Reklama

Reklama

ME piłkarek ręcznych. Ewa Andrzejewska: Nie poddamy się

​- Na mecz z Niemkami wyjdziemy z podniesionymi głowami, będziemy walczyć do końca. Dopóki piłka w grze wszystko może się zdarzyć i nie poddamy się. Jesteśmy rozczarowane własną postawą, bo wiemy, że potrafimy - mówi przed ostatnim grupowym pojedynkiem na mistrzostwach Europy, z Niemkami, Ewa Andrzejewska, rozgrywająca reprezentacji Polski w piłce ręcznej.

"Biało-czerwone" we wtorek przegrały z z Holandią 21-30, ponosząc drugą porażkę.

- Na pewno wyszłyśmy na ten mecz tylko po to, żeby go wygrać. Wiedziałyśmy, że możemy to zrobić, Holenderki stały pod ścianą. Zdawałyśmy sobie sprawę z tego, że jak zdobędziemy dwa punkty, to praktycznie będą poza turniejem. Chciałyśmy zwyciężyć, niestety zawiodła nas skuteczność, co pokazał też wybór najlepszej zawodniczki meczu. Dawałyśmy im darmowe kontrataki i bramki. To doświadczony zespół, który wykorzystał nasze fatalne błędy rzutowe. Posypała się obrona, przez co nie pomagałyśmy bramkarkom i nie mogłyśmy wyprowadzać kontr. Stąd taki wynik - podsumowała porażkę z Holandią Andrzejewska.

Reklama

Jak podkreśla rozgrywająca reprezentacji Polski nie wszystko jest stracone. - Wierzymy do ostatniej minuty i na mecz z Niemkami wyjdziemy z podniesionymi głowami, będziemy walczyć do końca. Dopóki piłka w grze wszystko może się zdarzyć i nie poddamy się. Jesteśmy rozczarowane własną postawą, bo wiemy, że potrafimy. Przed mistrzostwami grałyśmy na równi z Hiszpanią, co pokazuje, że zespół ma potencjał. Na dzisiaj potrzebujemy więcej czasu, żeby się zrozumieć, dopracować pewne rzeczy, a - jak pokazał mecz z Holandią - brakuje nam dużo - dodała.

Dowiedz się więcej na temat: ME piłkarek ręcznych | Ewa Andrzejewska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje