MŚ w piłce ręcznej. Antoni Parecki: Dziewczyny narozrabiały

- Zawodniczki jeszcze chodzą zaszokowane tym, co zrobiły. Boją się, że chyba narozrabiały w świecie piłki ręcznej - powiedział asystent trenera reprezentacji Antoni Parecki po wygranej z Francją 22:21 w ćwierćfinale mistrzostw świata w Nowym Sadzie.

"Były takie momenty, kiedy powstawały niepotrzebne błędy, które wynikały z  ogromnych chęci odniesienia zwycięstwa. One chciały tak bardzo pokazać, że to jest ich mecz, ich dzień, że teraz się uda. Ale dziewczyny były mocne, wytrzymały do końca. Ania Wysokińska, która wyszła w drugiej połowie, dała fantastyczną zmianę. Karolina Siódmiak rozegrała swój najlepszy mecz, co zostało docenione przez fachowców IHF (Międzynarodowa Federacja Piłki Ręcznej - przyp. red), którzy wybrali ją MVP spotkania" - komentował na gorąco w hali Spens w Nowym Sadzie szkoleniowiec.

Reklama

Parecki, który jest prawą ręką selekcjonera Kima Rasmussena, podkreśla na każdym kroku, że siłą polskiej drużyny jest jej gra zespołowa, wzajemne uzupełnianie się na boisku.

"Naszą siłą jest zespół. Nie ma liderki, ale zawsze znajdzie się zawodniczka albo dwie, która "pociągnie" grę. Myślę, że w tym meczu nie było ani chwili zwątpienia, nawet gdy prowadziliśmy tylko jedną bramką i graliśmy w osłabieniu" - powiedział.

Powoli spełnia się marzenie sztabu szkoleniowego o stworzeniu wielkiej drużyny, która już teraz zaczyna być nazywana "Orzełkami Rasmussena".

"Zawodniczki zaszokowane tym co zrobiły myślą, że chyba sporo namieszały w piłce ręcznej. Stworzenie takiego zespołu zajęło nam trzy lata, ale efekt chyba jest zadowalający" - zakończył wyraźnie wzruszony trener.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje