Reklama

Reklama

MŚ piłkarzy ręcznych - Jurkiewicz: Dziękujemy za doping i wiarę do końca

Polscy piłkarze ręczni pokonali w poniedziałek Szwecję 24-20 (10-11) i awansowali do ćwierćfinału mistrzostw świata w Katarze. - Dziękujemy za doping, za wiarę w nas do końca, my to czujemy - mówił zaraz po poniedziałkowym boju rozgrywający Wisły Płock i reprezentacji Mariusz Jurkiewicz.

W środę o godzinie 16.30 Polska zagra z Chorwacją w ćwierćfinale MŚ. Transmisja w TVP. Relacja minuta po minucie w Interii.

Zapraszamy na relację na żywo z meczu Polska - Chorwacja

Relacja na żywo dla urządzeń mobilnych

Andrzej Janisz: Dziękuję. W swoim imieniu, w imieniu słuchaczy Polskiego Radia, w imieniu wszystkich polskich kibiców. Dziękujemy.

Mariusz Jurkiewicz: - To my dziękujemy. Za doping, za wiarę w nas do końca, my to czujemy. Że jest tu nasza publiczność, mimo że gramy tak wiele kilometrów od domu. W ciężkich momentach czujemy wsparcie kibiców i cieszę się, że mogliśmy im coś oddać, dać radość z tego zwycięstwa.

Na czym polegało odrodzenie polskiej reprezentacji? Zupełnie inaczej reagowaliście na boisku, inaczej żyła ławka.

- To jest 1/8 finału, wiedzieliśmy, że tutaj potknięcie eliminuje nas z turnieju. Może gdzieś to siedziało nam w głowach, że byliśmy pod ścianą, że jakikolwiek błąd spowodowałby przedwczesny odjazd do domu. Kluczem do tego zwycięstwa było to, że nawet kiedy gorzej graliśmy - były takie fragmenty - nie pozwoliliśmy odskoczyć Szwedom na kilka bramek przewagi. Trzymaliśmy wynik blisko remisu, w końcówce graliśmy skuteczniej niż do tej pory, długie akcje. Mimo, że Andersson miał kilka fantastycznych obron, udało nam się uzyskać dwubramkową przewagę. To pozwoliło nam kontrolować spotkanie i Szwedzi w końcówce musieli się spieszyć, stąd większa liczba ich strat.

Oni znów zagrali tak jak wy chcieliście. Znów "zamroziliście" mecz.

- Już przed meczem wiedzieliśmy, że w tym spotkaniu nie będzie zbyt wielu bramek. Świetni bramkarze, może się powtarzam, proszę mi wybaczyć, ale powtarzam - kluczem do zwycięstwa była gra na styku. Może zachowaliśmy trochę więcej zimnej krwi, może w końcówce mieliśmy trochę więcej szczęścia i to my wyszliśmy na prowadzenie.

Czy w momencie, kiedy mieliście trzy bramki przewagi, wiedzieliście już, że wygracie ten mecz?

- Nie wiedzieliśmy, ale to dało nam na pewno odrobinę więcej spokoju. Szwedzi musieli się w tym momencie spieszyć, to oni oddawali rzuty z nieprzygotowanych sytuacji i gubili piłkę. My mieliśmy za zadanie grać na tyle długo, aby uzyskać jakąś wygodną pozycję i to nam się udawało. Kilka bramek zostało zdobytych po rękach bramkarza lub po bloku, więc mieliśmy trochę więcej szczęścia i dzięki temu jesteśmy tam, gdzie chcieliśmy być.

Kiedy w pierwszej połowie Sławomir Szmal obronił karnego, powiedziałem: "tego meczu nie możemy przegrać".

- To świetnie. Mam nadzieję, że będziecie mogli tak wróżyć z naszych akcji również w następnych spotkaniach i liczę na to, że my też damy wam jeszcze powody do radości.

Nie rozmawiamy o Chorwacji, na to jeszcze czas.

- Mamy teraz czas na odpoczynek, będziemy analizować grę Chorwatów. Nie wykonamy też zbyt wielkiej pracy, bo mamy w kościach trudy tego turnieju i o wielkim trenowaniu nie ma teraz mowy. Teraz jest czas na regenerację, na analizę. Teraz także nie mogliśmy wiele przećwiczyć, bo za szybko gramy następne spotkanie, aby mówić o jakimś treningu, przygotowaniu czy strategii.

Czyli teraz mistrzostwa walecznych...

- Teraz musimy dawać z siebie tyle, ile mamy. Każda drużyna jest już zmęczona. U każdej z drużyn będą się pojawiały błędy. Myślę, że ten, kto zachowa więcej zimnej krwi i spokoju, będzie w kolejnej fazie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje