Reklama

Reklama

ME piłkarzy ręcznych - E. Lijewski: Mecz z Francją napawa optymizmem

Eugeniusz Lijewski, ojciec piłkarzy ręcznych Krzysztofa i Marcina, uważa, że postawa polskiego zespołu w meczu z Francją, mimo porażki, napawa optymizmem przed ostatnim grupowym spotkaniem mistrzostw Europy z Rosją, który odbędzie się w Aarhus w piątek.

- Jesteśmy może niezupełnie na fali wznoszącej, ale postawa naszej drużyny w meczu z Francuzami (przegranym przez "Biało-czerwonych" 27-28) daje podstawy do optymizmu. Zagraliśmy dobre spotkanie, zabrakło szczęścia. Porażka z takim zespołem wstydu nam nie przynosi - powiedział.

Polacy po dwóch meczach czempionatu w Danii są bez punktu i by myśleć o awansie do kolejnej rundy, muszą w piątek pokonać Rosjan. - Jestem optymistą i myślę, że stać nas na zwycięstwo. Rosjanie mają swoje problemy, na pewno sporo sił stracili w pojedynku z Serbią i w tym upatruję szansy - dodał Lijewski, który obecnie zajmuje się szkoleniem młodych piłkarzy ręcznych w rodzinnym Ostrowie Wielkopolskim.

Reklama

Ojciec znakomitych zawodników (na mistrzostwach w Danii gra tylko młodszy z braci - Krzysztof) przyznał, że oczekiwania kibiców po zwycięskim turnieju na Węgrzech zostały może trochę za mocno rozbudzone.

- Dla mnie to były solidne sparingi, takie mecze treningowe. To że wygrywaliśmy, o niczym nie świadczy. Wielu młodym zawodnikom brakuje meczów o stawkę, takich +o wszystko+. Niestety, do tego zupełnie +siadła+ nam skuteczność. Z drugiej strony widzę mały postęp, z meczu na mecz gramy coraz lepiej. Michał Jurecki wygląda już znacznie korzystniej po kontuzji ścięgna Achillesa, z Francją zagrał bardzo dobrze. Sławek Szmal może nam zbyt dużo w tym meczu akurat nie pomógł, ale to jest bardzo wartościowy bramkarz i jeśli przeciwko Rosji zagra tak jak z Serbią, to jestem spokojny - zaznaczył.

Lijewski zwrócił też uwagę na kłopoty z rozgrywaniem akcji w końcówkach obu spotkań, a jeszcze kilka lat temu to właśnie polscy piłkarze potrafili w decydujących momentach odwrócić losy meczu.

- Wszystko kiedyś się rozpoczyna i wszystko kiedyś się kończy. Pamiętam kilka takich meczów, które wygrywaliśmy rzutami Mariusza Jurasika czy Karola Bieleckiego w ostatnich sekundach. Bardzo bolała mnie końcówka, szczególnie spotkania z Serbią, gdzie mieliśmy kilkanaście sekund i nie potrafiliśmy mądrze wykorzystać gry w przewadze. Musimy pracować nad tym, żeby więcej nie marnować takich sytuacji. Powinniśmy mieć jeden stały schemat, który będzie zawsze stosowany, gdy pojawi się taka dramatyczna sytuacja. A na mistrzostwach Europy nie wygrywa się 9-10 bramkami, tutaj wynik jest często +na styku+, takie końcówki również - podkreślił.

Jego zdaniem w polskiej ekipie brakuje egzekutora, kogoś, kto właśnie w ostatnich sekundach wziąłby na siebie odpowiedzialność. - Takich zawodników jak Grzegorz Tkaczyk, Marcin Lijewski, Jurasik czy Bielecki jeszcze sprzed kontuzji oka, nie zastępuje się z roku na rok. Musimy takiego piłkarza po prostu znaleźć. Jednym z takich egzekutorów mógłby być Piotrek Chrapkowski, który przy swoim blisko dwumetrowym wzroście dysponuje bardzo silnym rzutem. Brakuje mu jednak doświadczenia, a czasami też zdrowia - podsumował Lijewski.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL