Reklama

Reklama

Łomża Vive Kielce wśród europejskich potentatów. A zaczęło się od koszmaru

Dziś nie wiemy jeszcze, jak będzie wyglądał koniec zmagań Łomży Vive Kielce w Lidze Mistrzów, ale wiemy, że droga do Final4 zaczęła się fatalnie. W pierwszym meczu sezonu mistrz Polski przegrał w Bukareszcie z uważanym za najsłabszy w stawce Dinamem Bukareszt. A później wygrał najmocniejszą w historii grupę. Czy kielczanie podtrzymają formę także w Final4? W sobotę o godz. 15.15 ich starcie w półfinale z Telekomem Veszprem. Relacja w Eurosporcie.

Gdy 2 lipca zeszłego roku w Wiedniu rozlosowano grupy Ligi Mistrzów, szefowie Łomży Vive Kielce nie mieli chyba najlepszych humorów. Z pierwszego koszyka przydzielono im dwóch gigantów: Barcelonę i PSG, z trzeciego - też dwa potencjalnie najmocniejsze zespoły: Telekom Veszprem i Flensburg-Handewitt. Tak silnej obsady jednej grupy jeszcze w historii rozgrywek nie było. Każda z tych pięciu drużyn miała w planie awans do Final4 - trzem to się udało. Odpadli paryżanie, bo w ostatniej akcji swojego ćwierćfinału z THW Kiel nie zdobyli bramki.

Reklama

Bukareszt, Zaporoże - ciężkie przeprawy Łomży Vive

 Tymczasem w połowie września graczom z Kielc wcale nie było do śmiechu. Do Rumunii pojechali po pewne dwa punkty, bo jak się wydawało, Dinamo Bukareszt miało być najsłabszą drużyną w stawce, może porównywalnie z Motorem Zaporoże. Tymczasem to kopciuszek rozdawał karty - pozbawione kontuzjowanego Alexa Dujszebajewa Kielce miały problemy w ataku, w bramce nie było alternatywy dla Andreasa Wolffa, bo Mateusz Kornecki zatruł się przed wyjazdem i został w Polsce. A niemiecki golkiper bronił wyjątkowo kiepsko - przed przerwą odbił zaledwie jedną piłkę, po przerwie - cztery. To Rumuni dyktowali warunki, mieli bezbłędnego Raula Nantesa (11 goli!) i wygrali 32-29. W ogóle ten początek był dla mistrza Polski bardzo kłopotliwy. W Zaporożu dwa tygodnie później Łomża Vive zmarnowała aż siedem z dziewięciu rzutów karnych, do końca musiała drżeć o wynik. Zwycięstwo 26-25 przyjęto z ulgą, bo kolejna strata punktów mogła mieć już olbrzymi wpływ na morale, a przecież mecze z Barceloną czy PSG miały dopiero nadejść. I nadeszły, a wtedy o kielczanach zrobiło się głośno.

Łomża Vive pisze historię - Barcelona pokonana

Okazało się bowiem, że akurat z potentatami mistrz Polski potrafi grać na swoich warunkach. Październik i listopad były chyba najlepszym okresem kielczan w tym sezonie. Trzy kolejne domowe mecze przyniosły wyjątkowo okazały dorobek strzelecki - Flensburg, Porto i PSG traciły średnio po 38 bramek.  Przyszły jednak mecze z Barceloną i to one pokazały prawdziwą siłę i możliwości kieleckiej ekipy. W Palau Blaugrana Łomża Vive po raz drugi już sprawiła sensację - poprzednio w grudniu 2015 roku, czyli wtedy, gdy... mistrz Polski wygrał Ligę Mistrzów. Od tamtego spotkania Barcelona była niepokonana w swojej hali. Aż znów przyjechała kompania Dujszebajewa i po kapitalnym widowisku wygrała 32-20.

Jakby tego było mało, powtórzyła ten wyczyn tydzień później w Kielcach. Duma Katalonii dopiero po raz drugi w historii przegrała dwa pojedynki z rzędu w fazie grupowej, po raz pierwszy - z tym samym rywalem. Wreszcie do kapitalnej formy doszedł Andreas Wolff, w trudnych momentach grę na siebie brał Alex Dujszebajew, wysoką skuteczność z karnych i kontr miał Arkadiusz Moryto. Mimo słabszej gry w Porto i jednak zasłużonej porażki w Paryżu, mistrzowie Polski dwumiesięczną przerwę spędzili na fotelu lidera grupy.

Zwycięstwo w grupie, czyli łatwiejsza droga do Final4

Styczniowa przerwa na mistrzostwa Europy niewiele zmieniła, bo po wznowieniu Ligi Mistrzów zespół z Kielc nadal prezentował się dobrze. Wygrał trzy z czterech ostatnich spotkań, a to wystarczyło do zajęcia pierwszej pozycji i bezpośredniego awansu do ćwierćfinału. Taki był właśnie cel mistrza Polski - uniknąć dwóch dodatkowych spotkań w 1/8 finału i ewentualnie ciężkiego rywale w półfinale. Drużyna Dujszebajewa wykonała to zadanie perfekcyjnie.

O awans do Final4 zespół z Kielc powalczył z Montpellier, które wcześniej wyeliminowało nieprzyjemne dla naszego zespołu FC Porto. Przed tą rywalizacją były pewne obawy, ale mistrz Polski dość szybko pokazał rywalowi, kto jest lepszy. W nagrodę awansował do Final4, w którym zabraknie np. Paris Saint-Germain.

Łomża Vive Kielce w fazie grupowej:

  • Dinamo Bukareszt - Łomża Vive 32-29 (16-12)
  • Łomża Vive - Telekom Veszprem 32-29 (17-12)
  • Motor Zaporoże - Łomża Vive 25-26 (13-14)
  • Łomża Vive - Flensburg-Handewitt 37-29 (21-16)
  • Łomża Vive - FC Porto 39-33 (21-17)
  • Łomża Vive - PSG 38-33 (19-14)
  • Barcelona - Łomża Vive 30-32 (16-19)
  • Łomża Vive - Barcelona 29-27 (14-16)
  • PSG - Łomża Vive 32-27 (16-14)
  • FC Porto - Łomża Vive 29-27 (14-14)
  • Flensburg-Handewitt - Łomża Vive 25-33 (12-14)
  • Łomża Vive - Motor Zaporoże 33-27 (19-13)
  • Telekom Veszprem - Łomża Vive 35-33 (18-16)
  • Łomża Vive - Dinamo Bukareszt 34-29 (20-13)

Łomża Vive w ćwierćfinale:

  • Montpellier HB - Łomża Vive 28-31 (12-16)
  • Łomża Vive - Montpellier HB 30-22 (15-8)

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL