Reklama

Reklama

MŚ piłkarzy ręcznych: Polska - Słowenia 24-25

Fantastyczna pierwsza połowa meczu i katastrofa w drugiej. Polska przegrała ze Słowenią 24-25 bardzo ważny mecz na mistrzostwach świata piłkarzy ręcznych w Hiszpanii, bo zatrzymał nas bramkarz Primoż Prost.

Kliknij, aby zobaczyć zapis relacji NA ŻYWO z meczu Polska - Słowenia!

Reklama

Pierwsza połowa to były jedne z najlepszych 30 minut Polaków w ostatnich latach. Nieprawdopodobna obrona postawiona Słoweńcom, sensowne zagrywki taktyczne, jak wychodzenie pod Urosa Zormana, odcięcie kołowego i przewidywanie podań rozgrywających, dawało znakomite efekty. Takie, jak choćby cztery przechwyty. Świetnie w bramce spisywał się Sławomir Szmal, jak już coś przeleciało przez obronę, to pokazywał swoje umiejętności.

W ataku było również znakomicie, choć mogło być lepiej. Lepiej nie mógł zagrać na pewno Michał Jurecki. "Dzidziuś" chodził jak rakieta między słoweńskimi obrońcami, jak Luke Skywalker, i tylko wybierał, w którą lukę w ich defensywie wypuścić pociski. I tak pięć razy w 30 minut! Bohater numer dwa - Bartosz Jurecki. 100-procentowa skuteczność i wypracowany karny, właściwie można było grać do "Szreka" i być spokojnym o efekt.

Od początku walka toczyła się gol za gol. Słoweńcy mieli mniej atutów - Jure Dolenec jako jedyny był za mały, za szybki i za zwinny dla naszych obrońców. Aż pięć razy trafił do siatki. Z drugiej linii rzucał wielkolud Borut Mackovsek, a w bramce od 17. minuty zaczął się rozkręcać Primoż Prost.

Prowadziliśmy od 6. minuty jednym-dwoma golami aż do 20. minuty. Wtedy na każdy błąd Słoweńców zaczęliśmy odpowiadać golem i z 10-9 zrobiło się 13-9. Szkoda było jeszcze kilku okazji w końcówce, bo mogliśmy schodzić do szatni z minimum pięcioma golami przewagi. Ale przy takiej grze, walce, ambicji i sposobowi na Słoweńców, można to było wybaczyć. Nikt nie przewidział załamania formy po przerwie i to aż w takiej skali.

Drugą połowę Polacy zaczęli tragicznie. Stracili aż pięć goli z rzędu, w tym trzy po atomowych huknięciach z drugiej linii Mackovseka. Obrona totalnie się posypała, Słoweńcy robili co chcieli. W ataku rywal zmienił defensywę, z 3-2-1 na 6-0 ale z obrońcami błyskawicznie wychodzącymi do naszych rozgrywających Michała Jureckiego i Krzysztofa Lijewskiego.

Posypała się nasza defensywa, posypał się też atak. W 18 minut zdobyliśmy tylko cztery gole! Katem był Primoż Prost. Bramkarz francuskiego Montpellier bronił jak w transie! W pierwszej połowie miał sześć udanych interwencji, w drugiej o dwie więcej. Najbardziej upatrzył sobie Lijewskiego. "Lijek" dał się złapać aż 8 razy!

Słoweńcy wyszli na prowadzenie 16-14. Ale to nie był koniec. Odpowiedzieliśmy golem Bartosza Jureckiego, tylko że znowu kolejne trzy zdobyli przeciwnicy i wygrywali już 19-15! Teraz to my musieliśmy gonić, ale gonić musieli ci, którzy w pierwszej połowie grali znakomicie, lecz kosztowało ich to sporo sił. Dziesięć minut przed końcem, po trzech kolejnych golach "Biało-czerwonych" traciliśmy znów tylko jednego gola (19-20).

Jeśli wcześniej były nerwy i emocje, to trudno nazwać inaczej niż horrorem to, co było potem. Dochodziliśmy na jednego gola, Słoweńcy odskakiwali na dwa. 140 sekund przed końcem na 23-24 trafił Michał Bartczak, a z drugiej strony pomylił się Mackovsek. Chyba kluczową piłkę meczu zaliczył znowu Prost, w czystej sytuacji broniąc rzut Bartosza Jureckiego 75 sekund przed końcem. Na dwie bramki wyprowadził Słoweńców Urosz Zorman, a karnego 40 sekund przed końcem zmarnował Michał Kubisztal trafiając w poprzeczkę. Gol Krzysztofa Lijewskiego na 24-25 był już tylko na osłodę.

I na nadzieję. Polaków czeka w czwartek mecz z Serbią, którzy jeszcze na koniec zmierzą się ze Słoweńcami. Wygrana z Serbią da nam nie takie złe drugie miejsce w grupie, a przy ewentualnej późniejszej wygranej Serbów ze Słoweńcami, decydować będą bramki w małej tabeli trzech drużyn. Więc jeszcze nie wszystko stracone.

Polska przegrała na własne życzenie. Podopieczni Michaela Bieglera przestrzelili dwa karne, aż 16 razy bronili bramkarze, do tego mieliśmy cztery słupki i poprzeczki! Pobieżne liczenie daje 22 zmarnowane sytuacje rzutowe! Słoweńcy pod tym względem byli o połowę lepsi. Tak zacięty mecz trudno wygrać przy takiej skuteczności, mimo całkiem niezłej gry w polu, czy w obronie.

W środę w grupie C dzień przerwy. W czwartek o 20.15 Polska zmierzy się z Serbią.  

Autor: Leszek Salva, korespondencja z Saragossy

Polska - Słowenia 24-25 (14-11)

Polska: Marcin Wichary, Sławomir Szmal - Bartosz Jurecki 5, Michał Jurecki 5, Krzysztof Lijewski 4, Bartłomiej Jaszka 3, Adam Wiśniewski 2, Robert Orzechowski 2, Karol Bielecki 1, Kamil Syprzak 1, Michał Bartczak 1, Michał Chodara 0, Przemysław Krajewski 0, Michał Kubisztal 0, Marek Szpera 0.

Słowenia: Gorazd Skof, Primoz Prost - Borut Mackovsek 8, Jure Dolenec 7, Dragan Gajic 6, Uros Zorman 2, Miha Zwizej 1, Luka Zvizej 1, Vid Kavticnik 0, Uros Bundalo 0, Nenad Bilbija 0, Jure Dobelsek 0, Marko Bezjak 0, Sebastian Skube 0, Matej Gaber 0, Gasper Marguc 0.

Kary: Polska - 2 min. plus czerwona kartka dla Kamila Syprzaka; Słowenia - 10 min. Sędziowali: Michal Badura, Jaroslav Ondogrecula (Słowacja).

Zobacz wyniki oraz tabelę "polskiej" grupy

Przegraliśmy ze Słowenią, a po pierwszej połowie było tak pięknie... Dyskutuj!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje