Reklama

Reklama

MŚ piłkarzy ręcznych. Słoweńcy oskarżają organizatorów o zatrucia zawodników

Po remisie 25-25 z Egiptem, Słoweńscy szczypiorniści odpadli z mistrzostw świata. Nie zostawili jednak suchej nitki na organizatorach zarzucają im fatalnie zorganizowanie turnieju. Twierdzą, że mogło to wpłynąć też na zatrucia zawodników. "Chłopaki krzyczeli z bólu, wymiotowali i czuli się, jakby zagrożone było ich życie" - napisała słoweńska federacja.

Tegoroczne mistrzostwa świata odbywają się w Egipcie. Mecz gospodarzy ze Słoweńcami decydował o tym, kto zagra w ćwierćfinale. Spotkanie zakończyło się remisem, który dawał awans ekipie z Afryki.

Drużyna z Bałkanów odpadła, ale wytoczyła najcięższe działa w stosunku do organizatorów. Słoweńska federacja wydała długie oświadczenie, gdzie opisała, jak była traktowana.

- Mieliśmy ogromne problemy zdrowotne noc przed i w dniu meczu z Egiptem. Wcześniej chorowali też Tilen Kodrin i Urh Kastelić. Dlatego absolutnie nie jesteśmy usatysfakcjonowani organizacją tegorocznych mistrzostw świata w Egipcie - powiedział Sekretarz Generalny Słoweńskiego Związku Piłki Ręcznej Goran Cvijić.

Reklama

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie!

Sprawdź!

Słoweńska federacja opisuje, w jakich warunkach musiała przygotowywać się do meczu z Egiptem, który decydował o być albo nie być w turnieju. 

"Aż dwunastu naszych zawodników zostało zatrutych jedzeniem na 24 godziny przed ostatnim meczem. To nie był wirus. Chłopaki krzyczeli z bólu, wymiotowali i czuli się, jakby zagrożone było ich życie. W nocy Staš Skube i Dragan Gajić zostali odesłani do Słowenii. Z kolei nasz najlepszy gracz Blaž Blagotinšek upadł w szatni i przetransportowano go do hotelu" - pisze słoweńska federacja.

"Dziewięciu zawodników, mimo złego samopoczucia, zdecydowało się pozostać w drużynie, aby walczyć w decydującym o awansie do ćwierćfinału meczu" - dodano.

Historia sportowej rywalizacji zna niestety także przypadki, w których zachodziło podejrzenie otrucia rywali. Na MŚ w piłce nożnej w 1998 roku w finale znaleźli się gospodarze - Francuzi. Grali z Brazylijczykami, którzy zarzucili "Trójkolorowym" zatrucie Ronalda. Ówczesna gwiazda "Canarinhos" co prawda zagrała w finale, ale była cieniem samego siebie.

W 1990 roku Lech Poznań walczył w Pucharze Europy z wielkim Olympique Marsylia - wówczas najbogatszym i najsilniejszym klubem Europy, głównym faworytem do zdobycia trofeum. Tymczasem w Poznaniu nieoczekiwanie skazani na porażkę Polacy wygrali z "Milionerami z Marsylii", jak nazywano Olympique, 3-2 (prowadzili już 3-1). To był potężny cios dla Francuzów i ogromna sensacja.

W rewanżu polscy piłkarze przegrali jednak bardzo wysoko 1-6. Po powrocie twierdzili, że czuli się fatalnie, mieli zawroty głowy i wymioty. Twierdzili, że stało się tak po wypiciu soku pomarańczowego podanego im w Marsylii. Według relacji poznaniaków, niektórzy z nich słaniali się na nogach, a nawet przysypiali w szatni czy na ławce rezerwowych, co było bardzo dziwne przy takim podnieceniu meczem.

Sugestie Lecha, że otruto go sokiem pomarańczowym uznano za brednie i tanią wymówkę, ale po kilku latach sprawa podawania rywalom środków odurzających wypłynęła w trakcie śledztwa przeciwko Bernardowi Tapie, szefowi OM. Na objawy takie jak Lech skarżyły się też inne zespoły m.in. Dinamo Tirana (przegrało 1-5) czy Dinamo Bukareszt.

Z kolei piłkarze Korei Północnej po porażce z Koreą Południową w eliminacjach mistrzostw świata w 2010 roku oskarżyła rywali o podtrucie. Koreańczycy z Północy skierowali wniosek o śledztwo do FIFA, ale ta go odrzuciła.

Podobny problem dotknął też Michaela Jordana. W przeddzień piątego meczu finałów NBA w 1997 roku do hotelu, w którym mieszkali zawodnicy Chicago Bulls dostarczono pizzę. Zamówił ją Jordan, według własnych relacji zjadł całą sam, a dzień później poczuł się bardzo źle.
 
Stan najlepszego wówczas koszykarza świata pogarszał się z godziny na godzinę, doszło do tego, że Jordan musiał zostać podłączony do kroplówki by zapobiec odwodnieniu organizmu. Już wtedy spekulowano, że dostawcy lub właściciele pizzerii, mając świadomość tego, kto będzie ją jadł, mogli do niej czegoś dosypać lub dodać.
 
Jordan mimo fatalnego samopoczucia zagrał w meczu w Salt Lake City i dał Bykom zwycięstwo nad Utah Jazz. Kilka dni później koszykarze z Wietrznego Miasta cieszyli się z kolejnego mistrzowskiego tytułu.

MP/RN/MR

Tego jeszcze nie widziałeś! Sprawdź nowy Serwis Sportowy Interii! Wejdź na sport.interia.pl!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL