był już sam przed Nielsenem. Po rzucie karnym zrobiło się 27:24 dla mistrza Hiszpanii, to nie była jeszcze bezpieczna przewaga.

W 53. minucie obie ekipy dzieliły już tylko dwie bramki, na 30:32 trafił Gidsel. Tyle że "Lisy" też straciły swojego lidera defensywy - czerwoną kartkę zobaczył Max Darj.
Füchse potrzebowało jakiegoś cudu - najlepiej zaś kilku z rzędu interwencji Milosavljeva, bo defensywa nie była szczelna. Te marzenia skończyły się na dwie minuty przed końcem. Było 35:33, Berlińczycy mieli piłkę. I ją stracili, Djordje Cikusa rzucił po kontrze, za chwilę zaś Nielsen "zgasił" Freihöfera. I już wszystko było jasne.
Barcelona wygrała, po raz trzynasty zdobyła najważniejsze europejskie trofeum.
Trzecie miejsce wywalczył Magdeburg - pokonał dzisiaj Aalborg 32:26.
FC Barcelona - Füchse Berlin 37:34 (20:16)
FC Barcelona: Nielsen (14/41 - 34 proc.), Hallgrimsson (1/8 - 12 proc.) - Frade 7, Janc 6, Gomez 6 (3/3 z karnych), Makuc 5, Mem 4, Fernandez 2, Carlsbogaard 2, N'Guessan 2, D. Cikusa 1, P. Cikusa 1, Fabregas 1, Sola, Elderaa, Barrufet.
Kary: 8 minut. Rzuty karne: 3/3.
Füchse: Milosavljev (12/49 - 24 proc.), Ludwig - Gidsel 8, Andersson 7, Freihöfer 7 (2/4), Lichtlein 6, Grondahl 3 (3/3), av Teigum 2, Marsenić 1, Darj, Prantner, Arino, Cehte, Pichiri, Langhoff, Herburger.
Kary: 8 minut. Rzuty karne: 5/7.






![Lemański rozbił Bułgarów zagrywką. Pięć asów w meczu Ligi Narodów [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N215N2ODRSMQU-C401.webp)


![Polski mur nad siatką. Najlepsze bloki z meczu z Bułgarią [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N213CA1CM6W4U-C401.webp)

