Reklama

Reklama

Łomża Vive Kielce z kolejną wygraną, świetna passa trwa dalej

W meczu ósmej kolejki EHF Ligi Mistrzów Łomża Vive Kielce pokonała na swoim parkiecie FC Barcelona 29:27. Było to siódme kolejne zwycięstwo mistrzów Polski w tych rozgrywkach.

Prowadzeni przez Tałanta Dujszebajewa zawodnicy Łomży Vive Kielce w ostatnich tygodniach w EHF Lidze Mistrzów mogą czuć się niemal tak, jak na krajowym podwórku. Każdy mecz kończy się bowiem ich zwycięstwem, niezależnie od tego, gdzie akurat przyjdzie im zagrać. Nie inaczej było zresztą w poprzedniej kolejce, w której mistrzowie Polski pokonali potężną drużynę FC Barcelona 32:30, dokonując tego zresztą na terenie rywali.

Mający fantastyczną passę zwycięstw gracze Vive w ósmej kolejce w Hali Legionów po raz kolejny mierzyli się z "Dumą Katalonii" i wierzyli, że uda im się po raz kolejny pokonać handballowego giganta.

Reklama

Zaczęło się niestety fatalnie, bo choć w pierwszej akcji kapitalnym rzutem popisał się Szymon Sićko, to już po sześciu minutach gospodarze przegrywali 1:5, kompletnie nie radząc sobie z agresywną obroną hiszpańskiej drużyny, która w kontrach spisywała się świetnie. Szybkie wyjścia Luki Cindricia czy Diki Mema kończyły się trafieniami, przy których stojący w bramce Łomży Vive Andreas Wolff był bezradny.

Potem jednak stopniowo gospodarze zaczęli coraz częściej dochodzić do głosu i niwelować straty. Co prawda nadal punktował nas Cindrić, ale bardzo skutecznie grał też Alex Dujshebaev i kiedy na trzy minuty przed końcem pierwszej połowy trener Vive poprosił o czas, przegrywaliśmy już tylko 13:15. Do końca pierwszej części spotkania obie drużyny rzuciły po jednej bramce i choć do szatni z prowadzeniem zeszli przyjezdni, to jednak nikt w Hali Legionów nie miał wątpliwości, że w drugiej połowie będzie toczyć się zażarta walka o zwycięstwo.

I tak rzeczywiście było, bowiem od samego startu obie drużyny rzuciły się do walki. FC Barcelona odskoczyła na trzy trafienie i cały czas utrzymywała tę przewagę. Dopiero w 46. minucie, po świetnej kontrze i trafieniu Miguela Sáncheza-Migallóna zrobiło się 21:23.

Sześć minut później, po bezsensownym faulu, karę dwóch minut otrzymał Artem Karalok i wydawało się, że w osłabieniu mistrzowie Polski nie będą w stanie utrzymać kontaktu z rywalami. Tymczasem nie dość, że udało im się zostać w grze, to jeszcze na ławkę kar odesłany został Thiagus dos Santos. To pozwoliło kielczanom, po rzucie z koła Nicolasa Tournata, zbliżyć się gości na jedną bramkę, bowiem na tablicy wyników pojawił się rezultat 27:26 dla FC Barcelona, a przed zawodnikami zostały cztery minuty gry.

Ostatnie minuty na parkiecie w Kielcach to był prawdziwy thriller, a emocjami, które towarzyszyły poczynaniom zawodników, można byłoby obdzielić niejedno spotkanie. Przy remisie 27:27, niecałą minutę przed końcem, fantastyczni zachował się Alex Dujshebaev, który już przy sygnalizacji gry pasywnej popisał się kapitalną solową akcją, po której wyprowadził gospodarzy na prowadzenie w tym meczu. Po raz drugi od początku spotkania, kiedy to Vive prowadziło 1:0...

Ostatnią szansę miała FC Barcelona, ale świetną obroną popisał się Wolff i gospodarze mogli spokojnie doczekać do końcowej syreny. Udało im się nawet zdobyć kolejnego gola i ostatecznie wygrali 29:27, przedłużając swoją znakomitą passę zwycięstw w Lidze Mistrzów. Druga wygrana nad gigantem z Barcelony sprawia, że wygranie grupy jest już bardzo blisko, a jeśli podopieczni Tałanta Dujszebajewa utrzymają obecną dyspozycję, to na pewno na tym się nie skończy.

Łomża Vive Kielce - FC Barcelona 29:27 (14:16)

KK

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL