Reklama

Reklama

ME piłkarzy ręcznych: Kibice - ósmy zawodnik reprezentacji

Mecze reprezentacji piłkarzy ręcznych podczas mistrzostw Europy w Danii rozgrywane są przy ogłuszającym dopingu polskich kibiców. Skandowanie okrzyków "Gramy u siebie" jest w Aarhus na porządku dziennym.

Trybuny hali NRGi Arena, która maksymalnie może pomieścić ponad 4,7 tys. widzów, są na każdym meczu Polaków biało-czerwone i to bynajmniej nie ze względu na barwy narodowe gospodarzy turnieju. Zawodnicy innych drużyn nie mogą liczyć na takie wsparcie.

Przeważająca część fanów drużyny prowadzonej przez niemieckiego szkoleniowca Michaela Bieglera to pracujący w Danii Polacy.

Kilku z nich, pochodzących z Sępólna Krajeńskiego (woj. kujawsko-pomorskie), przywiózł do Aarhus ich pracodawca. W Danii pracują od ponad dziesięciu lat.

Reklama

- Kupiliśmy bilety przez internet. Zostały tylko te najdroższe, po 550 koron (ok. 300 zł) za dzień. Ale zarabiamy tu bardzo dobrze, więc to nie stanowiło problemu. Gdy dowiedzieliśmy się, że przyjadą Szwedzi, to natychmiast się skrzyknęliśmy, bo musimy ich zagłuszyć i wesprzeć naszych - powiedział Maciek, który pracuje na budowie w okolicach Aarhus.

Przekonują, że ich przyjazd na ME piłkarzy ręcznych nie był spowodowany sympatią akurat do tej dyscypliny, ale miłością do kraju ojczystego. - Nie jest ważne, czy to piłka ręczna, czy co innego, ważne, że grają nasi, "Biało-czerwoni". Jeździmy na wszystko, co jest związane z Polską - dodał.

Gdy zdecydowali się na wyjazd za granicę byli bardzo młodzi. - Mieliśmy po 20 lat i wtedy traktowaliśmy to bardziej jak wielką przygodę. Poza tym w kraju nie mieliśmy roboty, więc trzeba było sobie jakoś radzić. Za to jak zobaczyliśmy pierwszą wypłatę, to nas trochę przytkało - wspominał Krzysztof, który pracuje w leśnictwie i zajmuje się wycinką drzew.

Wszyscy zgodnie zapewniają, że Duńczycy to generalnie mili ludzie. Podkreślają, że w pracy nie ma obijania się, wychodzenia na papierosa itp. Wszystko należy załatwić w czasie określonych przerw. Rekompensują to zarobki.

- Polacy uważani są za solidnych, dobrych pracowników. Jednak też wiadomo, że lubią wypić. Jeśli to nie przeszkadza w wypełnianiu obowiązków, to miejscowi nie oburzają się - powiedział Krzysztof.

Na trybunach NRGi Arena zasiedli też zapaleńcy, którzy jeżdżą na wszystkie mecze polskich szczypiornistów, jak grupa ze Szczecinka i Gliwic.

- Jeździmy za naszą drużyną już od 2007 roku. Np. w zeszłym roku byliśmy na mistrzostwach świata w Hiszpanii - wspomniał jeden z nich.

Trzecią kategorię stanowią kibice, którzy wykupili specjalne wycieczki na mistrzostwa i w zależności od zasobów finansowych przyjeżdżają autokarami na jeden, dwa lub trzy dni meczowe.

W czasie spotkań, kto skąd pochodzi nie ma najmniejszego znaczenia. Organizatorzy już się nauczyli, że podczas prezentacji odtwarzają tylko pierwsze takty "Mazurka Dąbrowskiego", potem hymn rozbrzmiewa odśpiewany a cappella. Krajanom ciarki przechodzą po plecach, a przedstawiciele innych nacji z uznaniem i zazdrością biją im brawo.

Z Aarhus Cezary Osmycki

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL