Reklama

Reklama

Medal, który zakłamuje obraz piłki ręcznej w Polsce

Siła polskiej piłki ręcznej to kilka powtarzających się od lat nazwisk. Szkolenie w zakresie tej dyscypliny jest nieźle ułożone, ale tylko niewielu utalentowanych zawodników osiąga profesjonalny poziom umiejętności. W efekcie kadrowiczów w kraju wybieramy spośród 17-18 tys. szczypiornistów, podczas gdy Francja ma ich pół miliona, a Niemcy milion! Na dodatek selekcjoner "Biało-czerwonych" nie zawsze wie, o co chodzi... Sytuację w naszej piłce ręcznej po MŚ w Katarze i przed ME w Polsce analizuje Leszek Salva.

W styczniu 2016 roku odbędą się w Polsce mistrzostwa Europy szczypiornistów. Największa w historii impreza tej dyscypliny w naszym kraju. W jakiej kondycji przystąpi do nich polska piłka ręczna? Czy brązowy medal ostatniego mundialu w Katarze oddaje rzeczywisty stan polskiego handballu?

Piłka ręczna jest na końcu wyliczanki organizatorów wielkich imprez. Nad Wisłą były już w ostatnich latach mistrzostwa Europy w siatkówce i koszykówce kobiet i mężczyzn oraz piłkarskie Euro 2012, były siatkarskie mistrzostwa świata zakończone złotym medalem "Biało-czerwonych". Już samo to, że piłka ręczna przystępuje do organizacji takiej imprezy jako ostatnia z ważnych gier zespołowych, daje do myślenia.

Reklama

Sami wysoko powiesili poprzeczkę przed Euro 2016

W dobry nastrój wprawia wszystkich wielki sukces osiągnięty przez reprezentację Polski na ostatnich mistrzostwach świata w Katarze. Brązowy medal, zdobyty po niesamowitym turnieju, niesamowitych meczach i w niesamowitych okolicznościach, rysuje obraz tego sportu w różowych kolorach.

- Na mistrzostwach Europy w przyszłym roku naszą drużynę czeka bardzo trudne zadanie, bo skoro teraz zdobyła brąz, to zawodnicy nie mogą twierdzić, że celem będzie wyjście z grupy. Muszą mówić, że celem jest finał i sami sobie tę poprzeczkę tak wysoko zawiesili - uważa Wojciech Nowiński, trener złotej polskiej młodzieżówki z mistrzostw świata z 2002 roku, dziś ceniony także jako komentator telewizyjny.

- Ja od dłuższego czasu mówiłem, że nasza drużyna jest w stanie powalczyć z każdym. Na mistrzostwach w Polsce oczekiwania wobec zawodników będą większe, także dlatego, że my sami będziemy od siebie więcej wymagać - zapewnia Sławomir Szmal, kapitan polskiej reprezentacji.

Pytanie, czy Polacy podołają temu zadaniu? Jeżeli popatrzymy na katarski mundial, odpowiedź musi być twierdząca, bo jednym z nieoficjalnych haseł tego turnieju było, że "w Katarze wszystko jest możliwe". Możliwe było więc wyrzucenie z turnieju jednej drużyny (z obszaru Oceanii), wciśnięcie na to miejsce innej (Niemców), rozegranie mistrzostw w zaledwie trzech halach, kupienie kibicowskich najemników i dotarcie egzotycznej drużyny gospodarzy do finału!

Ale skoro w samym Katarze można zbudować galerię handlową z pełnowymiarowym, ogólnodostępnym i całorocznym lodowiskiem, albo taką, po której się pływa gondolami, albo stawia się halę na środku pustyni 40 km od cywilizacji, a kolejną burzy się zaraz po mistrzostwach, to wyniki i sportowa otoczka turnieju nie mają prawa dziwić.

Czy w Polsce także wszystko - w sensie sportowym - będzie możliwe? Można mieć wątpliwości. Brązowy medal w Katarze został osiągnięty siłami własnymi zawodników i sztabu medycznego, który przygotowywał zespół do dziewięciu morderczych meczów rozgrywanych w dwa tygodnie. To głównie indywidualne, wielkie umiejętności sportowe kluczowych graczy zadecydowały o wyniku.

Przez cały turniej "ciągnął" nasz zespół Michał Jurecki, a w poszczególnych spotkaniach na wyżyny wspinali się kolejni gracze. Dwa razy na początku był to Krzysztof Lijewski, który potem doznał kontuzji i już nie wrócił do gry na mistrzostwach. Potem pałeczkę przejmowali: Karol Bielecki, Andrzej Rojewski, Mariusz Jurkiewicz, Piotr Chrapkowski, a w końcówce Kamil Syprzak i Michał Szyba.

Decyzyjni stali z tyłu

Cały czas swój dobry, wysoki poziom utrzymywali Sławomir Szmal i Bartosz Jurecki. Kluczowi gracze dołożyli do tego umiejętności taktyczne. To oni decydowali, jak zagrać w obronie i w ataku, oni dobierali zawodników, oni motywowali kolegów. Dla osób postronnych, niedzielnych kibiców szczypiorniaka, wszystko wyglądało fajnie - była walka, emocje i w końcu sukces. Pojawiał się też w telewizyjnych relacjach trener Michael Biegler, który firmował wielki sukces swoim nazwiskiem. Tajemnicą poliszynela jest jednak to, że jego udział w brązowym medalu był stosunkowo niewielki, a z pewnością za mały.

W decydujących sekundach dogrywki meczu o brąz z Hiszpanią doszło do wielkiego zamieszania - Michał Jurecki wymieniał zawodników jednego po drugim, by podwyższyć blok, za rękę przyciągnął dwumetrowców: Bieleckiego, Syprzaka i Chrapkowskiego. Trener w tym czasie kłócił się z delegatem o dwie sekundy. To tylko jeden z przykładów. Na większości przerw na żądanie, po krótkiej pogadance trenera, zawodnicy między sobą ustalali, co będzie grane. Zresztą i tak słuchali go tylko ci młodsi stażem w kadrze, starsi i decyzyjni stali z tyłu.

Możliwe, że tak będzie wkrótce wyglądała piłka ręczna, ale póki co tak nie jest. To jednak trenerzy mają decydujący wpływ na ustalanie taktyki, zagrywek, przygotowanie do meczu pod konkretnego przeciwnika, analizę gry. Polski zespół nie miał ani jednego, ani drugiego, ani trzeciego. To widzą ci, którzy o piłce ręcznej mają trochę pojęcia.

Jeden ze znanych polskich trenerów mówił, że w tej sytuacji kadry najbardziej go dziwi najwyższy z możliwych poziom lojalności zawodników wobec trenera. Być może jest im w takim układzie dobrze, skoro nie reagują i nie komentują. Ale trudno uwierzyć w to, że nie chcieliby mieć w trenerze wsparcia taktycznego.

MŚ to nie sanatorium

To nie jest wniosek tylko po ostatnim turnieju w Katarze. Tak było i rok temu na mistrzostwach Europy w Danii, i dwa lata temu na mundialu w Hiszpanii. Wtedy jednak można było liczyć, że coś się zmieni, bo niemiecki szkoleniowiec pracował z zespołem dopiero od kilku miesięcy. Nie zmieniło się wiele, a w perspektywie mamy najważniejszy start w najbliższych latach, czyli mistrzostwa Europy w Polsce. Jednak tematu zmiany trenera nie było, nie ma i do naszego Euro nie będzie.

Selekcjoner ma do wykonania najważniejsze zadanie: odnieść sukces w Euro 2016. Po dwóch z trzech lat jego pracy w Polsce powinniśmy widzieć zespół, który zbiera szlify na styczniową kampanię. Ale trudno się oprzeć wrażeniu, że kadrę nadal ciągną gracze, którzy byli kluczowi także w latach przed Bieglerem: bracia Jureccy, Jurkiewicz, Bielecki, Lijewski, Szmal, Wyszomirski, Syprzak, Wiśniewski.

Zawodników, których "odkrył Biegler, jest jak na lekarstwo. Jakub Łucak, skrzydłowy który wystrzelił rok temu w Danii, a teraz podpisał kontrakt z Vive Tauronem Kielce. Kto jeszcze? Piotr Masłowski, który jest środkowym rozgrywającym, w Katarze nie zagrał nawet sekundy. Jeśli to on ma być kiedyś następcą Jurkiewicza czy Jaszki, to kiedy zbierze potrzebne doświadczenie? Nabrał go za to z pewnością Michał Daszek. Skrzydłowy Orlenu Wisły Płock w Katarze spędził najwięcej minut na boisku ze wszystkich naszych kadrowiczów, bo Robert Orzechowski pojechał na turniej na kredyt. Między jedną kontuzją a drugą przytrafiła mu się kolejna. Mistrzostwa świata to jednak nie sanatorium dla podreperowania zdrowia i może trzeba było zabrać Patryka Kuchczyńskiego?

Po sześciu latach posuchy


Polskiej piłce ręcznej katarski sukces i tak był potrzebny jak tlen. Wcześniej medal zdobyliśmy sześć lat temu, w Chorwacji. Teraz znów pojawiła się szansa, by fantastyczne spektakle stworzone przez "Biało-czerwonych" wyniosły dyscyplinę w górę, nadały jej prędkości. Drużyna zrobiła swoje, następny ruch należy do działaczy. I, jak przekonuje wspomniany na wstępie trener Wojciech Nowiński, nie chodzi o poprawę szkolenia.

- Szkolenie nie jest źle zorganizowane. Mamy ośrodki gimnazjalne, klasy sportowe, szkoły mistrzostwa sportowego, do tego prowadzą je kluby. Problemem jest to, że po drodze popularność naszej dyscypliny ginie. Ona jest mała i dlatego najlepszych wybieramy ze stosunkowo niewielkiej grupy. Skoro teraz mamy 17-18 tysięcy grających, to nawet jak to podwoimy, co byłoby rewelacyjnym wynikiem, będzie to dopiero 30 tysięcy... Możliwość selekcji radykalnie się nie poprawi. Gdzie my jesteśmy przy 350 tysiącach trenujących w Hiszpanii, 500 tysiącach we Francji czy milionie w Niemczech? - martwi się trener Nowiński.

- W każdej dyscyplinie, jeśli jest stagnacja, to się schodzi schodami w dół. Powinniśmy cały czas iść tymi schodami do góry i ciągnąć tę dyscyplinę jak najwyżej. Teraz, patrząc na wyniki, to tej stagnacji nie ma, ale pytanie kluczowe jest takie, co będzie po polskim Euro i co będzie po igrzyskach w Rio - zastanawia się Sławomir Szmal.

Przyszłoroczne mistrzostwa Europy w Polsce są ogromną szansą właśnie na popularyzację piłki ręcznej w naszym kraju, nadanie jej pierwszej prędkości kosmicznej i wyjście na orbitę sportów stale obecnych w mediach. Wynik sportowy może jej w tym pomóc, ale on zależy od tak wielu czynników, że nie można się na nim tylko opierać.

W 2007 roku męska piłka ręczna wyszła z niebytu, gdy drużyna Bogdana Wenty zdobyła wicemistrzostwo świata w Niemczech. Dwa miesiące wcześniej w finale mistrzostw świata w Japonii grali siatkarze pod wodzą Raula Lozano i też zdobyli srebro. Wystarczy porównać siłę, jaką dziś prezentuje polska siatkówka, a jaką piłka ręczna. Dlatego katarski brąz i przyszłoroczne Euro są kolejną szansą na cywilizacyjny skok polskiej piłki ręcznej.

Leszek Salva

Piłka ręczna w Polsce jest na niskim poziomie? Dyskutuj!



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje