Reklama

Reklama

Marcin Wichary: Mecze z Vive zawsze o medal albo prestiż

Niedzielny pojedynek w Kielcach dwóch najlepszych polskich drużyn piłki ręcznej nic nie zmieni w tabeli zbiorczej najwyższej klasy rozgrywkowej. Ale jak zawsze wzbudza duże emocje. „Z Vive nigdy nie było meczów o nic" – zapewnił kapitan Orlen Wisły Marcin Wichary.

Drużyna PGE Vive nie straciła w tym sezonie ani jednego punktu w krajowych rozgrywkach i zajmuje pierwsze miejsce w tabeli zbiorczej. Orlen Wisła przegrała nieznacznie 30-31 pierwszy mecz z kielczanami przed własną publicznością i zremisowała w regulaminowym czasie z Azotami w Puławach. Zajmuje drugie miejsce w tabeli i nawet gdyby zgarnęła całą pulę z niedzielnego pojedynku, to i tak nie zasiądzie na fotelu lidera.

Ostatni raz Orlen Wisła wygrała w Kielcach jeden z meczów finałowych w 2011 roku, po którym potem zdobyła tytuł mistrza Polski. Od tamtej pory pokonała PGE Vive tylko dwa razy, w meczach ligowych, ostatni raz w 2016 roku. Wszystkie pozostałe pojedynki wygrali rywale.

Reklama

"Nigdy nie było spotkań bez znaczenia. Zawsze stawką był albo medal, albo po prostu prestiż. Przed każdym meczem z Vive jest ogromna mobilizacja, niestety potem okazuje się, że jedna, dwie akcje decydują o zwycięstwie rywali. Zawsze zapowiadamy walkę i staramy się wygrać. Tak samo jest przed pozostałymi spotkaniami ligowymi, ale tam wiemy, że musimy wygrać i wygrywamy. A w przypadku meczu z Kielcami za każdym razem wierzymy, że tym razem się uda i się nie udaje" - tłumaczy bramkarz Orlen Wisły.

Zdaniem Wicharego, w tym sezonie drużynie znacznie lepiej wiedzie się w meczach na wyjeździe i w tym upatruje szans na zwycięstwo.

"Najlepszym przykładem są mecze Ligi Mistrzów. Więcej punktów zdobyliśmy grając na wyjeździe. Urwaliśmy punkt, jako jedyna drużyna w grupie A, Vardarowi w ich własnej hali. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby to samo zrobić w Kielcach i sprawić wielką niespodziankę" - podkreślił.

W niedzielę kibiców obu drużyn czekają na pewno emocje. "Może nie są to "święte wojny" jak kiedyś, ale to jednak nadal są "święte wojny". Tak te pojedynki traktują kibice i zawodnicy, którzy wiedzą o wieloletniej rywalizacji obu zespołów o prymat w polskiej piłce ręcznej" - zapewnił Wichary.

Do Kielc płocka drużyna pojedzie w piątek. Nie wiadomo na razie, czy po kontuzji do gry gotowy będzie Michał Daszek. Wszyscy pozostali zawodnicy są zdrowi i już nie mogą doczekać się pierwszego w tym roku starcia z najtrudniejszym polskim rywalem.

"Dobrze wiemy, że statystyki są po ich stronie, ale w sporcie statystyki są głównie na potrzeby komentatorów. Wszystko zostanie zweryfikowane na parkiecie. Odpadliśmy z rozgrywek Ligi Mistrzów, przydałby się inny sukces. Wygrana w Kielcach na pewno da nam przewagę psychologiczną przed rozstrzygnięciami w polskiej lidze" - podsumował kapitan płockiej drużyny.

Mecz w Kielcach rozegrany zostanie w niedzielę o godz. 13.00.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje