Reklama

Reklama

Łomża Vive Kielce w wielkim finale Ligi Mistrzów! Kapitalny mecz w Kolonii!

Niesamowite rzeczy działy się w półfinale Ligi Mistrzów w Kolonii. Po kiepskiej pierwszej połowie Łomża Vive Kielce traciła do Telekomu Veszprem dwie bramki, a mogła i więcej. Po przerwie mistrzowie Polski pokazali jednak klasę - wygrali całe spotkanie 37-35 i w niedzielę zagrają po raz drugi o najcenniejsze europejskie trofeum.

W tym meczu miała decydować dyspozycja dnia, a także postawa bramkarzy. Oba zespoły znają się doskonale, wiedzą o sobie niemal wszystko, trudno tu kogoś zaskoczyć. A jednak to Węgrzy zdecydowanie lepiej utrudniali grę kielczanom, pozbawiali ich najmocniejszych atutów. Lepiej też w bramce Veszprem spisywał się Rodrigo Corrales, który w pierwszej połowie miał 10 skutecznych interwencji, podczas gdy obaj bramkarze mistrza Polski - tylko sześć. Nie można powiedzieć, ze Andreas Wolff i Mateusz Kornecki bronili źle, to po prostu reprezentant Hiszpanii wznosił się ponad przeciętny poziom. I to było kluczem do tego, że wicemistrz Węgier miał po pierwszej połowie dwie bramki zaliczki. A mógł mieć więcej.

Reklama

Wyrównany początek, później błędy kielczan

 Kielczanie prowadzili w pierwszych minutach dwukrotnie - 4-3 i 5-4. Później w bramce Veszprem kilka razy z dobrej strony pokazał się Corrales, który trzykrotnie bronił zbyt szybko oddawane rzuty z dystansu przez Szymona Sićko. Do tego dwa błędy w obronie popełnił Branko Vujović, więc po rzucie bezbłędnego ze skrzydła ekskielczanina Manuela Štrleka, zespół z Węgier odskoczył na 7-5. Telekom uniemożliwiał kielczanom wyprowadzanie kontr, do tego zacieśnił strefę w środku, dokładnie pilnując też, by Alex Dujszebajew nie mógł grać z obrotowymi. Hiszpan jest jednak zawodnikiem genialnym, więc kilka razy znalazł sposób by obsłużyć Arcioma Karalioka i Nicolasa Tournata, aż wreszcie po jego trafieniu zrobiło się w 18. minucie 10-10.

Decydowały setne sekundy, bramki nie było

Kielczanom nie udało się jednak uzyskać inicjatywy, bo znów popis dał Corrales. To on w krótkim odstępie czasu obronił dwa rzuty z bliska Dylana Nahiego, który nie wytrzymywał ciśnienia tego spotkania. Za to po drugiej stronie boiska raz za razem trafiał Petar Nenadić, który bardzo często jest katem kielczan. Tak było jeszcze wtedy, gdy grał w Płocku, tak jest od jego przenosin na Węgry. Nenadić podwyższył więc prowadzenie Veszpremu do 14-11. Znów kilka świetnych akcji Alexa Dujszebajewa dało oddech mistrzom Polski. To jednak Węgrzy mieli przewagę dwóch, trzech trafień. Wygrali tę część meczu 18-16, choć setnych, a może nawet tysięcznych części sekundy zabrakło, by zdobyli jeszcze bramkę po próbie Rasmusa Lauge Schmidta z połowy boiska.

Popis mistrza Polski w pierwszym kwadransie po przerwie

Atmosfera w szatni kielczan nie była więc pewnie najlepsza, ale już pierwsze minuty drugiej połowie całkowicie zmieniły sytuację. Po 75 sekundach był już remis, bo dwa razy Corralesa pokonał Daniel Dujszebajew. Po chwili Veszprem miało rzut karny, a zamiast bezbłędnego przed przerwą Gašpera Marguča, na linii 7. metra stanął Kentin Mahe. I Wolff obronił ten rzut, dając sobie paliwo na kolejne minuty. Kielczanie zaczęli popisowo grać w obronie, do tego wyrzucili z boiska filar defensywy Telekomu Blaža Blagotinšeka. Słoweniec pchnął Władysława Kulesza w rzucającego Branko Vujovicia i zobaczył za to czerwoną kartkę. Kielczanie poszli za ciosem i po dwóch trafieniach Arkadiusza Moryty prowadzili już 22-20. A w 42. minucie ich przewaga wzrosła do czterech trafień - 25-21.

W piłce ręcznej to spora zaliczka, ale nie decydująca. Zwłaszcza, że Veszprem w końcu poprawiło się w ataku, szybko kończyło akcje bramkami. Zmieniło też grę w obronie, wystawiając jednego zawodnika z przodu, który skutecznie uprzykrzał grę mistrzom Polski. Kielczanie wciąż prowadzili, ważne bramki z dystansu zdobywał Kulesz, później jego rolę przejął Karačić. Były chwile, że przewaga naszej drużyny malała do dwóch bramek, po bardzo szybkich odpowiedziach Węgrów, ale Łomża Vive grała długo i cierpliwie. Jeden błąd rywali sprawił, że kielczanie wyprowadzili kontrę i w 54. minucie Daniel Dujszebajew podwyższył na 34-30. To już było wiele.

Arkadiusz Moryto załatwił sprawę - Łomża Vive w finale!

W ostatnich pięciu minutach kielczanie grali długo, szukali fauli rywali. Za uderzenie Alexa Dujszebajewa z boiska wyleciał na dwie minuty Patrik Ligetvári, a ważną bramkę zdobył Szymon Sićko. Wicemistrzom Węgier się spieszyło, sytuacja zaczęła się dla nich trochę lepiej układać, bo na dwie minuty przed końcem zmniejszyli starty do dwóch bramek, a Vive grało bez wykluczonego Karalioka. Alex Dujszebajew i Karacić szukali więc fauli rywali, bardzo długo rozgrywali piłkę. Tu decydowała jedna akcja, jedna bramka. I tę na minutę przed końcem zdobył Arkadiusz Moryto. Trzybramkowego prowadzenia kielczanie nie mogli już roztrwonić. Wygrali i w nagrodę w niedzielę po raz drugi zagrają w finale Ligi Mistrzów. Ich rywalem będzie lepszy zespół z pary FC Barcelona - THW Kiel (początek o godz. 18).

Telekom Veszprem - Łomża Vive Kielce 35-37 (18-16)

Telekom: Corrales, Cupara - Lauge Schmidt 8, Štrlek 7, Nenadić 6, Marguč 6, Omar 4, Maqueda 1, Nilsson 1, Blagotinšek 1, Mahe 1, Ligetvári, Sipos, Lukács, Ilić, Lekai. Kary: 16 minut. Rzuty karne: 4/5.

Łomża Vive: Wolff, Kornecki - Moryto 8, Karačić 5, Alex Dujszebajew 4, Kulesz 4, Tournat 4, Daniel Dujszebajew 3, Vujović 2, Nahi 2, Karaliok 2, Sićko 2, Thrastarsson 1, Sanchez-Migallon, Gębala, Paczkowski. Kary: 10 minut. Rzuty karne: 3/3.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL