Reklama

Reklama

Mariusz Jurkiewicz: Nie wybiegam w przyszłość

- Nie wybiegam daleko w przyszłość, bo życie natychmiast weryfikuje moje plany - powiedział 30-letni rozgrywający reprezentacji Polski piłkarzy ręcznych i Atletico Madryt Mariusz Jurkiewicz, uczestnik obywających się w Hiszpanii mistrzostw świata.

Jest pan jedynym zawodnikiem w polskiej reprezentacji, który na co dzień gra w Hiszpanii. Czy długo pan tu pozostanie?
Mariusz Jurkiewicz: - Staram się daleko nie wybiegać w przyszłość, bo życie natychmiast weryfikuje plany. Biorąc pod uwagę sytuację ekonomiczną tego kraju i mojego klubu, trudno mi powiedzieć, czy będziemy długo jeszcze w stanie grać na najwyższym poziomie. Mam nadzieję, że tak będzie, ale możliwe też, że trzeba będzie zaraz pakować manatki i szukać sobie kolejnego klubu. Obecnie sytuacja w Hiszpanii jest niezbyt klarowna i nie można być zbyt pewnym co będzie jutro.
Piłkę ręczną też dopadł kryzys?
- Tu wszystkiego dopadł kryzys, nawet futbol ma problemy. Piłka ręczna nie jest tu tak popularna jak piłka nożna, która jest tu praktycznie religią. To jest sport absolutnie numer 1. W dalszej kolejności idzie koszykówka, tenis, później są sporty, o których my nie mamy bladego pojęcia, jak chociażby pelota, a one są tu szalenie popularne. Mimo sukcesów w ostatnich latach piłka ręczna jest schowana gdzieś tam pomiędzy inne dyscypliny.
Czy nie obawia się pan, że Atletico też może zbankrutować?
- Nie mam 15 lat i nie jestem na tyle naiwny, żeby nie brać pod uwagę, że może się wszystko zmienić. Już nie takie rzeczy widziałem w Hiszpanii. Kluby upadały z dnia na dzień, tak jak było z naszą zmianą z Ciudad Real na Atletico Madryt, o czym dowiedzieliśmy się w trakcie wakacji. Mało kto się tego spodziewał. Mam nadzieję, że będę mógł spokojnie dokończyć kontrakt i będę mógł go przedłużyć.
Czy istnieje opcja powrotu do kraju? Tak zrobiło już wielu pana kolegów z reprezentacji jak Sławomir Szmal, czy Michał Jurecki.
- Tak naprawdę to nie zastanawiałem się nad tym zbytnio. Zbyt wiele rzeczy się dzieje i ja się skupiam na tym co jest dzisiaj i na tym sezonie, który trwa.
W piątek w Hiszpanii rozpoczęły się mistrzostwa świata. Jacy są pana kandydaci do złotego medalu?
- Niezmiennie Francja. Od kilku lat jest najlepsza i myślę, że dalej utrzymuje tę tendencję. Jednocześnie Hiszpania rośnie w moich oczach do roli murowanego faworyta. Grają u siebie, są świetną drużyną, mają osiągnięcia i doświadczenie z poprzednich turniejów. W dodatku mają jeszcze taką zadrę w sobie po olimpiadzie, w której odpadli w ćwierćfinale, tracąc bramkę w ostatniej sekundzie. Myślę, że w związku z tym mają w sobie skumulowaną energię i na pewno będą się chcieli zrehabilitować.
Jak się wprowadzają w drużynę młodzi zawodnicy?
- Bardzo dobrze. Fajnie się na to patrzy z boku, kiedy młodzi zawodnicy przyjeżdżają na kadrę pełni radości z tego, że po prostu w niej są. To sympatyczne. To, czy naprawdę są częścią drużyny, czy dorośli do tego by grać na tego typu turnieju - to zweryfikują mistrzostwa. Mam nadzieję, że będzie to wyglądało tak jak w przypadku Kamila Syprzaka i Roberta Orzechowskiego, którzy w zeszłym roku też pojechali na pierwszą wielką imprezę (ME w Serbii) i zanotowali świetne występy. Stali się dzięki temu pełnoprawnymi zawodnikami w tej drużynie. Mam nadzieję, że tu też wystrzelą kolejne nazwiska i zadomowią się na stałe w kadrze.

Rozmawiał Cezary Osmycki



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje