Reklama

Reklama

Marek Panas: Nie można marnować tylu rzutów karnych

Marek Panas uważa za wielki błąd zmarnowanie przez polskich piłkarzy ręcznych kompletu sześciu rzutów karnych w wygranym 32:13 meczu mistrzostw świata z Arabią Saudyjską.

"Analizować tego spotkania nie ma sensu, bo był to nie tyle sparing, co forsowny trening. Myślę, że gdybym skrzyknął kolegów, z którymi występowałem w reprezentacji Polski ponad 30 lat temu, też pokonalibyśmy tego rywala. Jedyne ryzyko jest takie, że Saudyjczycy mogliby nas zabiegać" - powiedział Panas.

Brązowy medalista mistrzostw świata z 1982 roku uważa za niedopuszczalne zmarnowanie w tym spotkaniu wszystkich sześciu rzutów karnych.

"Teraz nie wiadomo, kto w sobotniej konfrontacji z Danią powinien pierwszy stanąć na linii siedmiu metrów. Czy ci, którzy nie wykorzystali takich rzutów z Arabią Saudyjską, podejdą do kolejnej próby bez dodatkowej presji? Chyba, że szansę dostaną inni zawodnicy. W odwodzie jest Adam Wiśniewski, może swoich sił spróbuje Mariusz Jurkiewicz?" - zastanawiał się były reprezentant Polski.

Reklama

Według Panasa niektórzy zawodnicy źle egzekwują karne. Ograniczają sobie możliwości rzutowe, przez co znacznie ułatwiają bramkarzom rywali skuteczną interwencję.

"Michał Daszek wykonuje karne z padem, a w tym przypadku wiadomo, że może posłać piłkę tylko w dolne rejony bramki. Z kolei Bartek Jurecki za nisko trzyma rękę, dzięki czemu golkiperzy wiedzą, że muszą spodziewać się rzutu w dół. Rękę trzeba trzymać wysoko, bo wtedy ma się szerokie pole manewru i całą bramkę przed sobą" - zauważył.

Panas, który w narodowym zespole rozegrał 143 spotkania przekonuje również, że z siedmiu metrów wcale nie trzeba rzucać na siłę.

"Ja rzucałem lekko, obok głowy, natomiast Daniel Waszkiewicz wręcz pchał piłkę, ale praktycznie w ogóle się nie myliliśmy. Z kolei Klempel miał tak sugestywny zwód, że po zamarkowaniu przez niego rzutu bramkarz padał na tyłek. Jurek pozwalał mu wstać, ponownie machnął ręką, a kiedy golkiper znowu usiadł, lekko umieszczał piłkę w pustej bramce. Ważna jest także technika i spostrzegawczość. Dziwię się, że kiedy bramkarz Saudyjczyków wychodził wysoko z bramki, nasi zawodnicy nie starali się go przerzucić, tylko walili z metra w nogi" - skomentował.

Były zawodnik Wybrzeża Gdańsk i niemieckiego THW Kiel zadowolony jest natomiast z postawy obrotowego Kamila Syprzaka, który w meczu z Arabią Saudyjską zdobył aż 10 bramek.

"To zawsze był dla mnie dobry chłopak, który świetnie się rozwija. Nasi piłkarze muszą jednak pamiętać, że o ile do Bartka Jureckiego piłkę trzeba dogrywać na koło po koźle, o tyle do Syprzaka podawać tylko górą" - podsumował Marek Panas.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje