Reklama

Reklama

Michał Jurecki: Z Rosją wygrać, nie kalkulować

- Najważniejsze to wygrać z Rosją - mówi bohater ostatniej akcji w meczu z Francją, Michał Jurecki. Bohater tragiczny, bo jego rzut obronił bramkarz Ciril Dumoulin i "Trójkolorowi" wygrali 28-27.

W piątek o 18 w ENRgi Arenie w Aarhus "Biało-czerwoni" zagrają ostatni mecz fazy grupowej ME w piłce ręcznej Rosją, którego stawką jest awans do drugiej rundy. Polakom ten awans daje wygrana, ale jeśli uda im się pokonać Rosjan jednym lub dwoma golami (przy porażce Serbów z Francją), to w fazie głównej będą mieć dwa punkty (bo awansuje również Rosja). Jeśli zwycięstwo będzie wyższe, to awansujemy z zerowym dorobkiem (z gorszym bilansem bramkowym Rosjanie spadną w tabeli za Serbów).

Leszek Salva: Śnił ci się ten ostatni, feralny rzut z meczu z Francją?

Reklama

Michał Jurecki: - Problem w tym, że nic mi się nie śniło, bo w ogóle bardzo mało spałem.

Przez ten rzut?

- Ogólnie przez ten mecz. Gdybym rzucił, byłby remis. Gdyby koledzy trafiali wcześniej w stuprocentowych sytuacjach, to moglibyśmy nie tylko zremisować, ale nawet wygrać. Tak wyszło, że ten ostatni rzut był ustawiony pode mnie. Nie wyszedł mi. Trzeba grać dalej.

Nikt normalnie myślący o ten rzut pretensji do ciebie mieć nie powinien. A ty się sam biczujesz, za to że ci nie wyszło?

- Zaraz po meczu dużo o tym myślałem, że mogłem to inaczej wykonać, rzucić w inny róg bramki, ale wybrałem taką opcję i już tego nie zmienię.

Jak możliwa jest taka zmiana formy w ciągu dwóch dni - od delikatnie mówiąc przeciętnej do bardzo dobrej.

- To jest sport. Każdy mecz wygląda inaczej. To samo mogą powiedzieć Francuzi - z Rosją wygrywali cały czas dziesięcioma bramkami (wygrali 35-28 - red.), a z nami męczyli się do ostatnich sekund.

A co zrobić, żeby takie mecze zdarzały się częściej? Żeby wyjątkiem były słabe mecze, a nie tak dobre w waszym wykonaniu jak z Francją.

- W pierwszym meczu zagraliśmy słabo i przegraliśmy. W drugim meczu zagraliśmy lepiej - i też przegraliśmy. Dla mnie to też jest dziwne, a przecież zawsze wychodzimy na boisko po to, żeby wygrywać. W sumie to ważniejsze jest nawet to, że bez względu na to czy mamy grać dobrze, czy słabo, to żeby na końcu zdobyć dwa punkty.

W piątek decydujący mecz z Rosjanami. A tu już nie będzie chodziło tylko o to, by wygrać, bo trzeba kalkulować jak nisko można wygrać.

- Musimy podchodzić do tego meczu tak, by go przede wszystkim wygrać. Bo tylko wtedy wchodzimy do następnej rundy. Wiemy, że mamy problem - że możemy zabrać ze sobą dwa punkty lub zero.

Wyobrażasz sobie, że da się w piłce ręcznej tak wyreżyserować swoją grę, by wygrać jednym golem?

- To jest niewykonalne. W piłce ręcznej pada tyle bramek, że trafienie konkretnego wyniku jest rzeczą praktycznie niemożliwą. Więc sprawa jest prosta - skupiamy się tylko na tym, by wygrać z Rosją.

Rozmawiał w Aarhus Leszek Salva

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL