Reklama

Reklama

ME piłkarzy ręcznych. Polska - Francja 27-28

Francja - jeden z głównych kandydatów do złotego medalu - pokonała polskich piłkarzy ręcznych 28-27 w mistrzostwach Europy rozgrywanych w Danii. Bohaterem w ekipie naszych rywali został bramkarz Cyril Dumoulin. Piątkowe spotkanie z Rosją zadecyduje o tym, czy "Biało-czerwoni" wyjdą z grupy C.

Zobacz zapis tekstowej relacji na żywo z meczu Polska - Francja

Reklama

Polscy piłkarze ręczni jednak nie sprawili niespodzianki i przegrali z mistrzami olimpijskimi z Londynu Francuzami w drugim meczu na mistrzostwach Europy. A byli o krok od sprawienia ogromnej sensacji, przegrali tylko jednym golem, a w ostatniej sekundzie mieli szanse odebrać rywalom wygraną

Porażka porażce nierówna - w poniedziałek z Serbią Polacy zagrali tragicznie w ataku i przegrali 19-20 z, jak się okazało, bardzo przeciętnym zespołem bałkańskim. W środę stawili czoła jednemu z głównych faworytów do złota i na ich grę przyjemnie było patrzeć.

Jak wypełniony dynamitem rozpoczął spotkanie Piotr Chrapkowski i zagrał, jakby chciał w pojedynkę Francuzów zmieść z parkietu. Dał nam prowadzenie ale cztery kolejne jego rzuty pobudziły tylko do interwencji francuskiego bramkarza Cyrila Dumoulina. Potem nastąpiło to, co powinno. Francuzi rzucali swoje bramki z łatwością, jakby to była gra komputerowa. Po prostu Jerome Fernandez albo Nikola Karabatić robili zwód albo wyskakiwali, ale czego by nie robili, to był gol.

A Polacy odpowiadali na to sposobem najlepszym z możliwych: zespołową grą i golami a to z koła, a to ze skrzydła, a to po indywidualnych wejściach we francuska obronę. Ale zagrać dobrze z Francją pięć minut - może prawie każdy, dziesięć - już trudniej znaleźć, ale żeby prowadzić dwoma golami, na przerwę schodzić z jednym trafieniem straty, a zaraz po wyjściu z szatni wygrywać? Do tego trzeba być kozakiem. Polacy nie spalili się przed meczem, byli ambitni, waleczni i - tym razem - wiedzieli, co mają robić. Obrona funkcjonowała równie dobrze, jak w poprzednim spotkaniu z Serbią, i Francuzi nie bardzo wiedzieli, co się dzieje.

Tylko przez moment pierwszej połowy Francuzi mogli być spokojniejsi. Prowadzili 14-11 po czterech golach z rzędu i wykorzystaniu gry w przewadze. Ale jeszcze przed przerwą Polacy odrobili część strat, a po wyjściu z szatni wrócili na prowadzenie.

Świetnie spisywali się Sławomir Szmal w bramce i Krzysztof Lijewski w ataku, a do tego Jakub Łucak, który z powodu kontuzji Roberta Orzechowskiego musiał na prawym skrzydle grać cały mecz. I miał stuprocentową skuteczność, a do tego był ruchliwy w obronie i zaliczył kilka przechwytów. Starsi koledzy nie kryli radości z jego udanych zagrań, a na koniec dostał nagrodę dla najlepszego gracza w polskim zespole.

Walka gol za gol trwała w najlepsze, a co nadal zaskakujące, to prawie cały czas na prowadzeniu byli "Biało-czerwoni": 20-19, 21-20. W dodatku to, że Francuzi nadal byli w meczu zawdzięczali niemal wyłącznie tylko dwóm zawodnikom: Nikoli Karabatićowi i bramkarzowi Dumoulinowi. A to ten drugi odegrał kluczową rolę w końcowym kwadransie meczu. W 45. minucie Polska prowadziła 21-20 a trzy minuty później przegrywała 22-25, bo na boisku pojawił się William Accambray i trzy razy z rzędu rzucił jak chciał, zaskakując polską obronę. Polacy gonili jeszcze z całych sił, ale to co w końcówce wyczyniał w bramce Dumoulin przyprawiało o ból głowy - bronił w każdej sytuacji i dzięki niemu Francja ten mecz... wygrała!

Heroiczną końcówką Polacy doprowadzili do remisu 27-27, ale stracili gola 20 sekund przed końcem. Gdy pozostały trzy sekundy Polacy oddawali rzut - ostatni i decydujący, ale Dumoulin znowu obronił, tym razem w wykonaniu Michała Jureckiego i to Francja wygrała ciesząc się po meczu jak z medalu.  

Spotkanie z Francją pokazało, że Polacy nadal potrafią wznieść się na poziom najlepszych drużyn Europy, ale na razie nie jest to reguła, a wyjątek. Te proporcję trzeba odwrócić. Polscy kibice, których blisko tysiąc fantastycznie dopingowało w hali w Aarhus zasłużyli, by taką reprezentację Polski oglądać jak najczęściej, a nie od święta.

We wcześniejszym środowym spotkaniu grupy C niespodziewanie Rosja pokonała Serbię 27-25.

W piątek Polacy zagrają z Rosją w meczu o być albo nie być na mistrzostwach Europy w Danii.

Leszek Salva, Aarhus

Grupa C (Aarhus):

Polska - Francja 27-28 (14-15)

Polska: Sławomir Szmal - Bartłomiej Jaszka 2, Krzysztof Lijewski 4, Karol Bielecki, Adam Wiśniewski 1, Bartosz Jurecki 3, Michał Jurecki 2, Piotr Grabarczyk, Mariusz Jurkiewicz 3, Kamil Syprzak, Jakub Łucak 5, Przemysław Krajewski 2, Michał Szyba 1, Piotr Chrapkowski 4.

Francja: Cyril Dumoulin - Jerome Fernandez 3, Igor Anic 4, Daniel Narcisse, Alix Nyokas 1, Nikola Karabatic 8, Mathieu Grebille, William Accambray 4, Luc Abalo 2, Cedric Sorhaindo 2, Michael Goigou 4, Luka Karabatic.

Kary: Polska - 12 minut; Francja - 12 minut. Widzów: 2785.

Rosja - Serbia 27-25 (14-14)

M   Z  R  P   bramki   pkt

 1. Francja           2   2  0  0   63-55     4

 2. Serbia            2   1  0  1   45-46     2

 3. Rosja             2   1  0  1   55-60     2

 4. Polska            2   0  0  2   46-48     0

grupa D (Kopenhaga):

Chorwacja - Czarnogóra  27-22 (13-12)

Szwecja - Białoruś      30-22 (13-10)

                      M   Z  R  P   bramki   pkt

 1. Chorwacja         2   2  0  0   60-44     4

 2. Szwecja           2   2  0  0   58-43     4

 3. Czarnogóra        2   0  0  2   43-55     0

  4. Białoruś          2   0  0  2   44-63     0

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje